28 października 2013

Jesteś fotografem, grafikiem, webdesignerem, tłumaczem, redaktorem, korektorem, dziennikarzem, architektem, artystą lub kimkolwiek innym, kto nie macha łopatą? Znajomi proszą Cię o zawodowy „drobiazg”? Oto dlaczego powinieneś zrobić go za darmo.

Można było dotknąć

Kiedyś było inaczej. Gdy kupowaliśmy produkt lub usługę, było to zawsze coś namacalnego. Pachnący chleb z piekarni, świeżo namalowany obraz przez Canaletta, nowe podkowy dla klaczki, załatany surdut. Potem przyszedł komputer. I w internecie ludzie nagle zaczęli handlować… bitami. A bitów nie widać. Czyli są za darmo.

Robię zdjęcia, piszę teksty, poprawiam teksty. Wszystkie moje dzieła to pliki. Zera i jedynki. Wysyłam je mailem albo wrzucam na Dropboksa. Łatwo je unicestwić – wystarczy wcisnąć Delete. Dilit i nie ma. Za co tu więc płacić? Co to jest ta „informacja”, ta „wiedza”, której nikt nie widział?

Jeśli Ty też wykonujesz taki bitowy zawód, na pewno się z tym zetknąłeś. Znajomy potrzebuje nową stronę www dla szwagra. Kuzyn pisze CV po angielsku. Koleżanka musi mieć nowe zdjęcie na fejsunia. Gdy podajesz im cenę swojej pracy, ci niby-zleceniodawcy mówią z oburzeniem „Nie za darmo? Jak to?!”. Dlaczego?

Kupujesz i płacisz

Jak to jest, że to dla nich takie dziwne, że Twoja praca kosztuje? Czy kiedy podjeżdżają na stację benzynową, też podchodzą do obsługi z pytaniem „Naleje mi Pan za darmo”? Czy o bułkę w piekarni proszą po znajomości? Nie, bo bułkę i benzynę mogą dotknąć, zobaczyć, zmierzyć, przeliczyć. Jedna bułka to 50 gr. Jeden litr benzyny to 5,58 zł. Wszystko jasne i klarowne, na liczydle się zgadza.

W pracy z bitami jest gorzej, bo jak zmierzyć to, że projekt strony internetowej kosztuje kilka tysięcy? Albo skąd się bierze cena projektu logo czy rebranding? I dlaczego zdjęcie kosztuje kilkaset złotych? Przecież to tylko plik. Kilka megabajtów.

To nie tylko plik

Ten plik to lata nauki i pracy. To wiedza, którą w bólach się przyswajało. To sprzęt, który się zużywa. To czas, który mogę poświęcić na przyjemności. To wreszcie szacunek do autorytetu, do eksperckiej wiedzy, do wysiłku drugiego człowieka. Pracujemy niestety nie tylko dla frajdy. Napisałam o tym kiedyś na fejsie:

Jak odpowiedzieć na propozycję nie do odrzucenia?

Gdy dostajemy propozycję zlecenia za darmo albo półdarmo dla znajomego, aż się chce żyć i pracować! Oto kilka pomysłów na to, jak zareagować na przykładzie zlecenia fotograficznego:

1. Zrób mi to po znajomości. Myślisz, że to oznacza, że zrobię to inaczej niż dla kogoś innego? Gorzej, lepiej, szybciej, taniej? To takie samo zlecenie jak każde inne.

2. Przecież zajmie Ci to 10 minut! Po pierwsze, ja najlepiej wiem, ile mi to zajmie (przy okazji, zrobienie zdjęcia, wybranie tego najlepszego i obróbka nigdy nie zajmują 10 minut). Po drugie, uczyłam się kilka lat po to, żeby dziś mi to zajęło 10 minut. Te lata nauki i pracy też kosztują.

3. Przecież znamy się tak długo! Tak nigdy nie powie prawdziwy przyjaciel, który ma szacunek do Twojej pracy. Tak powie kolega z podstawówki, którego ostatnio widziałeś, gdy odbierał świadectwo z trójkami. Patrz pkt 1.

4. Co to za problem? Pstryk i gotowe! To dlaczego mnie o to prosisz? Jak to takie proste, możesz zrobić sam, prawda?

5. Przecież to Cię nic nie kosztuje! Kosztowała mnie nauka, kosztował mnie komputer, kosztowało mnie oprogramowanie, kosztuje mój czas. Wymieniać dalej?

6. Dlaczego tak drogo? Znajomy zrobi mi to znacznie taniej. W takim razie życzę Wam miłej współpracy!

7. Zrób mi tym razem za darmo, a polecę Cię wszystkim znajomym. Może tak, może nie. Tymczasem na mojej fakturze zostawię bez zmian pole „Kwota do zapłaty”, a nie „Liczba obiecanych poleceń”. Za polecenia nie sprzedadzą mi chleba ani smalcu.

8. Ale żydzisz. Myślałem, że się kumplujemy. Wyzwiska rasistowskie i szantaż emocjonalny to ten moment, kiedy spokojnie i bez wyrzutów sumienia można zakończyć rozmowę. Jak mieć takiego klienta, to lepiej nie mieć go wcale.

I na koniec najprostsze rozwiązanie:

9. Hej, mam dla Ciebie zlecenie, ale zrób mi je za darmo, dobra? Nie.

Nie tylko hajs

Nie mówię, że jakakolwiek przysługa czy praca za darmo to coś złego. Sama czasem za darmo biorę udział w akcjach charytatywnych, zbiórkach, urodzinach, spotkaniach bez dużego budżetu czy innych inicjatywach albo oddaję swoje zdjęcia czy inne prace gratis. To świetne uczucie móc sprawić komuś trochę radości. Ale co innego prezenty, emocje, pomoc potrzebującym, a co innego praca.

Pracujemy, żeby jeść

Co odpowiadasz na pytanie o to, co byś zrobił gdybyś wygrał kumulację? Wiele ludzi z miejsca mówi „Rzuciłbym robotę”. Dlaczego? Bo pracują nie dla przyjemności, a po to, by mieć z czego żyć. Gdyby pieniądze magicznie pojawiały się same, ilu z nas by nadal chodziło do pracy? Może to mało romantyczne, ale pracujemy po to, by żyć, nie żyjemy po to, by pracować.

A z jakimi pytaniami Wy się spotykacie, kiedy „znajomi” proszą Was o „przysługę”, która niczym nie różni się od Waszej pracy? I jak sobie z tym radzicie?

  • plax

    Jest jeszcze jedna strona zrobienia czegoś za darmo . Często ludzie tego nie szanują, maja nawet pretensje, wybrzydzają. Za mało, za bardzo jasne, za ciemne a i tak to biorą . Bo jest za darmo. Albo , wiesz dwa tygodnie temu konfigurowałeś mi komputer a teraz on sie zespół. To nic ,że może upadł na podłogę , nie działa. Z tym „za darmo” to trzeba uważać bo jak nie wyjdziesz na frajera , to jeszcze można mieć poczucie winy i worek z pretensjami na plecach. Jeżeli szanuje się swoją prace zna sie swoje możliwości i kompetencje to i tak trzeba uważać komu coś sie robi za darmo. Takie czasy.

  • To chyba zmora obecnych czasów…

  • Dokładnie, jak piszesz.
    Jeśli ktoś faktycznie jest moim dobrym znajomym, mogę zrobić coś dla niego taniej. Ale nie za darmo. Sama również przecież od nikogo tego nie wymagam.

  • Dobrze jest nic nie umieć ;-)

  • Asia Szymańska

    Czy to zdjęcia, czy rysunek, czy logo na koszulkę – wszystkim zawsze sie wydaje, że robię to za darmo bo to moje hobby… (Przecież sztuka to nie praca, tylko frajda). Nie jest mi przykro jeśli ktoś jednak odmawia mi współpracy bo sie okazuje, że jednak moja praca nie jest za free – no cóż.. teraz jest mniej chętnych, ale to nie znaczy, że w ogóle ich nie ma.. Bo to, że mam kogoś w znajomych na Fejsie nie znaczy, że się przyjaźnimy i zacznę pracować dla niego z przyjemności a nie z potrzeby zarobienia na obiad.
    Ludziom się wydaje, że jeżeli nie chodzę do pracy po 8h dziennie, nie przybijam karty w fabryce czy wejściu do firmy to nie pracuje w ogóle. A przecież: korepetycje, zdjęcia, programowanie, rysunek to też praca – którą widać i która z czasem staje się coraz lepsza… a co za tym idzie – droższa.

  • Joanna Cosel

    Dla znajomych mam inny cennik, ale bardzo rzadko pracuję za darmo. Czasem z dobrego serca mogę coś podpowiedzieć czy doradzić, bo moją walutą wymienną za pieniądze jest wiedza, ale gdy muszę zrobić cokolwiek więcej niż sięgnąć do zasobów pamięci, to to po prostu musi kosztować. W innym wypadku wolę poświęcić ten czas na dzierganie, czytanie blogów lub oglądanie filmów.

  • SSebastian

    Takie „pomoce” przeszedłem ciężej niż ospę wietrzną którą miałem w wieku 18 lat. Najgorzej co pominęłaś, a może nie masz tego problemu jest z rodziną. Zero respektu dla twojego czasu, zero zahamowań. Przecież w rodzinie jest informatyk, on wszystko zrobi wszystkim, za darmo i niezależnie od pory dnia i nocy. Najgorzej było z siostrą teściowej, ta franca to nawet chciała, żebym naprawiał komputery jej koleżankom i znajomym. Szczęśliwie od ponad dwóch lat nie rozmawiamy po miłej inaczej wymianie zdań o 2 w nocy. Czy ciągle robię takie przysługi? Czasem tak, ale nie mam też problemu powiedzieć stanowczo NIE. Nie tłumaczę się, po prostu odpowiadam, że pomiędzy pracą społeczną, a czasem z dziećmi wybieram dzieci. Jestem natomiast poświęcić sporo czasu i środków na jakieś inne akcje np. dzień z fotografią u mojej córci w przedszkolu.

  • kub

    nie zgodze sie. przyklad:

    kupuje opony od znajomego. jako ze jest to moj znajomy to sprzedaje mi sie po cenie po ktorej sam je kupil bo jakos szczegolnie mocnoto nie wplynie na jego przychody. chociaz teoretycznie stracil na mnie kilkaset zlotych ktore by zarobil sprzedajac komu innemu.

    Oczywiscie raczka roczke myje i ja moje produkty dla niego tez bede mial po specjalnych cenach. Simple. Przesadzajac w druga strone i byc pazernym na kazde pare zlotych tez nie jest wyjsciem. Grunt to znalezc rownowage. Np dla znajomego taniej (oczywiscie podajac nieswiadomym normalna cene za takie uslugi).

    • Ale jednak płacisz temu znajomemu za opony, prawda? Nie bierzesz ich za darmo. Ceny każdy ustala sobie sam. Proponuję ustalać własne ceny jak się chce i pozwalać innym robić to samo, bez wyzywania od pazernych.

    • Nie zarobił, ale też w sumie nic nie stracił.
      O tą równowagę właśnie chodzi. Niektórzy nie mają umiaru i gdy tylko zwęszą, że ktoś nie jest asertywny to będą wykorzystywać.

    • marcin

      Nie dał Ci tych opon za darmo, ja znajomym zrobię czasem coś po kosztach (zdjęcia, layout) ale po pierwsze – za Koszty czyli przyjadą po mnie, zawiozą na zdjęcia, plus dobry trunek na czas obróbki. Wiedzą jednak, że pierwszeństwo mają sesje komercyjne i czekają. Mam znajomą fryzjerkę, tnie mnie za darmo od dawna – ja zrobiłem sesję Jej maluszka na roczek.

    • Jeśli sprzedał Ci po cenie zakupu, to nic na Tobie nie stracił. Bo szybciej zejdzie ze stocku i zamówi sobie kolejną partię towaru.

  • Ciężki temat.
    Jestem mistrzem szukania sobie darmowej pracy jeśli mnie kręci temat, chociaż później psioczę na to trochę. Lubię wspierać różne działania, zwłaszcza jeśli prowadzą do aktywizacji drugiej osoby oraz jeśli dotyczą bliskich mi osób. I wtedy sama się oferuję, że może pomogę i zrobię to czy tamto.

    Inna sprawa to fotografia. Jestem amatorem, ale uwielbiam robić zdjęcia. A z racji zawodu uwielbiam bawić się Photoshopem, więc obróbka trwa u mnie długo, bo się do tego nie zmuszam, to moje hobby. Zawsze niezwykle denerwuje mnie, że wszyscy już 2 dni po wydarzeniu zaczynają dopytywać kiedy będą zdjęcia (nigdy nie przysyłają mi swoich). Ostatnio popsułam aparat i na ostatni wyjazd pojechałam bez sprzętu. Okazało się, że nikt nie zabrał swojego aparatu, no bo po co!

    Tym sposobem zorientowałam się, że mam pół etatu jako rodzinny fotoreporter.
    I nie chodzi o to, że chcę na tym zarabiać ;), tylko żeby nie czuć obowiązku, bo przepada frajda. Nie powinno się zmuszać do jedzenia czekolady ;).

    • Doskonale to rozumiem, naprawdę! U mnie fotografia też zaczęła się jako hobby, zabawa. Zdjęcia robiłam dla frajdy. Fotografowałam znajomych, kwiatki, drzewka, cokolwiek. I dopóki nie czułam, że jest to już mój zawód, wszystko było w porządku. Dopóki ja sama chcę robić te zdjęcia, wiesz o co chodzi? Ale z czasem zaczęły spływać zlecenia – na ślub, na fotografię produktową, na fotoreportaże i to już nie były zdjęcia dla mnie, do mojego albumu czy nad łóżko, tylko na czyjeś zamówienie.
      Jeśli sama traktujesz to jako pasję i zabawę, to super. Ale w momencie, gdy to Twój zawód i inni o tym wiedzą, to już chyba nie ma miejsca na proszenie o przysługi.

      • Może mi się wydaje, ale proszenie o przysługę, a zlecenie komuś pracy za darmo to jednak nie to samo. Wiele razy zdarzyło mi się, że za wykonaną przysługę za którą niczego się nie spodziewałam, dostawałam coś miłego. Co może nie było współmierne z nakładem pracy, ale było miłym gestem podziękowania. Według mnie ktoś kto prosi o przysługę, zdaje sobie sprawę, że prosi (tu jest kluczowe słowo) o pewną korzyść za którą należy się zapłata, na którą go na przykład nie stać czy coś.

        Kiedyś zdarzyło mi się, że namalowałam obraz na zamówienie. Obraz miał być prezentem dla bardzo szanownego gościa. Zleceniodawcy nawet do głowy nie przyszło, żeby zapłacić. Bo przecież wystarczający był prestiż!

        Podobno najgorzej mają informatycy i lekarze w tej kwestii. :)

  • PanPragmatyk

    Gorzkie żale.
    Nie rozumiem po co produkować taką ścianę tekstu na temat, który można podsumować jednym zdaniem:
    „Naucz się k*rwa asertywności, bo całe życie będziesz frajerem.”

    • Wspaniały komentarz. Dziękuję!

  • realysta

    Znam ten ból. wykonuję wolny zawód prawniczy i telefony z prośbą o tak zwaną „prostą poradę prawną” mnie dobijają. Szczytem było gdy zadzwonił do mnie jakiś ziom, którego widziałem dosłownie raz w życiu (o raz za dużo gdyż zdążył mnie poznać i wyłudzić mój tel od wspólnych znajomych), który chciał porady… z dwa dni się zastanawiałem komu właściwie odmówiłem :P zgadzam się z panem SSebastianem, że i tak najgorsza jest w tym zakresie rodzina (np. zdarzyło mi się, że daleki krewny usiłował wyłudzić odemnie poradę prawną gdy szliśmy za trumną na pogrzebie!). Chciałem też zwrócić Twoją uwagę, że argumenty z punktu drugiego są wzajemnie sprzeczne ;)

  • Koleżanko, ale statusów to nie musisz wklejać w postaci skrinszotów, tylko możesz je embedować. Jeszcze lajki dodatkowe złapiesz! :D

    • Nie chciał się zaembedować skubaniec, więc go walłam printskrinem. Przynajmniej nikt nie powie, że żebrolajki. :)

  • Julia O. (JullietteKai)

    Ja robię wszystko za darmo z prostej przyczyny – wieku. Nikt tak młodej dziewczynie jak ja nie zapłaci kilku monet.
    Poza tym ta ‚dobroczynność’ może być nadużyta. Miałam jedną osobę, która chciała najpierw proste rzeczy, później wręcz gruszki na wierzbie. To za małe, to za monotonne. Tu występuje chyba zasada ‚Nie płacę, więc wymagam tyle, żebyś się zesrała’. Często praca miała być ‚na wczoraj’. I bez żadnego dziękuje czy innego odzewu. Takich osób szczerze nienawidzę.

    • Robisz krzywdę samej sobie i innym przy okazji. Nie jest prawdą, że nie można zarobić. Nie są to kokosy, ale jeżeli rzeczywiście coś umiesz, to zażądaj zapłaty. Takiej, z jaką czujesz się komfortowo – dla znajomych chociażby za kubek kawy, dla innych trochę więcej.
      Wyrób w sobie odruch że Twoja praca kosztuje i koniec, kropka, nie ma zmiłuj. Znajomych (prawdziwych…) poproś, by jakby mieli Cię polecać, to żeby mówili „znam kogoś, kto zrobi Ci to SOLIDNIE I TANIO”, ale nigdy w taki sposób by zasugerować komuś darmowość usługi.
      Robiłem stronki w pierwszej klasie liceum miałem małe zlecenia profesjonalne od „znajomych znajomych znajomych”, liczyłem sobie za nie 200-800 zł w zależności od wielkości. Wystarczy wyzbyć się przekonania że nikt Ci nie zapłaci, bo jeśli je masz – pozostanie samospełniającą się przepowiednią.

      • Peter

        Bezwzględnie należy polecać tak:
        Pan/i X zrobi Ci to solidnie, terminowo, ale niekoniecznie tanio!!!

    • Jednego nie rozumiem. Skoro komuś nie przeszkadza twój wiek w zleceniu ci pracy, to czemu miałby przeszkadzać w zapłacie? :).

      Różne są drogi do przyszłego zawodu, ciężko prorokować co dla kogo najlepsze. Ja w takim przypadku pewnie wolałabym robić coś dla siebie, niż za zupełnie darmo z batem nad głową gratis. W szkole oprócz fajnych projektów i dekoracji (wtedy głównie rysowałam), które robiłam dla dobra wspólnego, lub na różnego rodzaju konkursy, dużo rysowałam i projektowałam dla siebie. To dobry czas na to, żeby czerpać z tego radość i bez presji się rozwijać.
      Można też włączyć się w jakiś projekt, w którym wszyscy wkładają jakąś pracę i robią to wspólnie.

      O co mi chodzi:
      Ważne żebyś się nie wypaliła, zanim na serio zaczniesz :)

    • Sytek

      Najwyższa pora przestać. Jestem prawdopodobnie dużo młodszy niż Ty a za swoją pracę biorę pieniądze. W tej dziedzinie wiek nie gra aż tak dużego znaczenia, prócz tego że ludzie często nie traktują nas poważnie. Powodzenia w zarabianiu życzę. Za coś trzeba sprzęt kupić, nie?

      • Julia O. (JullietteKai)

        Wiesz, mam trzynaście lat, więc wątpię, abyś był młodszy :). Sprzęt trzeba za coś kupić, na razie się odkłada na wszystko latami.

  • Gigi L. Gilmore

    Dużo w tym racji. Sami decydujemy ile i co jesteśmy w stanie zrobić za free (bo mamy kaprys, chcemy pomóc czy z innych tylko nam wiadomych powodów). Niestety dając się wkręcać w przysługi nie wychodzimy na tym najlepiej. A robiąc komuś przysługę, musimy się użerać z milionem uwag czy poprawek. W myśl zasady „płacę i wymagam”, tylko ta płatność gdzieś umknęła. Z tym spotkałam się wiele razy. Człowiek, który zachowuje się jakby płacił za usługę grube tysiące, ma wymagania, a my upierdliwego delikwenta nad głową. Kiedyś wydawało mi się, że to szczyt ludzkiej bezczelności, ale tylko do wizyty w pewnym sklepiku na wsi. To mnie dopiero wbiło w podłogę. Pani w średnim wieku robi zakupy, wybrzydza, a czy te ciasteczka dobre, a czy szynka chuda, a może jeszcze czekoladę dla wnusia. Kobieta zachowuje się jak w delikatesach. Na koniec kasjerka podaje kwotę do zapłaty i pada magiczne hasło: to ja na zeszyt poproszę. Mi by było wstyd iść do sklepu i na zeszyt wziąć chleb i masło. Dlatego sama nie proszę o zrobienie czegoś po znajomości. Zawsze można się dogadać co do ceny czy innej formy rewanżu. Ludziom po prostu brak wstydu.

  • Magdalena Jastrzębska

    ja zaproponowałam wymianę barterową. Na zarzut „Nie wstyd Ci brać kasę od znajomych” odpowiedziałam: „ok. Nie wezmę od Ciebie pieniędzy, ale dam Ci rachunki do zapłacenia. Mam je tak samo jak Ty. No i będziesz mnie utrzymywać. W końcu to, że na kasie w tesco pracuje moja koleżanka, to nie znaczy, że dostanę od niej coś za darmo”. Trafiłam w sedno, bo rozmowa zaczęła się inna.

    • Świetny sposób i super, że podziałało! :)

  • A ja jestem ciekawa czy z czasem podejście ludzi się zmieni.
    W końcu czasy gdy każdy pracował w fabryce czy sklepie minęły już jakiś czas temu. Coraz więcej osób pracuje w usługach, za biurkiem.
    To co mamy teraz to chyba jeszcze spuścizna po komunie, gdzie niczego nie było, a wszyscy wszystko mieli, gdzie wszyscy klepali się po plecach, bo każdy miał gdzieś znajomego, dzięki któremu udawało się „załatwić” to co pozornie niemożliwe.

  • Marcin

    Pieniędzmi płaci się tylko i wyłącznie za pracę. Nawet jeśli np. kupujemy samochód, to tak na prawdę płacimy za pracę a nie materiał. Materiał pochodzi z zasobów ziemi. Np ruda żelaza została przez kogoś wydobyta aby mogła zamiedzić się w karoserię, podobnie inne materiały zostały wydobyte i przetworzone co kosztowało określoną pracę. Płacimy więc tylko i wyłącznie za pracę, dlatego nawet jeśli bitów nie widać, to tak samo należy się zapłata za to co robimy :)

  • Jak widać dobrze jest machać łopatą:) Do nas dojdzie zachód za 30 lat o ile Polska będzie jeszcze Polską:)

  • Beata

    Ha ha! Ulubione pytanie to…
    Miałabyś chwilkę czasu dla mnie w tym tygodniu?
    Odpowiedź jest prosta – tak, miałabym ( liczę na relaks, wspólną kawę, w końcu chwilę odpoczynku, ale okazuje się, że pytanie miało drugie dno…)
    Bo widzisz potrzebuję kilku zdjęć…
    :D

  • Pingback: Czy blogerzy to żebracy? | Baronowo()

  • Fotograf

    Stare Przysłowie Fotografów ” Z rodziną to na zdjęciu najlepiej się wychodzi..”

  • Ja czasem sprzedam swoją kartkę rękodzieło. I w domu słyszę „jak mi nie jest wstyd brać pieniędzy od np. rodzonej siostry”. Tak – szantaż emocjonalny. Nie – nie wstyd mi.

  • Arkadiusz Łobodziec

    amen

  • FOTKA

    ciekawi mnie ilu tu jest fotografów co płaci Z.U.S i inne podatki ?!

    • Kajetan Maksymilian Karsznia

      wszyscy… chyba że mówisz o amatorach?

  • Patryk Scelina

    Wiele osób nie lubi swojej pracy i może dlatego uważa, że skoro nasza praca jest nasza pasją, to nie musimy na niej zarabiać. W końcu po co komuś płacić za jego hobby ? :)

    • Słuszna uwaga. O tym nie pomyślałam, że na własną pracę patrzą inaczej, bo to przymus. Szkoda, że brak w nich zrozumienia, że ktoś swoją pracę może robić z pasją, ale to nadal praca.

    • Jule

      Uwielbiam swoją pracę, ale nie wykonuję jej za darmo. Współczuję ludziom, którzy odliczają dni do piątku i nie lubią poniedziałków…

  • Andrzej-Ludwik Włoszczyński

    świetny tekst.

  • Grzegorz Woźniak

    Genialny tekst! Wymiatasz moja droga. Z tymi problemami każdy kto zawodowo związany jest z internetem ma do czynienia na codzień. Dodałbym jeszcze opcje, że jak już wpadniesz i zaczynasz dla znajomego robić coś za darmo, to nie dosyć, że co chwilę prosi cię o małe poprawki, to jeszcze próbuje udowodnić ci, że zna się na tym co robisz lepiej od ciebie.

    • Bardzo dziękuję za miłe słowa! Śmiało wpadaj częściej na bloga i pisz takie komentarze. Będzie na Ciebie czekać kawa i ciasteczko. :)

  • „Zrobiłbyś coś dla mnie? Odwdzięczę Ci się butelką piwa/wódki/łychy/czegokolwiek.”

    Gdybym podliczył niewdzięczników, to byłbym w tym momencie drugim Polmosem.

  • Kepler

    „Ten plik to lata nauki i pracy. To wiedza, którą w bólach się przyswajało. To sprzęt, który się zużywa. To czas, który mogę poświęcić na przyjemności. To wreszcie szacunek do autorytetu, do eksperckiej wiedzy, do wysiłku drugiego człowieka. Pracujemy niestety nie tylko dla frajdy.”

    Dobrze, że nie trzymam się z materialistami, szczególnie samozwańczymi artystami, którzy wystawiają mi fakturę za kawę, którą wypiję w odwiedzinach… Jestem informatykiem od 20 lat. Nigdy nie policzyłem kumplowi za naprawę komputera, bądź też korepetycje, i chlubię się tym. Cóż… może nie każdego stać na takie podejście?

    • Wyceniaj swoją pracę jak Ci się podoba, to Twoje prawo. Najważniejsze, że to Ty o tej cenie decydujesz, a nie „klient”, który na wstępie zaznacza, że oczekuje usługi za darmo. Cenę ustalasz Ty, nie on.
      Poza tym ja rozróżniam przyjaciół, którym chcę pomóc, nie oczekując nic w zamian, i dalekich znajomych, których nie widziałam 15 lat. To oni właśnie zaczynają rozmowę od „Kopę lat! Zrobisz mi to za darmo?” i to o tych drugich tu napisałam.

      • Patryk Scelina

        Dokładnie. Ja również bardzo często pomagam znajomym bezinteresownie, ale tym bliskim, z którymi chodzę na piwo, jeżdżę na wczasy czy z nimi pracuję. Nie widzę natomiast podstaw do tego by ktokolwiek narzucał mi swoją wolę podpierając się znajomością sprzed lat.

      • Kepler

        Ostatni czasy roi się od profesjonalnych fotografów, a dobrych zdjęć w necie jest bezmiar. Taka już specyfika rynku. Co druga laska głęboko wierzy, że jest znawczynią mody, a projektantów odzieży jest niewielu – z pewnością znacznie mniej niż wynikałoby to z kompetencji ludzi się tym zajmujących, bo tu nie umiejętności mają znaczenie. Dziwi się Pani, że ludzie, którzy zdjęcia robią komórką mają łaskawie płacić za kilka zdjęć spośród kolekcji kilku terabajtów raw-ów, aby wstawić na fejsa sweetfocie? Rozróżnijmy motywacje biznesowe zainteresowanego materiałem cyfrowym – jeśli jest ona komercyjna (www, billboard, logo, etc.), to absolutnie należy oczekiwać wynagrodzena. Jeśli nie (CV, sweetfocia, blog bez reklam), to wstyd wyjeżdżać znajomemu z ceną. Nie miałbym wstydu! Lepiej powiedzieć prosto w twarz – nie chce mi się. Miejmy godność.

        • Mów mi proszę po imieniu, jesteśmy w internecie. :)
          Nie zgodzę się z tym, że dobry fotograf nie musi mieć umiejętności. Powiem szczerze, że choć znam wielu fotografów, bo obracam się w tym środowisku, mało z nich jest na tyle dobrych, bym sama ich zatrudniła jako podwykonawców. To, że ten zawód jest w tej chwili łatwiej dostępny, to prawda, ale nie znaczy jeszcze, że teraz każdy kto robi zdjęcia jest fotografem, a już na pewno niekoniecznie dobrym.
          Ależ oczywiście, że możesz sobie dzielić potencjalnych klientów czy zlecenia jak chcesz i wykonywać tylko te, na które starcza Ci ochoty lub godności. Dla mnie praca to praca, niezależnie od tego, kto i w jaki sposób z niej skorzysta. Wedle Twojego rozumowania zleceniem niekomercyjnym jest m.in. fotoreportaż ze ślubu, bo to zdjęcia zlecone przez osoby prywatne i trafiają wyłącznie do albumu młodej pary i ewentualnie ich rodzin. A przecież wiemy, że fotograf ślubny to zawód wykonywany przez wielu i to taki, z którego można nieźle żyć.
          Podkreślam: nie mówię Ci, co masz robić. Rób jak uważasz. Ja też robię jak uważam. Obyśmy oboje byli szczęśliwi, każdy ze swoją polityką.

    • Szogun

      Przez takich właśnie ludzi jak Ty. Ludzie uczą się braku szacunku dla umysłowej pracy. ” samozwańczymi artystami” widzę że nie możesz się pogodzić z tym że twój zawód jest nudny jak flaki z olejem i nie wymaga żadnej kreatywności :) Nie porównuj gościu formatowania dysku twardego, instalowanie windowsa, czyszczenia ludziom systemu ze śmieciowych plików i reszty pierdół który każdy 20 latek ma teraz małym palcu od nogi do kreatywnej pracy. A i żeby nie było.. jestem Technikiem Informatyki z wykształcenia, zarabiam na fotografii i filmowaniu ;]

      • Szogun

        Przepraszam za błędy ale szlag mnie trafił.

        • Yoshi

          Jak programowanie nie wymaga kreatywności to gratuluję inteligencji. Nic dziwnego, że po technikum informatycznym nie dałeś rady nic dalej z tym zrobić i musiałeś zająć się robieniem zdjęć.

      • Kepler

        Jestem programistą. Wielokrotnie widziałem mój scrackowany soft na komputerach ludzi, u których byłem w odwiedzinach. Coś wiem o szacunku dla pracy, czasu i pieniędzy.

      • Łukasz Feller

        Hehe uśmiałem się. Masz pretensje do gościa, że nie szanuje kreatywnej roboty, a sam dajesz dowód braku szacunku dla jego roboty – vide „to każdy 20-latek teraz potrafi”. No więc nie – nie potrafi :D. Ani nie każdy 20-latek, ani 15-latek, ani 30-latek. Ludzie wiedzą tyle o komputerach, ile o samochodach. Potrafią sprawdzić poziom oleju i płynu do wycieraczek :-).

    • Monioli

      Ja tu też rozgraniczam przyjaciól i rodzinę od znajomych. Poza tym wszytsko zależy od mojego czasu – jesli akurat mam nawał roboty a przyjaciel chce czegoś na wczoraj, to mówię mu – mogę to zrobić za friko wieczorami w wolnym czasie i to potrwa. Jak chcesz teraz i na wczoraj to kosztuje 1500, bo dla Ciebie musze odłożyć na bok zlecenia, za które biorę full kasy. To jaka decyzja? No i czeka. No i ma za darmo, ale w tempie w jakim jestem w stanie to zrobic w wolnym czasie i uważam, ze to jest fair. Przy czym to też duże poświęcenie, bo wolny czas mogłabym przeznaczyć na zabawę z dzieckiem, tak? Ale dla rodziny, przyjaciół, w realnych warunkach – ok. Dla dalszej rzodizny, znajomych, paręprocent taniej. Dla widywanych raz na 10 lat – sorry cena rynkowa.

  • nina

    nie tyczy sie znajomych, ale ogólnie ‚wagi’ to tak samo jest u weterynarza „10 min bylm a 50 aż dalam ‚. Albo to wielkie zdziwienie ze wystawienie recepty kosztuje. Spoko, kartke dam za darmo

    • real525

      z 10 minutami zgoda jesli wizyta byla efektywna, ale jesli chodzi o wystawienie recepty to lekarze czesto swiruja na ten temat… pomimo ze sie dokladnie wie co ma byc i mowi sie wprost mu co ma napisac i ile to i tak potrafia niektorzy inkasowac swoje, mimo tego ze oficjalnie nawet pracuja za publiczne pieniadze…. niestety lekarze to skazona grupa zawodowa

  • Ven

    Zauważyłam, że większość freelancerów ma z tym problem. Sama pracuję jako fotograf i szlag mnie trafia z tym całym ‚za darmo’. Znajomi znajomymi, zdarza się coś takiego, ale łatwiej im to wytłumaczyć. Gorzej jak obcy ludzie mają czelność pisać o zdjęcia za darmo. Takie wykonuję tylko z doświadczonymi modelkami do poważnych projektów, z których też coś będę miała, a tu nagle odzew od jakichś ‚gimbusiar’ ze słitfocią na profilowym i wielkie zdziwienie, że fotograf to nie fundacja charytatywna. Albo ostatnia sytuacja – jakaś dziewczyna, którą widziałam raz w życiu pisze do mnie, żebym zrobila jej zdjęcia z imprezy. Za co? ZA PIWO. Godziny pracy: 21-3. Do tego oczywiście cudowny, profesjonalny retusz, żeby imprezowicze nie wyglądali na tyle, ile wypili. Zdjęć oczywiście koło 100, bo to duża impreza. Wrócić do domu musiałabym taksówką, której ona mi nie zafunduje, tylko sama za nią muszę zapłacić (prawa jazdy nie mam, a tłuc się nocnym z aparatem w torbie to ryzyko). Stracę na tym czas i pieniądze. Oczywiście gdy jej odmówiłam, wypaliła mi tekstem numer jeden: ‚ale przecież się znamy!’. No jak cholera, poza tym jak ma na imię i jakich mamy wspólnych znajomych nic o niej nie wiem. Także dokładnie rozumiem to, co opisałaś. Na początku, gdy zaczęłam zarabiać troszkę bałam się, że wyjdę na skąpca i tak dalej, ale teraz bez skrupułów odpowiadam ludziom ‚nie’. bo czas to pieniądz. (: Wspaniale piszesz tak swoją drogą, będę wchodzić tu częściej!

  • stehr

    Ja zwykle mówię: To jest Polska. Za 20 zł – nic nie załatwisz. Za pół litra – załatwisz wszystko.

    • szogun

      Mało tego, niedostaniesz flaszki od tak.. tylko na zasadzie przyniosłem łyche.. to co pijemy :D?

  • Sas

    Za darmo to można w mordę dostać ;)

    • Nie za bardzo. Na ogół dający w mordę domaga się portfela i komórki :)

  • Szogun

    To jest Polska logika. Kowalski Nowakowi zrobi fotki na weselu za darmo. Za to Nowak naprawki kowalskiemu auto za darmo.. wszyscy zadowoleni? Niby tak ale gospodarka stoi.. bo zamiast obracać chajsem handlujemy jak jacyś starożytni aztekowie wymieniając krowę na ziarna kakaowca :P

    • jakiskretyn

      Ale gdyby każdy tak działał nie trzeba by się było borykać z długiem publicznym…

    • Emilia Padzik

      Mi osobiście taka logika odpowiada. Przysługa za przysługę – pod warunkiem, że obu stronom to pasuje. Kwestia wyczucia podejścia drugiej strony.

  • tatsu

    Też jestem rękodzielnikiem. Co prawda nie pracuję w świecie bitów, ale i tak wiele razy spotykam się z prośbami typu: „ej, weź mi to zrób taniej”. Mam ten problem, że nie umiem być asertywna i często się zgadzam na robotę poniżej kosztów… no bo to przecież znajomy, nie na jednym turnieju kubek miodu wypiliśmy… no i tak od zlecenia do zlecenia i zamiast zarabiać, to sobie długów narobię.
    Za to, kiedy proszę kogokolwiek ze znajomych o jakąś pomoc/usługę/przedmiot nie poproszę nigdy, by było to za darmo. Chyba że dana osoba się uprze, że chce mi to koniecznie zrobić za friko. Wtedy kapituluję, ale i tak odwdzięczam się tym, czy owym ;)
    Na tym świecie nie ma nic za darmo, niestety.

  • Michalina

    Bardzo ciekawy i do tego całkiem nieźle napisany tekst. Każdy, kto ma tę przyjemność (i przekleństwo) wykonywać zawód kreatywny, wie doskonale, o czym piszesz. I o ile nie widzę nic złego we współpracy typu „przysługa za przysługę” (ty mi pomagasz z grafiką, ja tobie z tekstem), to wykorzystywanie cudzego talentu za friko na dłuższą metę jest nie fair.
    Tekst udostępniłam na fanpage’u kampanii „Nie robię tego za darmo”, która postuluje zaprzestanie pracy bez wynagrodzenia. Tematem kampanii są bezpłatne staże i praktyki, ale myślę, że poruszony przez Ciebie problem doskonale się w ten dyskurs wpisuje.
    Pozdrawiam.

    • Monioli

      A tu się nie zgodzę, bezpłatne staże i praktyki sa dla osób bez doświadczenia i nie widze w tym niczego niestosownego. To jest ogromna szansa – do wykorzystania. A potem budujesz doświadczenie i markę i sam wybierasz klienta. Ja taką rogę przeszłam i polecam.

  • fcuk

    Polacy sami sa sobie winni. Tak ja my dumpingujemy ceny wlasnej pracy to chyba nikt w Europe nie robi.

    • Behinder

      Czego przykładem są różne dziwne portale freelancerskie gdzie obowiązuje zasada „licytacji w dół”

      • fcuk

        albo idiotyczne polskie przetargi na wykonanie rozmaitych robot. dodam jeszcze ze pochodna tego jest to ze w Polsce liczy sie wszystko ale nie jakosc. a nawet jak ktos mowi ze chce jakosci to i tak jej nie daje , to tylko slogan reklamowy. kryzys w EU sie kiedys skonczy ale my juz jestesmy znani jako ci co pracuja praktycznie za darmo i nas juz za wieksze stawki nikt nie zatrudni ( zaznaczam ze nie mowie o wszystkich grupach zawodowych , odnosze sie tylko do bohaterow tego artykulu). brawo Polacy

  • Tomasz Magulski

    Jak to mawiał jeden z książąt Kościoła. Niejaki Richelieu: „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam.”

  • Wspaniały tekst! Zamierzam go wydrukować, powiesić na ścianie i skorzystać z niego przy następnej okazji, kiedy znów ktoś zaproponuje mi niesamowitą ofertę nie do odrzucenia. Dzięki :))

    PS. Zdarzają mi się też takie sytuacje: znajomy przychodzi do mnie i pyta: „Ile by to (zdjęcia, obróbka, warsztat, wpisz dowolne…) u Ciebie kosztowało?”, ja podaję cenę, po czym w odpowiedzi słyszę: „No wiesz co… Myślałem że po znajomości, to zrobisz mi to za darmo…”. Ech, życie…

  • Joanna Krzak

    haaa! no boski tekst. Mi w sumie wiele czasu zajęło, żeby doszło właśnie to wszytko do mnie. Bo jednak czasem robiłam coś co wiązało się z moją pracą tak za free, bo rzeczywiście chwilkę by to zajęło. Im bardziej bogato było u mnie ze zleceniami po prostu musiałam się powstrzymywać :) . Na szczęście nigdy nikt mi nie powiedział ” no co Ty , tyle??!! za co” . A nawet kiedyś kuzynka mająca do mnie interes, jak powiedziałam jej, że nic nie chcę , powiedziała mi : „Kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi” i tego właśnie się trzymam . :)

  • Karolina

    bardzo dobry tekst! Idealnie to ujęłaś.

  • Ten problem nie tyczy się tylko znajomości TY – Twój znajomy. Firma – Firma jest podobnie. Akurat tak się składa, że opisana przez Ciebie sytuacja nie dotyczy jedynie pracy ‚na bicie’, ale w ogóle pracy kreatywnej. Od 5 lat (o kuźwa, to już tyle) prowadzę swoją firmę (agencję marketingowo – eventową). Nasza praca to głównie siedzenie i kminienie. Wymyślanie pomysłów, tworzenie wizji, planów, strategii, eventów. Bardzo, ale to bardzo wielu firmom zdaje się, że przygotowanie dla nich szytej na miarę oferty, to bułka z masłem. A to jest czasami kilka dni dzwonienia, szukania, wymyślania, kreowania. Najgorsze są te firmy, które wysyłają zapytania np. do nas i do 10 innych agencji. Nam oczy stają dęba, że tak wielka i szanowana firma pochyla się nad nami, i że nas w ogóle dostrzegła. I że wysłała zapytanie i coś od nas chce.

    Skaczemy do góry „HUUURRRAAAAA” i bierzemy się do roboty. Pracujemy w pocie czoła przez tydzień, bo obiecują, bo chcą, bo pani dała numer na komórkę, bo odpowiada na pytania, bo budżet 6 cyfrowy (sic!) z 3, 4 albo 5 na początku itd. A potem… A potem są łzy, dramat i rozpacz. Bo nasze pomysły są fajne, ale … Ale zrobimy to sami. Bo mamy już Twoje pomysły, mamy też pomysły od 10 innych firm i teraz nie musimy już niczego szukać, bo cała wiedza za darmochę trafiła do nas. Ot co!

    Oczywiście, jest bardzo, ale to bardzo dużo firm, które tak nie działają. Sami współpracujemy z wieloma korporacjami, które traktują nas bardzo po partnersku. Bo to chodzi o ludzi, a nie o firmy.

    Mam taką metodę na sprawdzenie, czy ktoś chce nas (przepraszam za kolokwializm) wydymać, czy chce faktycznie współpracować. Zawsze się sprawdza.

    – Jeśli po otrzymaniu briefu wysyłam pytania uszczegóławiające, a dostaję odpowiedź „Wszystko co powinien pan wiedzieć, dostał pan na e-mail. Nie udzielamy dodatkowych informacji na tym etapie” – NIE WSPÓŁPRACUJĘ
    – Jeśli proszę o spotkanie i możliwość przedstawienie oferty osobiście, a dostaję odpowiedź „Na tym etapie, zbieramy oferty. Jeśli będziemy zainteresowani to się odezwiemy” – NIE WSPÓŁPRACUJĘ
    – Jeśli firma na etapie składania oferty prosi o przedstawienie zbyt szczegółowych danych, widać, że próbuje wyciągnąć informacji, chce się poradzić, dopytać, prosi o to, aby coś sprawdzić, zadzwonić, w ramach ewentualnej współpracy, przesłać coś, co nie było przedmiotem zapytania – NIE WSPÓŁPRACUJĘ

    Sposobów jest więcej, ale uważajcie. Trzeba być asertywnym i tyle. Czas to pieniądz, a jak ktoś tego nie rozumie, to „Na drzewo”.

    pozdro Damian

  • Sami sobie jesteśmy winni. Świetny tekst.

  • AgaA

    Bardzo dobry artykuł. Fajnie było by jeszcze gdyby to dotarło nie tylko do samych twórców.
    Jestem fotografem, grafikiem, maluję… Wielokrotnie stawałam przed sytuacją kiedy to zmuszona byłam – z wypiekami na twarzy (no, taka jestem) – odmówić znajomemu. Z wypiekami na twarzy i dodatkowo z prawdziwym wkurw.m odmawiałam też obcym. Bo to, że znajomy prosi – to jedno (stawia nas w niezręcznej sytuacji – ale jak świat światem robienie „po znajomości” od dawna wkurzało niejednego speca z różnych dziedzin – nie tylko tych art.), ale gdy obcy ma pretensje, że chcesz za swoje zdjęcia jakichś pieniędzy – przechodzi ludzkie pojęcie. Jak wspomniałam, jestem foto-grafo-malo – i jestem przy tym „psiarą” – i to właśnie pewna sytuacja związana z tym środowiskiem skłoniła mnie do popełnienia podobnego wpisu:
    http://pieskownica.blogspot.com/2013/06/pokolenie-daj.html

    Naprawdę ciężki orzech do zgryzienia, bo nastały czasy kiedy zwłaszcza w Internecie wszystkiego jest w bród – i to bardzo często za darmo właśnie (lub tylko z pozoru – ale hasło „gratis” zawsze działa).

    Pozdrawiam!

  • Rzadki

    Witam.
    Jestem dreadmakerem, bardziej z zamiłowania, jednak jest to zajęcie czasochłonne, często męczące i niejednokrotnie sprawiające ból (szydełko wbite pod paznokciem na przykład). Wielu moich znajomych wie, że się tym zajmuję, często robię komuś pojedyńczego dreada żeby nie wyjść z wprawy, jednak ostatnio kilkakrotnie spotkałem się z tym, że praktycznie obca osoba pytała mnie czy zrobię dready. „Dwa, trzy? Ok, spotkamy się, postawisz piwo, zrobię.” – odpowiadam. Na co słyszę że za parę piwek całą głowę. Czyli zajęcie na kilka godzin bez przerwy (na dłuższą metę po 4 godzinach pojawiają się u mnie pierwsze skórcze), co u profesjonalisty kosztuje kilkaset złotych.

    Wiedząc, jak wygląda takie zajęcie, szybko nauczyłem się szanować pracę innych ludzi…

  • Joanna G

    polecam filmik a propos tej dyskusji ( głównie w relacji firma-firma ,ale jak ktoś już niże zauważył,to też jest bardzo pododbna kwestia……):
    http://www.youtube.com/watch?v=jmsghvDgwIo

  • Delta

    „Pracujemy, żeby jeść”. No proszę cię. Udostępnią Ci ten artykuł w większości Imię Nazwisko Photography, dobra sztuka sama się wybroni. Tyle.
    Nie wiem skąd biorą się ogólnie pomysły propozycji zleceń „za darmo”. Nigdy takiego nie dostałam, raz znajomemu zaoferowałam – postukał się palcem w czoło i i tak zapłacił.
    Innymi słowy – dziwni znajomi albo mierne prace, za które ktoś nie poczuwa się dać takiej ilości pieniędzy jak ktoś sobie krzyknie. Tylko takie wytłumaczenie na fenomen „zrób za darmo” mogę znaleźć na dzień dzisiejszy.

    • Lunatic Agency

      Zupełnie nie masz racji.

      Postawię sprawę odwrotnie. Jeżeli nie miałeś/aś takiego zapytania od znajomych to znaczy, że Twoje prace są bardzo mierne i nikt ze znajomych nie widzi potrzeby proszenia Cię o przysługę. Jestem grafikiem i w moim przypadku to nagminne. A im poziom prac jest wyższy tym więcej takich zapytań.

      Każdy ma takie prośby od znajomych czy kuzynów, to normalne. Trzeba tylko nauczyć się odmawiać … wreszcie :)

  • Mi

    Bardzo słaby tekst. Problematyka owszem istotna ale poruszona w sposób infantylno-prymitywny i z poziomu nie „wielu” lat nauki/pracy w zawodzie, lecz raptem kilku.

    Jak Pani dojdzie do czegoś w życiu, to przestaną Panią prosić o robienie tego za darmo i przestanie to być Pani utrapieniem. Obecnie stanowi to dla Pani problem bo osiągnięcia i szacunek w branży i wśród znajomych są prawdopodobnie na takim poziomie jakim są.

    Pozostaje Pani albo starać się nadal i cierpliwie czekać na swoje „5 minut”, albo zmienić branżę, skoro nie potrafi się w niej Pani ogarnąć.

    • Zupełnie się nie zgadzam z Pana/Pani (nie wiem, bo nie ma Pan/Pani odwagi podpisać się nawet zmyślonym imieniem) zdaniem, ale przynajmniej ten komentarz mnie rozbawił, więc dziękuję za ten humorystyczny akcent w tę zimową niedzielę. :)

      Życzę wszystkiego najlepszego i wielkich sukcesów w wybranej branży!

  • joangreen

    bardzo życiowe!:) ja zajmuję się rękodziełem, jest to bardziej dla mnie forma dorobienia do studenckiego budżetu ale też denerwuje mnie sugestia darmowych usług szczególnie, że trzeba wyłożyć choćby na materiały z własnej kieszeni…
    Uwielbiam też ludzi(najczęsciej obcych) którzy zamawiając coś, kalkulują sobie koszty materiałów i dziwią sie czemu cena ostateczna jest od tych obliczeń czasem kilkakrotnie wyższa.. no ale przecież wiadomo że projekt zrobi się sam a magiczne wróżki zajmą się jego wykonaniem i starannym ręcznym wykończeniem no i oczywiście zajmuje im kilka sekund :)

  • Rozumiem autorkę wpisu, ale mój punkt widzenia jest inny. Ja też jestem wykonawcą zawodu, który sprawia, że kierują się do mnie ludzie z prośbami „zrób mi coś”. Nie każdemu chcę pomagać nie biorąc niczego w zamian – bo życia by nie starczyło, ale jest kilku ludzi, od których nie wziąłbym wynagrodzenia. I nie liczę lat, które spędziłem na nauce, ani prądu, który zużywam do wykonania takiego „zlecenia”. Jestem też obruszony, gdy taka osoba proponuje mi pieniądze. W zamian jednak oczekuję wzajemności z drugiej strony, gdy to ja będę w potrzebie.
    Moim zdaniem pazerność również powinna mieć swoje granice.

    • Mejti

      ” Jestem też obruszony, gdy taka osoba proponuje mi pieniądze. ”
      Tylko jak widać ma szacunek i rozumie, że to nie jest rzeczy, która inni zrobiliby za darmo.

  • Pingback: Za darmo? Czasem. Półdarmo? Nigdy. | Sloganopis()

  • Elli

    Fotografia, nie fotografia, bity itp. Ale najciekawszą rzeczą jest kiedy pracodawcy proponują pracę za darmo. „Jedź na szkolenie i pracuj za samą prowizję, jak ktoś się mocno stara to nawet 2000 może z prowizji mieć, ale masz być w biurze 10 godzin dziennie” – taką propozycję dostałam. Jeszcze inna firma też zaproponowała pracę za darmo za samą prowizję, którą zarabia się na dojazdach w różne miejsca, obowiązkowe bycie w biurze do 19, jeden firmowy samochód na całą firmę, szkolenie 2 tygodniowe na drugim końcu Polski i jak zrezygnujesz z pracy za darmo w ciągu 3 miesięcy to musisz oddać 10000 zł za szkolenie. I to duże, znane często firmy…. Żałosne!!!!!

  • Paulina

    Tak odnośnie stwierdzenia „pracujemy, żeby jeść”
    Założyłam ciotce stronę pizzerii, zamieściłam wszystkie informacje, zrobiłam logo firmy, ulotki itp. a ona w podzięce proponuje mi obiad.
    A ja od 6 lat chodzę w tych samych butach…

    • Morał z tego taki, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. O ile staniesz w środku, żeby Cię nie wycięli :)

    • Piotr Skrobol

      Przy takiej ciotce, z głodu nie zginiesz…

  • Oj, znam to. Rodzina, znajomi… nawet ‚reklamodawcy’ na blogu. Piszą ‚chcemy podjąć z Panią współpracę’, ale gdy przychodzi do rozmów o wynagrodzeniu, nie mogą mi niczego zaoferować. A ja się pytam, dlaczego? Skąd się wzięło to przekonanie, że bloger będzie pracował za darmo? Tak jak napisałaś w poście powyżej: nauka, doświadczenie, sprzęt… to wszystko mnie kosztowało.

  • pies na cwaniaków

    NOWA ERA NIEWOLNICTWA POD EGIDĄ sprytnych POJĘĆ – „wpis do folio”, „referencje”, „staż”, „projekt na próbę”,

    „pracodawcy” z bożej łaski, puknijcie się w głowę, wasze pseudo oferty, to czysty shit:

    (1) wszyscy się przedstawiacie jako tzw. „renomowana, dynamicznie działająca firma” a jednocześnie nie podajecie nawet namiarów na ową „renomowaną firmę”, co jest już wystarczającym dowodem nie do obalenia, że jesteście h*łotą – wstydzicie się swojej własnej marki? wstydzicie się swojego brandu? a może przelewy innym grafikom jeszcze nie pozapłacane i szukacie kolejnych frajerów… tylko jakoś tak przemknąć się trza anonimowi, co?

    a) mało tego – jak grafik ma wydedukować, czy pasuję swoim stylem do danej firmy, jeśli jesteście np.: firmą reklamową i nie podajecie nawet namiarów na swoje portfolio (klientów), a może robicie g*wna w paradygmacie lat 90-tych z mnóstwem gradientów, gdzie tło-fala leży obok inne fikuśnej fali, raster na rastrze, milion odmian fontów a grafik pracuję np. we flat style. He?! Jak grafik ma napisać list motywacyjny, w oparciu o co, w oparciu o jaką wiedzę, skoro wasze pseudo ogłoszenia mają absurdalny STATUS gala anonima?!
    (*a potem wielkie pretensje, że LM są z templatu??!!!!)

    (2) wasze oferty dla grafików/ilustratorów/rysowników pracy za darmo, czyli za tzw. słynny już „WPIS DO PORTFOLIO”, czy darmowe „referencje”, to sobie w d*pę możecie wsadzić! Bo my za nie kupimy chleba i nie zapłacimy rachunków! Każdy plastyk/grafik/rysownik ma wystarczające portfolio już tylko z racji kończonych szkół, żeby stwierdzić czy jest dobry, czy nie i czy się nadaje czy nie, po h*ja mu jeszcze żałosny wpis, że robił coś „za darmo” na swojej stronie, nie widziałem w firmie budowlanej, żeby ktoś się chwalił, że budował coś komuś za darmo!

    – ciekawe kto z was wybuduje mi dom za słynny „wpis do portfolio”? NIKT
    – ciekawe kto z was naprawi mi samochód za słynny „wpis do portfolio”? NIKT
    – ciekawe kto z was sprzeda mi chleb za słynny „wpis do portfolio”? NIKT
    itd

    APEL DO ŚRODOWISKA – graficy, developerzy, artyści, ilustratorzy, koledzy po fachu
    – jeśli ktoś z Was jeszcze naiwnie myśli, że praca za tzw. „WPIS DO PORTFOLIO”, czy tylko za darmowe „REFERENCJE”, czy chociażby na stażu za free (jak skończycie wiadomo, że przyjmą innego frajera, nie bądźcie naiwni!) to jest budowanie pozytywnej marki
    – to jest na najlepszej drodze nie tylko do nędzy swojej własnej, osobistej – ale przede wszystkim jest to droga do donikąd, również dla CAŁEGO RYNKU GRAFICZNEGO I innych grafików, którym psujecie w ten sposób rynek – bo to, co powinno być PŁATNE, STAJE SIĘ DARMOWE POD sprytnym POJĘCIEM WPISU DO FOLIO, DARMOWE POD sprytnym POJĘCIEM REFERENCJI, DARMOWE POD sprytnym POJĘCIEM STAŻU, DARMOWE POD sprytnym pojęciem projektu na próbę – w ten sposób zbudujecie sobie markę frajerów, którzy robią wszystko za darmo, czy chcecie tego?!

    Nie chcecie zarabiać, to zajmijcie się czymś innym, a rynek graficzny zostawcie profesjonalistom, którym TRZEBA PŁACIĆ!

    Jeśli zrobicie firmie X coś za darmo, to czemu nie firmie Y, I TAK W KOŁO MACIEJU W NIESKOŃCZONOŚĆ …chcecie, żeby mówiono o was, że jesteście frajerami, bo pracujecie za darmo, w ten sposób każdy NASTĘPNY CWANIAK może do was przyjść i powiedzieć, „jeśli firmie X zrobiłeś to za darmo, za wpis do portfolio, to dlaczego nie mi?!”, Nie będziecie mieć argumentów, żeby takie żądanie odeprzeć, jeśli wejdziecie na tą drogę…

    i jeśli takie oferty się ciągle tu pojawiają, tzn., że gro z was grafików niestety psuje rynek innym grafikom, odpowiadając w ogóle na takie ogłoszenia, które nie zawaham się powiedzieć, że są zwyczajnie obrazą dla godności i rozumu ludzkiego!

    Powinny być ścigane przez prawo pracy jako nie zgodne z PRAWEM PRACY I etyką!!!

    Z PRZYKROŚCIĄ STWIERDZAM, ŻE ERA NIEWOLNICTWA CAŁY CZAS TRWA, POD egidą takich sprytnych pojęć jak –
    „wpis do portfolio”, „referencje”, „staże”,

    i to wasza naiwność graficy jest temu winna, gdybyście poszli do rozum do głowy, i nie odpowiadali na takie pseudo ogłoszenia, nie miałyby racji bytu!

    • Kotbert Kupała

      No nieeee… „on pasuje”. PASUJE. pa-su-jE. EEEEE. Po angielsku „on”=’he’… hEEEEEE. Pasuj-EEEEE. Błagam… Co z Wami?
      Ja pasuję. JA. JA. JAAAAAAA. PasujĘ to JA i tylko JA. A ON i zresztą ONA też, tak samo jak ONO – pa-su-jEEEEEEE. E. E. E.

      ja – pasujĘ
      on, ona, ono – pasujE

      Za moich czasów /stary nudziarz mode on/, a dawno to zaiste było, istniała chwalebna instytucja dawania bańki (dwójki, jedynek nie wynaleziono jeszcze wtedy), za trzy ortografy. Dziś za trzy ortografy daje się dysleksję (albo „dysleksje” – lepiej brzmi, tak samo jak „sie”)

  • nik

    ha,kolejne pole wyzysku to tzw. zarządy właścicielskie wspólnot mieszkaniowych. Administrator umywa ręce a naiwniacy, którzy w odruchu społecznej odpowiedzialności za dobro wspólne dali się wybrać jako reprezentanci lokatorów mają…przechlapane. Pieniądze za zarządzanie zgarnia przerzucający na zarząd obowiązki i odpowiedzialność administrator, bo ustawa o własności lokali jest tu bardzo enigmatyczna. Ratuje tylko precyzyjna umowa z administratorem zawarta już przez nowy zarząd, bo deweloperzy postępują tu …co najmniej beztrosko. A naiwniacy z zarządu mają chyba żyć powietrzem, bo na pracę powoli brakuje czasu, kiedy zaczynają tonąć w mailach od lokatorów, firm kooperujących itp. Ja właśnie powiedziałem dość wyzyskowi i nieustannemu wykorzystywaniu mnie jako serwisu bezpłatnej obsługi prawnej. Najlepiej całodobowego:-)

  • Andrzej

    O co tyle szumu? Jeśli uważam, że mogę zrobić coś za darmo to robię to za darmo albo „po kosztach”. Zawsze jest jakaś kalkulacja. Jestem elektronikiem i często stykam się z sytuacjami gdy moja wiedza i doświadczenie stają się przydatne w konkretnych sytuacjach. Jeśli świadczę pomoc rodzinie czy przyjaciołom i jeśli nie potrzeba dużo (?) czasu na pomoc to nie ma problemu. Robię co trzeba i po kłopocie. Jeśli potrzbne są części, narzędzia i więcej czasu niż potrzeba do objaśnienia funkcji w telefonie no to sprawa ulega zmianie. Wtedy niezależnie od tego czy to rodzina ( z wyjątkiem rodziców i żony), przyjaciele czy ludzie obcy to wyceniam swoją pracę i sprawa staje się czysta i bez podtekstów.

  • Emilia Padzik

    Ja udzielam korepetycji i pomagam w lekcjach – jestem lektorem. Na szczęście mam stałych klientów, którzy znają moje stawki, ale czasem zdarza się, że ktoś poprosi o jednorazową pomoc i jest to znajomy. W najbliższej rodzinie pomagam za darmo (no chyba, że byłaby to pomoc, która zajęłaby mi kilka dni) w rodzinie funkcjonujemy na zasadzie – dziś ja Tobie pomogę, jutro Ty mi, a zresztą zwykle kończy się na prezencie w dowód wdzięczności. Bliskim znajomym też jestem w stanie pomóc za darmo – pod warunkiem, że jest to pomoc sporadyczna, a nie średnio raz w miesiącu. A dalszym znajomym pomagam odpłatnie, ale w zależności od stopnia znajomości są to nieco niższe kwoty niż od całkiem obcych ludzi. Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, że ktoś chce pomocy za darmo – ta propozycja może wyjść jedynie z mojej strony, a nie proszącego o pomoc.

  • Magda

    Warto byłoby jeszcze wspomnieć o kosztach jakie ponosimy prowadząc działalność, w tym spora część to przecież haracz dla państwa, ale nie jest to przecież problem klienta…

  • Pingback: Ładne rzeczy! #9 | haniako()

  • Nina Elwira Matyba
  • Marcin

    No a u mnie jest dwojaki problem bo niektórzy moi klienci są w ciężkiej sytuacji finansowej i żal mi nie pomóc, więc pomagam na zaś. I większość oddaje a kilka oszukańczych sztuk się będzie za moje pieniądze smażyło wiecie gdzie. Z kole mam kilku klientów, których bez najmniejszego cienia wahania wykorzystuję z premedytacyjną satysfakcją na ich usługi za moje – np mechanik samochodowy czy fryzjer (taki tylko od skracania..) lub oknoczyściec (z ang.) I taki interes mi z nawiązką odpłaca za tych zapiekanych… Pozdr.

  • Święte słowa i prawda, jednak jak już o znajomych chodzi to zawsze można zrobić „rabat” jak już.

  • Dawidrosik

    hej, ja zrobię za pół darmo i profesjonalnie (w budownictwie) – harmonogramy, kosztorysy, kontroling finansowy, roszczenia, załatwię wykonawcę. Zapewniamy sukces w branży – mamy referencje. Piszczie mordeczki
    Nie ma nic za darmo, ale trzeba się cenić na miarę.Odpowiedzcie sobie sami. Nie pozdrawiam próżniaków :P http://miejskagorka.wix.com/oirib

    • dawidrosik

      *piszcie :D

  • Piotr

    Moje ulubione: „Pierwsza sesja za darmo, jak będzie ok, to następnym razem będziemy rozmawiać o finansach”.