4 listopada 2013

„Polać jej!”. Za mój wpis, ten o zleceniach za darmo, ludzie chcą mi lać wódkę. To przeurocze. Kusi perspektywa odurzenia alkoholem przez nieznajomych, a do głębi wzrusza ich hojność, wszak żeby kupić alkohol komuś obcemu za własne, ciężko zarobione pieniądze, trzeba mieć bardzo dobre serce. Łza mje się w oku kręci. Doceniam gest, choć oni tak bardzo nie wiedzą. Bo ja nie piję. „Co?!”

Piwo za darmo? Nie, dzięki

Picie jest modne, picie jest polskie, picie jest konieczne. Polak + alkohol = <3. „Ze mną się nie napijesz?” „Musimy to opić!” „Na zdrowie!”. W Polsce trudno jest nie pić. Święta, rodzinna uroczystość albo zdany egzamin? Procenty same się pchają na stół. Bo z alkoholem jest o tyle fajniej!

Ja jestem dziwna – dla mnie nie jest fajniej. Żaden alkohol mi nie smakuje. Uprzedzam pytanie: tak, próbowałam różnych i nic mi nie podeszło. Nie lubię samego smaku alkoholu. Nie jem cukierków z likierem ani nasączonych wódką tortów. Nie smakują mi też piwa, nawet te bezalkoholowe. Tak jak nie lubię brukselki, więc jej nie jem, tak samo nie piję alkoholu.

Są osoby, które alkohol piją dla zabawy, żeby się wyluzować na imprezie. Ja tego nie potrzebuję. Świetnie się bawię i bez procentów, czasem mam nawet większą głupawkę niż moi wypici towarzysze, którzy aż nie wierzą, że nic nie wypiłam. Jedyne napoje z % na opakowaniu, jakie spożywam to soki 100%. To dopiero jest moc! Moc owoców, rzecz jasna. Moc wittaminy. Widzicie, co tu zrobiłam?

To, że nie piję ma sporo zalet. Między innymi taką, że na każdą imprezę mogę jechać autem i spokojnie nim wracać do domu. To, że 1 stycznia nigdy nie boli mnie głowa. Że nie urywa mi się film i że nie mam poczucia żenady, że ktoś mnie widział leżącą pod stołem, puszczającą pawie na ulicy albo robiącą striptiz na stole. Żadnych upokarzających fotek na fejsie. Zamiast „Wiem co jem” mówię „Wiem co piję”.

Nie namawiam nikogo do porzucenia alkoholu, bo to nie ma sensu. Niektórzy go po prostu lubią. Namawiam raczej do picia z głową, czyli do zdrowego rozsądku – jak zawsze. W tym posiadaczom smartfona z Androidem pomoże fajna aplikacja z quizem o alkoholu, ciekawostkami, testem AlkoGogli i kalkulatorem ilości alkoholu we krwi – AlkoFakty:

Kopsnij szluga

Palenie już nie jest modne. Na szczęście! Jeszcze kilka lat temu niepalenie było problemem, bo w każdej knajpie czy klubie zawsze unosił się dym. Szło się tylko na obiad czy na imprezę, a po niej przesiąknięte dymem były ciuchy, włosy, skóra, wszystko. Palenie po prostu śmierdzi.

Nie wyobrażam sobie mieć partnera, który pali – całowanie się z popielniczką jest fe. Śmierdzą też pety, ubrania, pościel. Na papierosy szkoda pieniędzy i szkoda zdrowia. Kto ciekawy, jak wyglądają płuca palacza, może sobie wyguglać odpowiednie obrazki i na pewno znajdzie więcej niż 10 szczegółów w porównaniu ze zdrowymi płucami. Tego, kto wymyślił, że wprowadzi zakaz palenia w restauracjach i innych miejscach publicznych, mam ochotę wyściskać do bólu. Smrodowi papierosów mówię gromkie NIE.

A oto kilka ciekawostek (po angielsku) o paleniu na świecie. Wiedzieliście na przykład, że połowa palaczy umiera 13 lat wcześniej niż ich równieśnicy? Albo że 1 na 5 zgonów na świecie jest spowodowany paleniem tytoniu? Albo że producent tytoniu, firma Philip Morris, zarabia więcej niż McDonald’s? Włos się jeży nie tylko na głowie:

Infografika jest stąd. Gdyby nie chciała się otworzyć jak człowiek, kliknij prawym i „Otwórz w nowej karcie”.

Gdy widzę słodycze

Słodzenie herbaty czy kawy jest niemodne, więc niestety jestem niemodna. Kiedyś próbowałam zmniejszać ilość cukru, jaką wsypuję do herbaty, ale zatrzymałam się na 1 łyżeczce. Nie lubię gorzkiej herbaty, kawy, nawet herbaty zielonej – tak, grzeszę, jak twierdzą niektórzy. Nic na to nie poradzę, po prostu wolę słodkie niż gorzkie.

Jak słodzić, to też z głową, więc zamiast białego cukru dobrze jest używać cukru brązowego lub słodzika. Ten drugi jest ponoć równie naturalny jak cukier, tak przynajmniej podają Polskie Towarzystwo Walki z Otyłością i Polskie Towarzystwo Diabetyków:

Jeśli duży obrazek będzie mieć focha i otworzy się w podglądzie, kliknij prawym i „Otwórz w nowej karcie”.

Cukier to moja jedyna używka. On i inne słodycze, rzecz jasna. Łatwo mnie kupić Alpejskim Mleczkiem od Milki, miętową czekoladą na gorąco i Raffaello – swoją drogą wiesz, ile ma kalorii? Ale co zrobić, nikt nie jest idealny.

A jak u Was z używkami? W którym momencie imprezy mówicie „Dość!”? Palicie i tolerujecie palenie u innych? I słodzicie napoje? Jeśli tak, to czym – cukrem czy słodzikiem?

_______________
Tekst zawiera lokowanie produktu i powstał na skutek współpracy z Polskim Towarzystwem Walki z Otyłością i Polskim Towarzystwem Diabetyków, ale żadna jego część nie została mi podyktowana. Zawsze piszę to, co myślę, a myślę bardzo. Najzdrowszy rozsądek przede wszystkim.

  • Dawid Długosz

    Ja piję i palę, a nie lubię słodyczy… i nie słodzę. P.S. Uważam się za szczęśliwego człowieka

    • Jonasz Sowada

      A ja nie palę, nie lubię słodyczy&fast foodów, nie słodzę, nie solę. Piję okazjonalnie i też uważam się za szczęśliwego człowieka :) Grunt to robić to co się chce, a nie patrzeć się na innych i wychodzić z założenia „co powiedzą inni”, życie staje się przyjemniejsze.

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      I właśnie o to chodzi – robić tak, żeby się było szczęśliwym. Ja jestem szczęśliwa bez alkoholu. Każdy swoje szczęście odnajduje gdzieś indziej. :)

    • http://sceptycznajadzka.blogspot.com/ Sceptyczna Jadźka

      Ja zupełnie jak pan Dawid. Piję i palę, bo lubię. Nie słodzę, bo nie lubię ;)

  • Marcin K.

    Palenie rzuciłem 2.5 roku temu, piwo lubię i szklaneczkę irlandzkiej whiskey, spirytusowe trunki już nie są tolerowane przez mój organizm, herbatę również wolę slodką, chociaż preferuję miód, kawa najlepiej z łyżeczką cukru i odrobiną mleka. Jestem szczęśliwy. To tyle :-D

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      Jak to wspaniale czytać, że tyle ludzi jest szczęśliwych! :)

  • http://www.kyobejournal.pl/ Piotr Zaborowski

    U mnie picie jest okazjonalne. Nie piję gdy nie mam ochoty. Nie piję też dużo, bo nie mam zamiaru paść i leżeć gdzieś pod stołem. Moim uzależnieniem jest czekolada i cukierki, które można ssać.

    P.S. Co do słodzenia herbaty ja słodzę 3-4 łyżeczki cukru i wszyscy naokoło wmawiają mi, że to za dużo. Poszedłem z ojcem do lekarza i co się okazało? Mój organizm potrzebuje po prostu więcej tegoż specyfiku. ;)

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      To bardzo ciekawe! Nie wiedziałam, że są osoby, które potrzebują tyle cukru i on im nie szkodzi. Niesamowite.

      • http://www.kyobejournal.pl/ Piotr Zaborowski

        A zdziwiłabyś się ile ważę i jak wyglądam :D

  • Mateusz

    Nie wyobrażam sobie kawy lub herbaty z cukrem. Blee

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      A ja na gorzką mówię ble. Każdy lubi coś innego. :)

  • Rogi

    Nie palę, nigdy nie paliłem i raczej nigdy też nie będę (bo nic na tym świecie pewnego nie ma). Gardzę ludźmi śmiecącymi petami na ulicy (jak i papierkami) i palącymi przy innych niepalących, bez ich zgody. Najgorsze, że faje czuć na kilometr i nic tego gówna nie zatrzyma. Na szczęście palaczy jest już coraz mniej. Przynajmniej w moim gronie.

    Napojów nie słodzę od lat. Za małego to wrzucałem do herbaty tyle cukru, że nie było jej czuć. Ale jak to człowiek, przyzwyczaiłem się do czystej i uważam, że dopiero wtedy czuć jej smak. Słodycze zażywam, ale staram się nie objadać.

    Piwo bezalkoholowe to nie piwo ;/ Tortów nasączonych wódką nigdy nie lubiłem. Mam wstręt z dzieciństwa, bo zawsze był to składnik obowiązkowy. Browarka spijam z przyjemnością, trzeba lubić. Coś więcej to raczej okazyjnie, bo chyba ciężko powiedzieć, że wódka jest dobra :)

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      Jak to mówili chyba w „Koglu-moglu”, że wódki się nie pije dla smaku, tylko z musu. ;) Ja tego musu nie czuję.

  • Dominika Sz

    Widziałam, że pod Pani postem na fb z tym artykułem rozgorzała dyskusja, w którą wdawać się nie zamierzam, więc skomentuję tutaj: Pani tekst, zwłaszcza część o spożywaniu alkoholu idealnie oddaje moje odczucia :) Ja również nie piję, bo nie lubię smaku i nie potrzebuję alkoholu dla zabawy. Może to co teraz napiszę zabrzmi chamsko ale czasem, kiedy słucham ludzi, którzy twierdzą, że bez alkoholu bawić się nie potrafią jest mi ich po prostu żal. Czy ich życie jest tak smutne, że potrzebują chemii, aby się rozweselić?
    Fajnie było przeczytać ten tekst i dowiedzieć się, że gdzieś na świecie żyje bratnia dusza w kwestii procentów, która tak jak ja procenty najlepiej lubi na kartonie soku (pomarańczowego, od siebie dodam :) )
    Pozdrawiam serdecznie!

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      Dzięki! Miałam taką cichą nadzieję, że znajdą się też tacy jak ja, tylko może nie wszyscy mają odwagę się przyznać, że nie piją, bo zwykle należą do mniejszości. Mnie alkohol nie jest do niczego potrzebny. Wychylam herbatę z sokiem na Twoje zdrowie! :)

  • Krzysiek Sylwerski

    Moja przygoda z „paleniem” (a może lepiej – papierosami) zaczęła się i skończyła w wieku 7 (słownie: siedmiu) lat. Znalazłem u dziadka w szufladzie fajkę a z szafy ściągnąłem jego kapelusz. Dziecięca wyobraźnia podsunęła mi więc zabawę w detektywa. Z założonym kapeluszem stanąłem przed lustrem, wziąłem fajkę i pociągnąłem z niej jak to robią we wszystkich filmach. Moje płuca przeżyły wtedy niesamowity szok, przed oczyma miałem ciemność, ciężko mi było oddychać.
    Takie doświadczenie skutecznie zniechęca do wszelkiego tytoniu.
    Jako że nie mam ciekawych historii do innych przykładów to napiszę wprost: piję, słodzę.

  • Barbara eS

    Pozwolę sobie wtrącić: zawsze uważałam, że jak towarzystwo jest dobre, to nie potrzebuje procentów, żeby dobrze się bawić.
    A jeśli ktoś chce się napić, to jasne – jego sprawa.
    Nigdy też nie ulegałam sławetnemu „ze mną się nie napijesz?!?” – piję, kiedy JA mam na to ochotę – raczej rzadko i zazwyczaj dobre wino (pół/słodkie czerwone).Okazjonalnie palę (kiedyś paliłam 2 paczki dziennie – rzuciłam, ale jednak od czasu do czasu mi się zdarza). Słodzę, jedną łyżeczkę. Kawy nie pijam i nikt mnie do tego nie zmusi ;)

    • http://blog.bobiko.pl/ bobiko

      a niestety, ja piję kawę ale ograniczam ją do picia w pracy max 2x. To jest lepsze niż np. energydrinki ;-)

  • http://blog.bobiko.pl/ bobiko

    Wiesz co? Ja piję niezwykle rzadko, w ciągu roku są ze 2-3 razy zdarza się odłożyć prawko na półkę. Nawet gdy jest duża impreza, wolę prowadzic autko choć niekoniecznie lubię wozić czyjeś pijackie tyłki. Chociaż ostatnio wypiłem kieliszek whisky ot tak, zeby umilić pracę nad kodem – pomogło, chillout niezwykle przydatny jest!

    Nie palę i nie toleruję palenia w moim otoczeniu, większość moich znajomych szanuje to i wychodzi na zewnątrz. Kiedyś jako młody i ciekawy próbowalem wypalić jedną fajkę slima ale jakoś nie weszło. NIe czułem frajdy, nie czułem ulgi itp. Skoro nie czuć różnicy, to po co przepłacać?

    Słodkości to zawsze moja pięta achillesowa ale jakoś z tym radzę. Tzn. spalam kalorie ćwicząc, biegając czy uprawiając całodzienną turystykę rowerową. Moim nałogiem jest za to rower a przekleństwem jest deszcz, tzw niepogoda :P.

  • Ania

    a jakie dziwne jest bycie niepalącą 19-letnią studentką-abstynentką? oj dziwne :D
    ja nie piję z kilku powodów, m. in. tego, co Ty – nie smakuje mi i nie uważam, że było mi potrzebne do dobrej zabawy, dlatego miło przeczytać, że jest takich osób więcej :)
    ja za to również nie słodzę, ale cukier w innych postaciach (żelki! ciasto czekoladowe!) jest zdecydowanie moją słabością ;)
    Pozdrawiam!

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      Też byłam 19-letnią studentką abstynentką. Trzeba mieć silną wolę i nie dać sobie nic narzucać. Wiem co chcę i wiem czego nie chcę. Niby proste a trudne, ale da się. Powodzenia!

  • Artur Kwiatkowski

    „Jedyne napoje z % na opakowaniu, jakie spożywam to soki 100%”
    A mleko? ;) 0,5%/1,5/2%/3,2% tłuszczu :)

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      Hehe tu mnie masz! :)

  • Monika Wysoczańska

    Nie piję, nie palę, słodzę i dobrze mi z tym. Więcej grzechów nie pamiętam ;)
    Jak dobrze przeczytać, że nie tylko ja jestem takim dziwolągiem i jest nas więcej.
    Chociaż teraz już tak bardzo to nie dziwi. Nie wiem, może ludzie stali się dla nas bardziej „tolerancyjni”? ;)

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      Właśnie też tak sobie pomyślałam jak siadałam do pisania – na pewno nie tylko ja jestem takim zjawiskiem. ;) Wydaje mi się, że tolerancja w Polsce idzie w górę, ale nadal bardzo powoli. Staram się jej pomagać. :)

  • http://matipl.pl Mateusz Kamiński

    Nie jestem sam :)
    Z 2 wyjątkami: Herbaty nie słodzę, oczywiście jeśli jest odpowiednio zaparzona. Aspartamowi mówię stanowcze NIE!

  • Kiwdziu

    Piję – na spotkaniach towarzyskich, imprezach, czasami na koncertach. Zawsze z umiarem. Nie zdarzył mi się nigdy „urwany film”, nie mam wielkich kaców. Najczęściej pomaga mi w tym brak gotówki na dalsze upajanie się, albo też często stosuję taktykę przegryzania pomiędzy kolejnymi trunk ami, dzięki czemu czuję się lepiej. Nie wiem jak to działa, ale działa ;)

    Papierosy? Sam nie palę. Ale zadawałem się z palaczami, moi eks palili, i wcale nie miałem poczucia lizaki popielniczki. Bzdura jak mało która.

    A co do słodzenia… po 4 łyżeczki do kawy lub herbaty to standard. Ciastka, cukierki, słodycze wszelkie – moi najlepsi przyjaciele. No cóż – trzeba mieć jakieś nałogi… ;)

  • bighen

    „Nie lubię samego smaku alkoholu…”
    Hmm, trudno uwierzyć, że z tysięcy różnych trunków o smakach od słodkich poprzez kwaśne do gorzkich nie znalazłaś tego, który uwalnia hormony zadowolenia :)
    Jak rozumiem na pewno nie odpowiadają Ci wiadome skutki uboczne a właściwie te dla których ludzkość od wieków się upija…

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      To ciekawe, że nie wierzysz w takie proste stwierdzenie. Nie będę Cię przekonywać. Nie lubię i już.

    • M.

      Ja też nie lubię smaku alkoholu, a próbowałam naprawdę wielu różnych trunków o różnych smakach i różnych zawartościach %. Od samego zapachu robi mi się niedobrze… To nie kwestia gustu, po prostu mój organizm nie toleruje alkoholu.

  • Jarosław Kurgan

    Mój organizm nie wytwarza dopamin, ani pod wpływem etanolu, ani nikotyny czy cukrów. Nie potrafię się więc fizjologicznie od czegokolwiek uzależnić. Twój organizm produkuje ten „hormon przyjemności” głównie z cukru – stąd Twoje umiłowanie słodyczy.

    Nie palę.
    Nie mam cukru w domu.
    Pijam piwo, czerwone wino, liczy się tylko smak. Nawet wówczas – pijam ilości śladowe. Bo lubię – ale mogę nie pić % miesiąc (wtedy tylko woda) i nie mam żadnego wrażenia, że „czegoś mi brakuje”.

    Lubię kawę – zrobiłem eksperyment. Nie piłem przez miesiąc. Nic.

    Może nie mogę zrozumieć co tracę przez brak uzależnienia?

    • http://www.wittamina.pl/ wittamina

      Jak by to powiedzieli lekarze, jesteś bardzo ciekawym przypadkiem. Uzależnienia nie są dobre, więc chyba akurat masz się z czego cieszyć. Wielu osobom przydałaby się taka przypadłość.

  • Grzegorz Woźniak

    Stan upojenia ma też swoje dobre strony, ta rozkoszna szybka grubości 30 cm, która dzieli człowieka od świata i pozwala mu choć na chwilę mieć wszystko w głębokim i ciemnym miejscu. Ludzie nie róbmy z siebie wiecznie szczęśliwych i uchachanych sprzedawców tele2, każdy czasem ma gorszy humor i idzie się zresetować z kimś bliskim. Wszystko jedno czy używa do tego „nektaru” czy „ambrozji”. Życie to w końcu sinusoida i taka jest odwieczna prawda starych, mądrych chińczyków :D Grunt, żeby mieć w tym wszystkim zdrowy rozsądek.

  • http://www.katem-oka.pl/ Michał Wójtowicz

    Hej, ja lubię ludzi, którzy nie piją na imprezach, bo można się z nimi pośmiać z reszty zawianej ferajny :D
    Tak jak mnie nie smakuje whisky i inne brandy, tak komuś może nie smakować wszystko co jest z alkoholem i to jest dla mnie jak najbardziej spoko.
    Nie przepadam za piwem w ilości większej niż dwa (a szczególnie w pubach), nie lubię pić w plenerze, wolę w domu. Wódka też nie wzbudza pozytywnych skojarzeń. Moją miłością są wina. Półsłodkie, słodkie, wytrawne. Raz od wielkiego dzwonu gin z pepsi. Albo tequila (opcja na bardziej bogato)
    Raz urwał mi się film i od tamtej pory kontroluję się, wyrobiłem sobie już mechanizm mówiący stop. Każda osoba, która chce we mnie coś wmusić jest miażdżona wzrokiem albo olewana, dzięki czemu jestem szczęśliwszy :D

    Od słodzenia herbaty i kawy próbowałem się odzwyczaić, ale poprzestałem na jednej łyżeczce, albo syropie owocowym do herbaty.

  • Joanna Krzak

    Po pierwsze to dzień dobry :) bo jestem tu pierwszy raz i chyba wieczór mam z głowy, zęby choć troszkę nadrobić zaległości w czytaniu tego bloga :) Po drugie nie piję, nie palę, nie słodzę herbaty i kawy też, nie lubię pić soków. :) Ale kiedyś piłam, ale zdecydowanie w umiarem , paliłam tonami, słodycze dalej zajadam :) I też bardzo się cieszę, że palenie jednak jest ograniczane w knajpach, szkoda , że nie jest totalnie wyeliminowane. :)

  • http://za-miedza.pl/ MarqoBiker za-miedza.pl

    To i ja się przywitam
    Witam ;)
    Ja podobnie jak autorka bloga…nie pije bo nie lubię , nie pale bo to obrzydliwe , nie słodzę herbaty bo mnie odrzuciło gdy przez miesiąc piłem przesłodzoną herbatę w szpitalu , kawy nie pijam to i nie słodzę . Ale za to uwielbiam słodycze i napoje słodzone . Jeszcze co do alkoholu to sądzę że jeśli ktoś naprawdę nie chce pic to nie pije a nie zasłania się jakimiś wymówkami typu..namówili mnie , głupio było nie pić jako jedyna osoba w towarzystwie itp .

  • Kkora

    Zieloną herbatę polecam z miodem :D Też nie lubię gorzkiej, ale cukier mi jakoś do zielonej nie pasuje, a miód (ja w tym wypadku wybieram akacjowy) naprawdę nadaje takiej herbacie pysznego smaku :)

  • stopsłodzikom

    Słodziki są rakotworcze. Mój znajomy zmarł na nowotwór spowodowanym regularnym używaniem słodzikow. Ja mowie im stanowcze NIE

  • Nowhere Girl

    Słodzę herbatę i nie rozumiem, co w tym wstydliwego. Właściwie zależy jaką: czarną, zieloną, owocową, pu-erh zwykle tak (zresztą odrobinę – mniej niż pół łyżeczki), ziołowych i rooibos zwykle nie. W ogóle mogę przyznać bez bicia: herbaty to mój nałóg. Jestem przede wszystkim wypróbowywaczką coraz to nowych smaków – dziennie piję 7-13 szklanek i nigdy nie piję takiej samej herbaty więcej niż raz dziennie.
    Za to nie cierpię kawy. Po prostu nie znoszę i nie piję jej w ogóle.
    Przyznaję, że słodyczy nadużywam, ale też uważam, że to moja sprawa i że naprawdę przesadą jest zachowywanie się, jakby jedzenie dla przyjemności było jakimś wielkim złem.
    Papierosów nie paliłam nigdy w życiu i jestem z tego dumna. Uważam palenie za bezgraniczną głupotę.
    Alkoholu nie cierpię i nie piję. Z dwóch powodów jednocześnie: po pierwsze nie znoszę tego smaku – próbowałam odrobinę, zraziłam się, nie muszę pić więcej i jestem z tego zadowolona. Po drugie nie mam ochoty znajdować się w takim stanie, który widzę z zewnątzr u pijanych i który wydaje mi się po prostu poniżający.
    Natomiast przyznaję, że okazjonalnie stosuję jedną grupę środków psychoaktywnych: psychodeliki, zwłaszcza grzyby. Nie mogłabym z tego całkiem zrezygnować – to naprawdę wartościowe poznawczo, filozoficzne doświadczenie. Uważam, że podchodzę do tego rozważnie – zresztą moja fascynacja zaczęła się, gdy miałam 12 lat, a pierwszy raz spróbowałam w wieku 30… Inne używki mnie nie interesują, jestem też zupełnie nieimprezowa, natomiast będę się upierać, że doświadczenie psychodeliczne jest czymś wartościowym i czymś, do czego każde z nas ma prawo.

  • zielam

    To są też inni ludzie, którzy nie lubią alkoholu? Jestem w szoku. Niemalże.

    Alkohol tykam z (bardzo) rzadka i nie każdy. Jak się coś ciekawego napatoczy, to dla poszerzenia horyzontów kieliszek bądź dwa.

    Papierosów nie paliłem, nie palę i palić nie będę. W ogóle nie łapie tej idei inhalacji dymem z suszonego zielska. Ale rozumieć nie muszę.

    Herbaty, ziół oraz kawy nie słodzę. Lubię smakować różne napoje, a cukier skutecznie mi to utrudnia. Zostają tylko co wyraźniejsze nuty zatopione w ulepku. Jak wtedy się przyznać, że wiem jak coś smakuje? A zaczęło się od yerba mate, która z cukrem IMHO smakuje obrzydliwie. Potem były mieszanki z ziołami, same zioła (te legalne), mieszanki herbaciane i obecnie – herbaty liściaste. Herbata gorzka jest źle zaparzona. Zielona w zbyt gorącej wodzie, inne za długo.

    Co do słodzików. Według jednych badań są o.k., ale, dla przykładu, izraelscy naukowcy wykazali, że słodziki zaburzają metabolizowanie tłuszczu w organizmie. Gdzieś indziej zwracają uwagę na zwiększone łaknienie po spożyciu napojów ze słodzikami. Mogą być one też rakotwórcze, chociaż żeby tak się stało należy spełnić wiele mało prawdopodobnych warunków (aspartam). Podsumowując – szkoda zachodu. Wyjdzie na to samo.

    Co by tu jeszcze.. A ha! Szkoda mi miodu na słodzenie nim gorących napojów. Wszystko co dobre powyżej 40st C „ulatuje”. Dlatego tanie, bo mieszane miody (miesza się je po podgrzaniu) z sieciówek są do kitu !

  • Iwona Piasecka

    No pacz, ja też! Nie palę, piję niewiele (cośtam mi jednak czasem smakuje) a cukier absorbuję przez pory. Z tym, że nie słodzę ziołowych i owocowych prawie nigdy. Słodzik natomiast nigdy mnie nie kupił, napoje „bez dodatku cukru” czyli ze słodzikiem są dla mnie obrzydliwe, i nawet ostatnio się okazało, że mam rację – w końcu naukowcy zbadali, że słodzik szkodzi o wiele bardziej niż cukier. I tym słodkim akcentem… :)

  • Bartosz Bachurski

    No cóż, a ja z kolei traktuję cukier jako gorszą truciznę od alkoholu. Wolę wypić piwo lub kieliszek wina niż zjeść pączka. Ze słodyczy wybieram miód i owoce, natomiast ciastek, ciasteczek, batoników, landrynek i innych tego typu „specjałów” unikam jak ognia. A wynalazki typu ksylitol, stewia itp. to kolejne fit-oszustwo, jak indeks glikemiczny, „zdrowe” pełnoziarniste produkty zbożowe i aerobik na spalanie tłuszczu.