14 sierpnia 2013

Diety cud, botoks, suplementy, Photoshop, ciągłe myślenie o swoim wyglądzie – tak dzisiejsze kobiety gonią mit figury idealnej. Miłe panie, mam dla Was dwie ważne wiadomości: 1) idealna figura nie istnieje, 2) mężczyźni nie lubią chudych. Pranie Waszych mózgów uważam za rozpoczęte.

Po wpisaniu frazy „idealna figura” Google wyświetla 239 000 wyników. Większość linków z pierwszych kilku stron to porady odchudzające. Sfotoszopowanym wizerunkiem kobiet z okładek magazynów i reklamami, w których występują chudzielce, media wpędzają kobiety w wyścig po figurę idealną, której zresztą nie ma, napędzając milionowy przemysł odchudzająco-suplementowy. Moje panie, nie dajmy się zwariować, bo to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Jakiś czas temu byłam świadkiem sytuacji, kiedy za moją krągłą znajomą (waga ok. 85 kg przy wzroście 170 cm) w kolejce stanęło dwóch panów. Obaj gapili się na zmianę na jej biust i pupę. Jakiż to był piękny i inspirujący widok! Badania dowodzą, że dla mężczyzn najbardziej atrakcyjne kobiety to wcale nie te bardzo szczupłe, tylko takie, u których stosunek obwodu bioder do talii równy jest ok. 0,7. Niezależnie od bezwzględnych wymiarów czy wagi, liczy się po prostu różnica tych dwóch liczb. Facet zwyczajnie szuka klepsydry, żeby móc złapać za wcięcie w talii w tańcu, a za pośladek i cyc w łóżku.

Mówią, że telewizja ogłupia, ale są w niej dwa programy, które fantastycznie mądrze o tym uczą – „Trinny i Susannah ubierają [różne kraje]” i „Jak dobrze wyglądać nago”. Z pierwszego dowiedziałam się, że kobiece sylwetki są różne i występują w 12 różnych typach. Są to m.in. lizak (duży biust, równa talia z biodrami), kolumna (szczupła, równa babka), gruszka (szerokie biodra, wąskie ramiona), jabłko (miś kuleczka) i inne. Do każdej z tych sylwetek dobrać można ubrania o innych krojach tak, żeby swojej figurze nadać proporcje. Bo właśnie to jest kluczowe – proporcje, a nie suche liczby na mierze krawieckiej.

W drugim programie bohaterką każdego odcinka jest kobieta, która nie lubi swojego ciała i której daleko do figury modelki. Prowadzący pomaga przeprowadzić jej metamorfozę – znowu za pomocą odpowiednio dobranej bielizny i ciuchów, ale też przez porównanie jej ciała do innych sylwetek, poddanie go ocenie mężczyzn (zwykle nie mają oni problemu z nazwaniem go apetycznym) i odbudowanie jej poczucia własnej wartości. Odcinek kończy się profesjonalną i smaczną sesją zdjęciową, na której bohaterka występuje nago.

Kobiety występujące w tych programach to zwykli ludzie, żywcem wzięci z ulicy. Uczą się, jak akceptować siebie i tego, że we własnym ciele można poczuć się dobrze. Nie wymaga to diety ani zmieniania swojego ciała – wystarczy zmienić myślenie.

Mamy kilka wzorców niechudych sylwetek wśród kobiet znanych, choć moim zdaniem ciągle jest ich za mało. Beyonce, Monica Bellucci, Sofia Vergara, Leona Lewis, Adele, a na polskim rynku Joanna Liszowska, Katarzyna Figura czy Ewa Farna to kobiety, które pobudzają wyobraźnię mimo że odbiegają od tego, co media nazywają ideałem. Bo jeśli ideałem jest modelka o kształcie wieszaka, to projektanci chyba nie odrobili lekcji ze statystyki kobiecej figury. Coś jest nie tak z tym światem.

W serialu „Mad Men” występuje cudownie krągła Christina Hendricks. Przyciąga wzrok jak magnes i gdy pojawia się na ekranie, trudno zauważyć kogokolwiek innego. Ma ogromny naturalny biust, wielgachny tyłek i waży na oko może z 80 kg. (Właśnie sprawdziłam, że podobno 70 kg przy wzroście 171 cm, więc widocznie kamera bardzo pogrubia.) Pupę ma jak szafa, naprawdę dużą. I to właśnie na nią gapią się wszyscy bohaterowie serialu i zapewne również męska część widzów. Miłe panie, Wasze tyłki nie są za duże!

Nie wolno oczywiście zapominać o kwestii zdrowia, czyli wskaźniku BMI. Z angielskiego to body mass index, czyli wskaźnik masy ciała, a dokładniej funkcja wzrostu i wagi. Oblicza się go, dzieląc wagę w kilogramach przez wzrost w metrach do kwadratu:

Na przykład przy wadze 70 kg i wzroście 1,79 m BMI wynosi 21,85. Jeśli BMI ma wartość między 18,5 a 24,99, to Twoja waga jest prawidłowa. Wszystkie zakresy wartości BMI to:
<16 – wygłodzenie
17-18,49 – wychudzenie
18,5-24,99 – wartość prawidłowa
25-29,99 – nadwaga
30-34,99 – I stopień otyłości
35-39,99 – II stopień otyłości
40 – otyłość skrajna

W internecie są też kalkulatory, takie jak ten, które za nas obliczą BMI.

Koniecznie trzeba przy tym uważać na modę, która próbuje nam wmawiać, w czym wyglądamy dobrze, jakby nas znała. Moda to idiotka, a oto 5 powodów, dlaczego:
1. Żaden włoski projektant, który co wieczór przytula się do swojego ukochanego, nie przekona mnie, że wie, co dla kobiet jest najlepsze.
2. Rozmiary kobiecych ubrań to nie tylko S i XS.
3. Kobiety występują w 12 typach sylwetek, z czego 11 to nie kij od mopa.
4. Kolor ubrania dopasowuje się do koloru cery, a nie kaprysu jakiegoś Włocha czy Francuza.
5. Nie ufam niczemu, co zmienia pomysł na świat co sezon.

Reasumując, zamiast z niezadowoleniem patrzeć wciąż w lustro, spójrz w oczy swojego mężczyzny – jeśli mu się podobasz, taka jaka jesteś, czego chcieć więcej?

  • Amen!

  • Wittamina mówi jak jest!

  • Tomek Kwiatek

    ok, a co z płcią brzydką? już wymagany kaloryfer? a może boiler?

  • locomuerte

    Ciekaw jestem jak zareagują panie. Wpadną w histerię, zaczną rwać włosy, słać maile i wszystkiemu zaprzeczać? Bo jak zareagują panowie, to się domyślam :))

  • Artur Kwiatkowski

    Cycki i tyłek muszą być i basta!

  • Julia O. (JullietteKai)

    Ja od zawsze jestem wszędzie ‚tą grubszą’, wszędzie. Każdy mi to wypomina na każdym kroku, nawet najbliższa rodzina. Cały czas próbuje zmniejszyć swoją wagę – śmieciowe jedzenie jem najczęściej dwa razy w miesiącu, sałatki i inne warzywka to moja kulinarna codzienność. Pływam, biegam, regularnie ćwiczę, a nic to nie daje. Diet nie stosuje, bo w moim wieku bardziej to zaszkodzi, niż pomoże. W szkole nawet organizowali ‚zajęcia dla grubszych dot. jedzenia’ i oczywiście kazali mi na nich zostawać. BMI miałam zawsze prawidłowe. Sama osobiście za bardzo się nie podobam, a na zdjęciach wyglądam jak… oj nawet nie będę mówić. Inne osoby chcą, abym była prawie że patykiem. Nigdy nie mogłam się z tą modą na ‚chude i chudsze’ uporać, którą uważam osobiście za jeden wielki idiotyzm.

    • Julka, jesteś w takim wieku, że Twoje ciało i twarz jeszcze się bardzo zmieni zanim osiągnie jakąś stabilną formę. Po swoich kolegach ze szkoły widzę, że dziewczyny zwykle z wiekiem pięknieją, a chłopcy… no cóż, różnie. :) Dlatego głowa do góry, jeszcze się zdziwisz, jak będziesz wyglądać.

      • Anonimowy

        Akurat wszelkie badania wskazują, że to mężczyźni swój szczyt „atrakcyjności” osiągają znacznie później, bo w wieku 24 lat i utrzymuje się ten wskaźnik długo na stabilnym poziomie, powoli opadając aż do starości. Dla kobiet zaś osiąga szczyt w wieku 18 lat, utrzymuje się przez kilka a potem gwałtownie spada, osiągając w wieku 35 lat ten sam poziom co 55 letniego mężczyzny. Nie wiem, jaka była metodyka stojąca za tymi badaniami ale wyniki są bardzo często przytaczane, dlatego mogę otworzyć te wykresy z pamięci.

        • Bardzo ciekawe, nie znałam tych danych. Ale to dobrze, bo akurat potwierdza to, co napisałam Julce – ona jeszcze nie ma 18 lat, więc szczyt przed nią.

  • A ja wolę kobiety drobne, czyli chyba nie tak jak opisuje tekst. Na te „większe” nie zwracam większej uwagi, także na bohaterkę wspomnianego w tekście serialu. Może chodzi o ten współczynnik 0.7. Albo po prostu są różne gusta :)

    • Fajne jest to, że każda znajdzie swojego wielbiciela. Napisałam o tym nie dlatego, że uważam, że chude są brzydkie – tak nie jest. Tylko dlatego, że większość kobiet uważa się za zbyt grube, a to nieprawda. Dzięki, Radku!

  • nok

    to bądź gruba( choroby gwarantowane) , nie musisz negować chudych lasek !

    • Nie musisz czytać ze zrozumieniem. Czyżby u Ciebie na monitorze akapit o BMI ktoś zamazał korektorem? Tak czy inaczej cieszę się, że przeczytałeś i wzbudziło to w Tobie tyle emocji, że postanowiłeś skomentować. Tacy fani to dobrzy fani. Miłego dnia!

      • Heller

        ale wiesz ze BMI to totalna bzdeta i liczy sie tylko % body fatu?
        Moze byc osoba ze sklonnoscia do mocnego rozrostu miesni, miesnie waża 4 razy wiecej niz tluszcz, i tak dwie osoby, jedna chuda, druga gruba, o tym samym wzroscie moga wazyc tyle samo.

        • Czyli to oznacza, że nawet jeśli ktoś ma dużo tłuszczu a mało mięśni i BMI w normie, to nie jest gruby, a ci z ciężkimi mięśniami po prostu są szczupli. I wszyscy zadowoleni.

  • Co do proporcji, to coś w tym musi być, ale każdy te proporcje widzi inaczej. Nie będę podbiegał do kobiety z metrem krawieckim, żeby sprawdzić, czy ma te 0.7, żeby wiedzieć, czy mi się podoba, czy nie. Widać to na pierwszy rzut oka, a że każdy ma inną wadę wzroku, to jeden traktuje 0.5 jako 0.7, a drugi np. 20.3.

  • jamesfloower

    true!

  • rozmawiałem kiedyś z kobietą. nawet odpowiadała

  • Karolina

    Świetny tekst! Jako dziewczyna mogę powiedzieć ze tez bardziej ‚podobają mi sie’ kobiety nie-wieszaki, taka chudość wcale nie jest fajna. Osobiście mam bmi prawidłowe ale niestety nie mam fajnych proporcji.. cóż, na to nic nie poradzę. Wagę mozna zmienić proporcji niestety nie :)

    • Ja neguję chudość ekstremalną, niezdrową i ślepe podążanie za trendami. A z proporcjami poradzić sobie można właśnie dobrze dobranymi ciuchami. Jest nadzieja. :)

  • Ja wymiękłem po tym artykule (w sumie to już po tytule) – http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,13515259,Najzgrabniejsza_sylwetka__Ze_szpara_miedzy_udami.html?v=1&obxx=13515259&order=najfajniejsze&page=2

    Krągłości są fajne, ale takie „zadbane” krągłości ;)

    • Ten trend to ekstremum. Ja nie mówię, że im więcej ciała tym lepiej, tylko że właśnie nie trzeba mieć rozmiaru 0, żeby dobrze wyglądać.

      To akurat nie do Ciebie uwaga, ale po niektórych komentarzach widzę, że czytanie ze zrozumieniem to jednak trudna sztuka. A liter niby mamy w polskim tylko 32.

      • Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia jak można ten rozmiar „0”, który się promuje można uznać za dobrze wyglądający albo kobiecy.
        Ale są gusta i guściki. Jeden woli miód a drugi szare mydło ;)

        • Tak jest, nie oceniamy. Po prostu znaczna większość mężczyzn, których znam, lubi za coś chwycić.

          • rak

            ‚Po prostu znaczna większość mężczyzn, których znam, lubi za coś chwycić’

            Większość? Czyli ile? Spytałaś się 100 męźzczyzn na ulicy czy trzech twoich znajomych co widzą tylko duże cycki u kobiet?

          • Czyli 143 ze 147.

  • Pingback: To nie powrót, bo nie było mnie tu przez moment | "Lepiej być nienawidzonym za to, kim się jest, niż kochanym za to, kim się nie jest"()

  • Pani XL

    Tekst pełen demonizowania i przekłamań. Mężczyźni lubią
    chude. Średnie też a znajdą się i tacy, co grube. Nawet te twoje upiorne magazyny
    i reklamy nie ograniczają się do prezentowania anorektycznej chudości i
    wystarczy wpisać w grafice google słowo ‘vogue’, żeby się o tym przekonać. Skąd
    na okładkach tego magazynu Adele, Beyonce, Jennifer Lopez, Scarlett Johansson?
    Wymieniać dalej?

    Teraz suplementy – uważasz, że ktoś będzie je reklamował
    używając hasła ‘figura przeciętna’ albo ‘twój sposób na kobiece kształty’? Dają
    frazę ‘twój sposób na figurę idealną’ i nie ma się tu czemu dziwić. Nikt nie
    każe ich kupować. Jest popyt, jest podaż.

    Wcięcie w talii jest fajne, ale trochę śmieszne jest pocieszanie biednych polek, że to
    najważniejszy czynnik dobrej figury ‘niezależnie od bezwzględnych wymiarów czy
    wagi’.

    Widzę też pewną niekonsekwencję. Chwalisz program Trinny
    & Susannah, który kręci się wokół mody po czym twierdzisz, że moda to
    idiotka. Poza tym Trinny jest akurat bardzo szczupłą kobietą, bmi z pewnością
    poniżej normy, maleńki biust. Patyk? A może facet nie będzie wiedział co zrobić
    z rękami?

    Z kolei program „Jak dobrze wyglądać nago” to jakaś totalna
    pomyłka. Przychodzi pani z nadwagą, żeby nie powiedzieć otyłością a pan jej
    mówi, że wygląda świetnie i ma siebie taką pokochać. Zamiast powiedzieć ‘weź
    się za siebie, poćwicz, poznaj się z lekkim jedzeniem, bo to jak wyglądasz nie
    jest ani ładne ani zdrowe’. Duża pupa – okej, choć zwiększa ryzyko cellulitu,
    ale duży brzuch, duże wszystko?

    No i nie każdy projektant to gej a poza tym oni doskonale
    wiedzą, że kobiece rozmiary to nie tylko XS i S. Dlatego bez problemu kupisz
    ubrania D&G, Gucciego, Miu Miu, Balmain i innych ekskluzywnych marek nawet
    w rozmiarze XL.

    W twoim wpisie sylwetki okrągłe określane są jako kobiece, cudowne
    porównywane do misia kuleczki, lizaka, gruszki. Sylwetkę bardzo szczupłą, bez
    tłuszczu nazywasz wieszakiem i kijem od mopa. O czym to może świadczyć? Nie musisz się tłumaczyć. Zwracam tylko uwagę. Pozdrawiam.

    • Nie chwalę figury Trinny tylko jej program. Lubię czytanie ze zrozumieniem. Z przyjemnością odniosłabym się do pozostałych argumentów, ale wolę rozmawiać z kimś, kto nie boi się przedstawić. Anonimowo to każdy jest odważny. Pozdrawiam!

      • Pani XL

        Też lubię czytanie ze zrozumieniem :-) Program programem, ale zauważ, że nigdzie nie sugeruję, że chwalisz jej figurę. Nie mówię nawet, że ją krytykujesz a jedynie pytam czy sądzisz, że jest patykiem i czy uważasz, że facet nie wiedziałby co zrobić z rękami w jej towarzystwie. Wiesz jak wygląda Trinny, dlatego użyłam jej jako przykładu na absurdalność twoich złotych myśli w niebieskich prostokącikach.

        I nie obrażaj się na internetowe prawo dżungli co do anonimowości. Ja nie wiem kto to jest wittamina i mało mnie to obchodzi. Możesz być odważna i z przyjemnością odnieść się do pozostałych argumentów anonimowo.

  • W 100% się zgadzam. Kobieta powinna mieć troszkę ciała. Nie może być wieszakiem na ubrania. Nawet sex jest lepszy z kobieta z krągłościami niż taką, której żebra widać jak ściągnie bluzkę:( co prawda gusta gustami, tylu ilu jest facetów tyle będzie odpowiedzi jaka kobieta jest idealna, ale czy właśnie nie o to chodzi? Zgodnie z powiedzeniem: „…każda zmora, znajdzie swego amatora”:) Ja wole większe tyłki:)

  • Tak bardzo to ja się jeszcze nigdy z nikim w internetach nie zgadzałem, jak teraz…

  • Adrian

    waga ok. 85 kg przy wzroście 170 cm

    Twój wskaźnik BMI wynosi 29.4 (prawie 5 pkt ponad normę)
    Taki poziom wskaźnika BMI oznacza, że masz nadwagę.

    NIe chodzi o to, żeby kobietawygądała jak wieszak. Chodzi o to, żeby nie tworzyć nieprawdziwego poglądu, iż być grubasem to fajna sprawa.

    Grubasy nie są fajne. Ani męskie, ani damskie.

    • To nie moje dane, więc mam inne BMI i nadwagi nie mam. Zgadzam się, że trzeba po prostu zachować umiar i nie przesadzać w żadną stronę.

      • Adrian

        Wiem, że nie Twoja. To dane z przykładu który podałaś.

        Fakt, że panowie patrzyli się łakomie na grubaskę, świadczy tylko i wyłącznie o tym, że oni lubia grubaski. W żaden sposób nie świadczy o tym, że grubaski (in gremio) są atrakcyjne. Bo nie są.
        Grubaski sa zwyczajnie grube.

  • Emilia

    Szanowna Pani Wittamino, z blogiem Pani poznałam się stosunkowo niedawno i z zaciekawieniem szperałam sobie po wpisach docierając do powyższego. I z przykrością muszę stwierdzić, że dotychczasowa przyjemność i zaciekawienie prysły szybko a ich miejsce zastąpiło najpierw zdziwienie a obecnie wręcz zażenowanie. Nie byłam świadoma, że takie teksty mają odwagę popełniać kobiety stojące obiema nogami na ziemi, z umiarkowaną ilością kompleksów a przede wszystkim – myślące. A o dziwo czytając całkiem inteligentne wcześniejsze wpisy za taką Panią uważałam. Nie mam zastrzeżeń absolutnie co do tego, że jest Pani zwolenniczką figury kobiecej, akceptacji swojego ciała, sprzeciwu wobec promowanego w mediach ‚ideału piękna’ itd. Zatrważające jest jednak, że co rusz w tekście wraca Pani do motywu ‚nie daj się zwieść oczekiwaniom społeczeństwa- przejrzyj się w oczach mężczyzny (nawet nie poprawnie politycznego ‚partnera’) a dowiesz się jaka jesteś. ‚Cytaty’ jakie zamieszcza Pani, te odnoszące się do ‚kobiety patyka’ czy ten porównujący kobietę do dżinsów są w moim odczuciu stereotypową, uprzedmiotawiającą kobietę papką, którą spodziewałabym się przeczytać w magazynie typu ‚Cosmo’ lecz zdecydowanie nie na tym blogu. Z jednej strony napomina Pani o akceptacji siebie jakkolwiek co rusz wraca motyw mężczyzny jako lekarstwa na brak poczucia własnej wartości i kompleksy. Na miłość boską! Dopóki nie zrodzi się w nas kobietach akceptacja siebie to i najlepszy partner nie będzie w stanie wyleczyć naszego spojrzenia na same siebie. Przeglądanie się w oczach swojego partnera (niekoniecznie mężczyzny) jest ‚lekarstwem’ krótkodystansowym, na dłuższą metę bowiem to jak siebie widzimy to wypadkowa wielu czynników a akceptacja partnera jest tylko jednym z nich niestety najczęściej nie najważniejszym. Mogę się podobać partnerowi i nabrać odwagi i samoakceptacji, jakkolwiek za chwilę mogę zmienić partnera, akceptacja leci na łeb na szyję i co wtedy? Do następnego mężczyzny który uczyni mnie piękną dla mnie samej? Albo wchodzę w związek z zadowoleniem z samej siebie i tą radość i samoakceptację wnoszę sobą, albo liczę na to, że każdy kolejny partner będzie super-czarodziejem wyzwalającym mnie z kompleksów. Bzdura kompletna. Gdyby Pani przemyślenia i dywagacje na temat sylwetek i programów telewizyjnych wzbogacić o podkreślenie tego jak podstawową kwestią jest samoakceptacja właśnie na przekór temu jak widzą nas inni, wypływająca z nas a nie z melodii zasłyszanych od partnera- byłby to nawet niezły tekst. Tymczasem powstała z tego dość karykaturalna, stereotypowa, seksistowska opowiastka o tym, że panowie lubią kształtne dupki i cycuszki więc otrzyjmy łzy kobietki i cieszmy się z naszych krągłości ku uciesze tychże męskich wyroczni.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Emilia

  • Z

    Powiedzieć ,,tłuścioch” to grzech ciężki, ale już ,,kij od mopa” wzbudza poklask. Świetny sposób na propagowanie ,,kobiecych kształtów” (czyli zazwyczaj fałd tłuszczu, rzadko fanki ,,kobiecych kształtów” wyglądają tak: http://36.media.tumblr.com/6cbe20b95fd1b063e0d4f2e014ed50da/tumblr_mr9uxm9BWh1s2qnxto1_1280.jpg) – dosrywając osobom, którym natura ich poskąpiła. Wiem, odświeżam stary temat, ale na serio mnie to interesuje, dlaczego panuje na to społeczne przyzwolenie. Może dlatego interesuje, że usłyszałam miłe określenie ,,deska” podczas dojrzewania, zanim trochę urosły mi piersi, zarysowała się talia i zrobił fajny tyłek. Miałam wtedy 14 lat i gdy ten bałwan publicznie mi to powiedział, parę osób zareagowało ostro, w tym chłopaki. Może powinni mu przyklasnąć, bo faktycznie ,,nie było za co złapać”? Próbując w ten sposób leczyć kompleksy części społeczeństwa (może również swoje?) wpędzacie w nie kogoś innego. Jesteś inteligentną babką, kliknęłam w post z myślą, że może na to zwrócisz uwagę.
    A prawdziwy facet poleci nie na ,,kości”, nie na ,,słoninę”, a na to, co mu się spodoba. ;)

  • lilith

    O i myślałam, że trafiłam na fajny artykuł o kobiecych sylwetkach, ale nie, kolejny tłuścioch próbuje się dowartościować kosztem szczupłych. Wstyd waćpanno. Robisz dokładnie to samo, co osoby, które krytykujesz tylko ,,w drugą stronę”. Tak więc dzięki, że jestem kijem od mopa.

  • Selene999

    Wiem, że to „stary” tekst i nie wiem czy przeczytasz ten komentarz, ale bardzo Ci za niego dziękuję :) Podnosi na duchu :) – zaś po niektórych komentarzach ciśnie się na usta, że niektórzy są zakompleksieni „w drugą stronę” Pozdrawiam :)

    • Przeczytałam, dziękuję. :) Też pozdrawiam!