23 sierpnia 2013

Roi się od szkół językowych dla maluchów, angielski dawno zadomowił się w przedszkolach, może odwiedza nawet już żłobki. Ale czy tak wczesne dzieciństwo to na pewno jest odpowiedni moment dla dziecka, żeby zacząć naukę języka obcego? Moim zdaniem nie.

Test wstępny

Przez wiele lat pracowałam w szkole językowej, gdzie na początku roku szkolnego prowadziliśmy zapisy na zajęcia. Jeśli ktoś uczył się już wcześniej angielskiego, musiał napisać test, którego wynik decydował o tym, do której grupy można było go zakwalifikować. Bywało tak, że przychodzili rodzice, mówiąc, że ich dziecko uczy się języka już 10 lat, a ma dopiero 7. Przesadzam, no dobra, ale oni też przesadzali. Pisał taki czwartoklasista test i… szedł do grupy początkującej. W ciągu tych wielu lat nie udało mu się opanować materiału, który pozwoliłby mu pójść na drugi rok nauki w naszej szkole. Jak to możliwe?

Wyścig mamuś i tatusiów

Dziś rodzice wysyłają dzieci na zajęcia dodatkowe, takie jak m.in. język obcy, z różnych powodów. Mam wrażenie, że nie zawsze jest to powód słuszny. Czasem za wszelką cenę próbują mu zorganizować czas wolny, czego efektem jest często to, że takie dziecko nie potrafi wymyślić sobie samo zajęcia i ostatecznie nie potrafi się… nudzić. Bywa też tak, że rodzic chce się pochwalić innym rodzicom, że jego dziecko już chodzi na angielski, balet, kurs garncarstwa, plastykę i lekcje gry na wiolonczeli. Niestety, my Polacy tak mamy – lubimy się przechwalać wśród znajomych. Niech im żyła wyjdzie.

To tylko zabawa

Zostańmy jednak przy języku obcym. Zajęcia w przedszkolu to nauka w formie zabawy. Są wierszyki, piosenki, obrazki, króciutkie kwestie, pojedyncze słowa. Nie jest to nauka języka, jaką znamy ze szkoły. Zajęć zwykle nie jest dużo, często raz lub dwa razy w tygodniu, czasem codziennie po godzinie. Oczywiście nie ma pisania ani czytania, wszystko w formie ustnej. Moim zdaniem to nie nauka, ale właśnie zabawa, a jak na zabawę to droga przyjemność.

5 mitów rodziców

1. W ten sposób dzieci uczą się języka naturalnie. Nie mogę się zgodzić. Naturalnie uczymy się języka wtedy, gdy on nas otacza, gdy służy nam do komunikacji i gdy ta komunikacja jest bez niego niemożliwa. Dlatego dzieci błyskawicznie uczą się języka obcego, gdy rodzina wyprowadza się za granicę i to jedyny kod, w jakim mogą się porozumieć z rówieśnikami. Tak zwanej ekspozycji na język mają wtedy po kilkanaście godzin dziennie, nie po jednej – w najlepszym przypadku.

2. Dziecko się osłucha. Co to znaczy? Nie wiem. Pozna nowe dźwięki? Poćwiczy aparat mowy – w tym sensie tak. Brzmi jak zajęcia z logopedą, które też są pewnie potrzebne, ale nie do tego służy nauka języka.

3. Potem będzie mu łatwiej. To pozory. Dzieci mają to do siebie, że szybko łapią, ale jeśli ich wiedza nie jest systematycznie utrwalana, równie szybko zapominają. Język to nie jest jazda na rowerze, on wymaga ciągłej pracy. Nawet 7-latek potrafi sporo zapomnieć przez wakacje czy nawet 2 tygodnie ferii zimowych, a co dopiero przedszkolak. Żeby to lepiej zobrazować, powiem tak: całą wiedzę, którą przedszkolak opanuje w ciągu 3 lat nauki, może pojąć w ciągu pierwszego miesiąca jeśli rozpocznie naukę w wieku 9 lat. Uwierzcie mi, to materiał na niewiele więcej – kilka wierszyków, góra 100 słów, liczenie do 20. Warto za to płacić przez 3 lata?

4. Dziecko nauczy się poprawnej wymowy. Na to ma jeszcze czas. I to sporo. Ludzki mózg rozwija się tak, że w wieku ok. 12 lat następuje jego lateralizacja, czyli oddalenie się od siebie półkul mózgowych. Tym samym ośrodki odpowiedzialne m.in. za mowę (półkula lewa) i za kreatywność oraz muzykę (półkula prawa) zaczynają działać bardziej niezależnie niż dotychczas. Ośrodki kreatywny (muzyka) i mowy współpracują bardzo ściśle przy nauce nowych głosek. To oznacza, że najlepsze szanse na opanowanie wymowy języka obcego, która będzie zbliżona do wymowy rdzennego użytkownika (to ten, co go na co dzień nazywamy nejtiwem) są przed 12. rokiem życia. Można więc spokojnie zacząć naukę w wieku lat 8 czy 9, nie trzeba spieszyć się już w przedszkolu.

5. Nie zaszkodzi mu. Pewnie nie, tylko czy na pewno pomoże? Czy nieszkodzenie to najlepsza motywacja dla rozwoju dziecka?

A może uczyć dziecko w domu?

Taki pomysł mają czasem rodzice, którzy sami znają język i szkoda im wydawać pieniędzy na lekcje. Przecież sami mogą nauczyć dziecko w domu, najlepiej już od kołyski. To niestety nie działa z dwóch powodów.

Po pierwsze, lepiej żeby rodzic i nauczyciel to były dwie różne osoby. Rodzic ma inny autorytet, inną relację z dzieckiem, nie bardzo da się mieszać tak różne funkcje. Ja też wolę uczyć obce osoby niż znajomych czy rodzinę – jakoś ta nauka z rodziną nigdy nie idzie jak powinna, a znajomym nie chce się odrabiać zadanych przeze mnie prac domowych.

Druga sprawa: małe dziecko, takie powiedzmy do 5. roku życia, ściśle łączy sposób komunikacji z osobą. Dlatego udaje się wychować dziecko dwujęzyczne tylko w dwóch przypadkach – w rodzinach, gdzie rodzice mówią różnymi językami, wtedy dziecko kojarzy jeden język z mamą a drugi z tatą; lub w rodzinach na obczyźnie, gdzie dziecko kojarzy jeden język z domem a drugi z resztą otoczenia. Znane są przypadki, gdy w rodzinie imigrantów podczas wizyty gości mama zwróci się do dziecka w języku gości, a ono wtedy udaje, że nie rozumie. Buntuje się przeciwko mieszaniu kodów. Podobnie jest właśnie, gdy próbujemy do dziecka mówić raz w jednym, a raz w drugim języku. Znajomej anglistce 3-letnia córeczka odpowiedziała: „Nie mów do mnie tak”.

A więc kiedy zacząć?

Moim zdaniem najlepszy moment to w wieku 8-9 lat, kiedy dziecko zna już litery i umie dość sprawnie pisać i czytać po polsku. W zależności od predyspozycji i zainteresowań dziecka najlepiej jest wybrać szkołę językową lub znaleźć prywatnego nauczyciela, który mądrze poprowadzi dziecko przez naukę wszystkich sprawności językowych, czyli mówienia, czytania, słuchania i pisania. Rozczarują się ci, którzy myślą, że jest na to jakiś nowoczesny i magiczny sposób. Nie ma. Hipnoza, akupunktura, muzyka poważna i inne cuda odpadają. W moim przypadku sprawdza się zeszyt i zapisywanie w nim nie tylko znaczenia słów, ale i wymowy. I do tego wiadomo – książka, jakieś multimedia, ale bez przesady – nie pozwólmy sobie nimi zamydlić oczu, to ma być narzędzie, a nie cel sam w sobie.

Rozpoczęcie nauki w wieku 8-9 lat, lekcje raz lub dwa razy w tygodniu i systematyczna nauka słówek, gramatyki, ćwiczenie wszystkich sprawności nie tylko podczas lekcji, ale i w domu (przykro mi, ale zadania domowe to konieczność) i po 9 latach, czyli w wieku 18 lat znamy język na poziomie egzaminu Proficiency. U mnie się to sprawdziło. Gdyby metoda przedszkolna dawała efekty w podobnym tempie, mielibyśmy dziś tłumy 15-latków biegle i swobodnie mówiących po angielsku. Jakoś ich nie widzę.

Zapamiętaj!

Najważniejsze, o czym trzeba pamiętać to:
nic na siłę – nie każdy ma predyspozycje do nauki języków, jednemu nauka idzie łatwiej, drugiemu trudniej, nie należy siebie ani dziecka zmuszać, tylko czujnie obserwować jego postępy,
– polub systematyczność – bez pracy nie ma wyników, więc ciągłe powtórki, rycie słówek na pamięć, a nawet krótkich dialogów, kontakt z językiem na bieżąco to klucz do sukcesu,
nie wystarczy chodzić na angielski – same lekcje to za mało, trzeba jeszcze pracować w domu, dlatego bez zadania domowego ani rusz,
dobry nauczyciel to skarb, warto go szukać do skutku – a dobry to taki, który najtrudniejsze rzeczy wytłumaczy prostym językiem, dobrze zna proces przyswajania języka, potrafi zmotywować do nauki i – co najważniejsze – zainteresować, więc jeśli przy tym lekcje nie są nudne, to zasługuje na noszenie na rękach, który nie boi się powiedzieć, że czegoś nie wie, ale sprawdzi i się dowie,
nie patrzeć na sąsiadów i znajomych – rozwój dziecka to nie wyścig, a ze zdrowym rozsądkiem na wszystko przyjdzie czas.

Jak się pracuje, to się ma

Uczę angielskiego od 14 lat. Nie jestem taka stara, tylko wcześnie zaczęłam. Staram się być takim nauczycielem, jakiego sama chciałabym mieć. Widzę, co się sprawdza, a co nie, co daje długofalowe efekty, a co jest chwytem marketingowym. Tylko jedno daje gwarantowane wyniki – ciężka i świadoma praca. Polecam, Arlena Witt.

  • Niestety, nie każdemu jest dane słyszeć i zrozumieć w j.ang. ;-) W większości przypadkach masz rację, zwłaszcza w systematyczności w wieku dziecięcym – wiem to po sobie aczkolwiek do logopedy jezdziło się znacznei wczesniej, pomiędzy 6-7.roku życia.

  • To jak moja bratanica już będzie miała te 8 lat to ją do Ciebie na lekcję wyślę. :)

  • Julia O. (JullietteKai)

    Sama chodziłam już w przedszkolu na Angielski i powiem jedno – nic się nie nauczyłam przez te dwa lata. No dobra, może jako tako kolorów. Też uważam, że to bez sensu. Poza tym sama byłam ‚ofiarą’ wyścigu matek dotyczących zajęć dodatkowych. Już w wieku 5 czy 6 lat byłam zapisana na tańce, plastykę, a później jeszcze na Angielski. Wiadomo, jak byłam mała jeszcze miałam dużo czasu na takie rzeczy. Jednak z wiekiem musiałam zrezygnować z niektórych ‚prac’. Oczywiście rodzice byli oburzeni z mojej decyzji, ‚bo jak to takie zdolne dziecko ma zaprzepaścić swoją szansę?’. Do tej pory chodzę chętnie na zajęcia Języka Angielskiego. Mam świetnego nauczyciela, który fajnie i ciekawie uczy (choć pewnie nie tak dobrze jak Ty kochana). Lekcje odbywają się raz na tydzień, w 10-osobowych grupkach, w okresie roku szkolnego. Po 5 latach uczęszczania na te zajęcia jestem bardzo zadowolona. W 100% zgadzam się z stwierdzeniem, że dobry nauczyciel to równie dobre wyniki w nauce (sama na swojej skórze odczułam negatywny wpływ ‚inteligentnej’ pani od Niemieckiego, która wymagała gruszek na wierzbie, a sama na lekcjach nic nam nie tłumaczyła czy rozmawiała z koleżaneczkami na zapleczu, ale to już inna historia).

    • I takich dzieciaków jak Ty jest masa. Nie znaczy, że to jedyny możliwy scenariusz, ale z moich obserwacji wynika, że bardzo często jednak on się nie sprawdza. Masz szczęście, że teraz masz dobrego nauczyciela i lubisz lekcje. Powodzenia i cierpliwości w dalszej nauce! :)

      • Julia O. (JullietteKai)

        Dzięki bardzo kochana! :)

    • eliza

      Wiesz co brzmi to dla mnie strasznie dziwnie , na tyle dziwnie , że aż się musiałam wpisać po 2 latach przedszkola nauczyłaś się tylko nazw kolorów??? Uczę syna samodzielnie w formie zabawy, w wieku 18 mies rozpoznawał i nazywał 12 kolorów, obecnie ma 3,5 lata i nie zauważyłam aby cokolwiek zapominał, progres jest niemal liniowy. Mamy swoje małe zwyczaje-zabawy np. wieczorem opowiadam mu dwie bajki po polsku i jedną historyjkę po angielsku (bardzo prostą- używając tylko tych słów , które już zna), lub zabawa „a jak jest po angielsku….” , chętnie ogląda też bajki w języku angielskim chociaż oczywiście woli te po polsku. Być może trochę eksperymentuję ale nie mam poczucia zmarnowanego czasu czy energii.

      • To wspaniale, że spędzasz czas z dzieckiem na zabawie i nauce! Wartość takiej relacji jest nieoceniona i pięknie wpływa na Was oboje.
        Jeśli chodzi zaś o umiejętności czysto językowe (mam tu na myśli tylko język obcy), z chęcią dowiem się za 7-10 lat, ile Twojemu synkowi tej wiedzy pozostało, a gwarantuję Ci, że gdyby zaczął wtedy, bardzo szybko by ją nadgonił. Dlatego nie mówię „nie rób tego”, rób, tylko miej świadomość, że to efekty krótkoterminowe i raczej ta forma ma inne cele niż nauka języka.

  • Magda

    Czy to jest dobre miejsce na podzielenie się swoją historią z angielskim? Jeśli nie, to przepraszam, jeśli tak, oto i ona.
    Nie pochodzę z rodziny, w której jakoś szczególnie przywiązywało się wagę do języków obcych, dlatego angielskiego zaczęłam się uczyć mając 10 lat, czyli w 4 klasie szkoły podstawowej. Szło mi jak nie kiepsko, to ledwo średnio, bo nie oszukujmy się, mój nauczyciel „Kasztan” nie wyglądał na osobę, która miała pojęcie czego uczy, a ja nie byłam pilną uczennicą (bo lepiej było pobiegać z chłopakami za piłką). Potem przepaść, tragedia, poszłam do gimnazjum ze świetną nauczycielką, cudowna, zabawna, wyrozumiała i tyle wiedziała! Nadrobiłam, przypadkiem z resztą i bez większych problemów. Potem zmieniłam gimnazjum i cofnęłam się poziomem do podstawówki, bo tam pierwszym językiem był francuski z którego byłam zwolniona. Jeśli kogoś dziwi francuski jako pierwszy język i spyta, czemu nie wybrałam innego gimnazjum, albo chociaż klasy odpowiadam – w Żyrardowie, gdzie mieszkałam, ze względu na założyciela francuza, bardzo upodobali sobie ten język w każdej szkole. Egzaminy zdawałam tylko dwa, to nie były te czasy, by zdawać trzeci, z języka, i wylądowałam w technikum.
    Technikum, w którym większość przyszła z jednej okolicy, gdzie w szkołach, o zgrozo, uczyli rosyjskiego lub francuskiego jako pierwszego języka. No i uczyłam się angielskiego na poziomie późnej podstawówki i rosyjskiego. Razem z moją przyjaciółką byłyśmy najlepsze w klasie. Tak, mogę spokojnie powiedzieć, ze znajomością angielskiego na bardzo marnym poziomie mogłam uczyć pozostałych w klasie. Maturę zdałam, na 90% z ustnego i 60% z pisemnego. Półtora roku po maturze mam wrażenie, że… Na pytanie „Do you speak English?” uśmiechnę się i ucieknę.

  • eV

    Choziłam na angielski przez kilka tygodni w przedszkolu. Pamiętam, że trzeba było kolorować obrazki według kolorów, które podawała nauczycielka po angielsku. Niestety, nie powiedziała wcześniej co dana nazwa oznacza, więc nie miałam pojęcia, co robić. Było też podpisywanie obrazków, z czym również sobie nie radziłam. Aż do 3 klasy podstawówki, kiedy to ponownie zaczęłam się uczyć tego języka znałam tylko jedno słówko wyniesione z przedszkola – „sasycz – kiełbasa”. Nie wiem, czy było podpisane czy po prostu babka tak dla odmiany powiedziała co to oznacza, ale jakimś cudem to akurat wiedziałam. Potem wszystko zaczęło się rozdrabniać na cztery różne języki obce, każdy uczony gorzej od poprzedniego i ostatecznie tak naprawdę zaczęłam się uczyć angielskiego dopiero w liceum. I choć nadal mam spore problemy z nim, to widzę, że jest lepszy od tego jakim posługuje się większość moich znajomych. Mówi się, że im później, tym trudniej nauczyć się języka. Jak dla mnie to jest to taka gadanina i nie ma za wiele związku z rzeczywistością. Ważniejsze niż wiek jest zaangażowanie i systematyczność.

  • To ja jestem wyjątkiem. ;) Idąc do zerówki swobodnie porozumiewałam się po angielsku i znałam jakieś podstawy gramatyki… Ale… Ja sama chciałam się uczyć, rodzice mnie nigdy do tego nie zmuszali. Dodatkowo bardzo łatwo uczę się języków. Początkowo uczyłam się sama z kaset i książeczek Your English ABC, potem z nauczycielem – Amerykaninem. W podstawówce angielskiego nie miałam (ech, ten niemiecki), w LO byłam w klasie niemieckojęzycznej i angielski niby był, ale jakby go nie było. Sama przez ten czas doskonaliłam to czego nauczyłam się jako dziecko i jakoś bez pomocy innych udało mi się dostać na lingwistykę (zrezygnowałam po I semestrze na rzecz informatyki ;).
    Córkę też zamierzam oswajać z językiem od najmłodszych lat, ale nie na siłę. Jak będzie musiała komunikować się tylko po angielsku to pewnie sama szybko to załapie i się nauczy. ;)

  • Klima

    … w wieku 7 lat rodzice poslali mnie na nauke angielskiego do faceta, ktory nauczyl sie jezyka w CZOLGU !!! Na szczescie pozniej uczeszczalem do hrabianki, ktora znala 6 czy 7 jezykow. I tak mi zostalo …

  • Alina Hańska

    a nie wiecie czy szkoła Speak Up prowadzi zajęcia dla 9latków?wiem że dobrze przygotowują do matury ale nie wiem od ilu lat można zapisać dziecko…

    • Nie znam tej szkoły od środka, najlepiej ich zapytać. To na pewno dobry moment, by zacząć naukę.

      • Alina Hańska

        dzięki już trochę poszperałam w necie i wiem, że dla 9 latków to za wcześnie na Speak UP ale za to ich pracownica tak była miła i skuteczna że zamiast córki zapisałam siostrzenicę do matury :D

    • pestka

      Szkoły Speak Up nie polecam, bo do końca życia będziesz odbierać od nich telefony :/

      • Alina Hańska

        a coś z nimi jest nie tak? w sumie to opinie w necie widzę że są różne ale z przewagą poztywnych:Dchodziłaś do nich na zajęcia?

  • Morphinehawk

    Jestem logopedą i w pełni popieram takie zdanie na temat nauki języków obcych przez małe dzieci. Dziecko, dopóki nie opanuje w pełni wszystkich głosek języka rodzimego (najlepiej nie tylko w mowie, ale też i w piśmie), nie powinno uczyć się innych języków. Cieszę się, że taką opinię – chociaż widzianą z innej perspektywy – można usłyszeć od czynnych nauczycieli języków obcych!

    • Bardzo dziękuję! Cieszy mnie, że nie jestem w tym jedyna, bo zwykle moja opinia jest odosobniona, gdy rozmawiam na ten temat ze znajomymi (oni zresztą mają dzieci i posyłają je już na angielski – niepotrzebnie).

      • blados

        Aloha Arleto, czy mialas kontakt/doswiadczenie z dziecmi dwujezycznymi? Mieszkamy w .uk, dziecko od przedszkola w angielskim jezyku sie obraca, w domu rozmawiamy po polsku. Dziecko (6.5) lapie angielski z odpowiednim akcentem (ktorego rodzice pewnie nigdy nie osiagna) ale polski troszke kuleje. W szkole daje sobie rade, nagrody, wyroznienia itp. Pytanie za 100 punktow czy jest jakas magiczna metoda, zeby podciagnac polski bez utraty plynnosci angielskjego? Czy mialas wsrod swoich klientow osoby, ktore po kilku latach wrocily z zagranicy wraz z dziecmi? Pozdrawiam goraco! PS Kiedy tylko znalazlem bloga, od deski do deski przeczytalem =) Trzymaj poziom!

        • Dziękuję za miłe słowa! Przypomnę tylko, że mam na imię Arlena. ;)
          Znam takie osoby i rzeczywiście język polski wypada u nich słabiej niż angielski, a to z prostej przyczyny – ekspozycji na polski mają znacznie mniej i w dużo mniejszym zakresie. Wasze dziecko słyszy polski tylko u Was, a i pewnie czasem przyprawiony anglicyzmami. Moim zdaniem powinniście więcej z dzieckiem rozmawiać po polsku, czytać mu bajki, kupić słuchowiska, oglądać razem polską telewizję czy filmy. Im więcej polskiego w domu (nie tylko od Was), tym sprawniej będzie mówić po polsku, ale wydaje mi się, że to angielski będzie jego językiem ojczystym.

          • blados

            Dzieki, dzieki Arleno, Arleno, Arleno!

        • E

          Wysylajcie dziecko w miare mozliwosci do dziadkow/znalomych w Polsce. Najlepiej niech pobedzie tam bez Was. Juz tygodniowy pobyt przynosi poprawe. Dzieci wielojezyczne wybieraja sobie podswiadomie jezyki ktore im sa potrzebne i te szlifuja. Jak zrozumieja ze Polski jest uzyteczny, poprawia sie. Pozdrawiam.

  • Kajka Roo

    Fajnie, że ktoś w końcu porusza taki temat. Mnie uczyli angielskiego od kołyski ze skutkiem mizernym, ale ciężko przekonać wszystkich dookoła że jednak przedszkole to czas na naukę polskiego, a nie obcego języka. Nie zgodzę się tylko z jednym rodzic to świetny nauczyciel (także języka) pierwszy i bardzo dobry dla dziecka pod warunkiem że nie stara się być nauczycielem w ścisłym tego słowa znaczeniu.

    • Cieszę się, że podzielasz moje zdanie. Są rodzice i rodzice – mało który poradzi sobie z pogodzeniem roli nauczyciela i rodzica tak, żeby jedno z drugim nie kolidowało i by nie tworzyć sztucznych sytuacji. Na pewno jest to możliwe, ale do tego trzeba ogromnych pokładów mądrości, cierpliwości i pomysłów.

  • Konrad

    Witam Wszystkich,
    Zauważyłem że każdy z Was próbował różnych metod nauki języka.Ja podchodziłem do programów angielskiego bardzo sceptycznie,ale w ostatnim czasie spróbowałem rewelacyjnej metody na http://topenglishcourse.pl/ Kurs działa na zasadzie filmów z lektorem,ale do tego mamy obrazy,teksty,dzwieki,bardzo interaktywny kurs i musze przyznać,że wreszcie się uczę,jest u mnie wyrażny progres a uczę się zalednie 2 miesiące.Kurs nie jest za darmo,ale podobno jest napisany przez znany Amerykański Instytut badań nad szybką nauką języka

    • Trudno mi uwierzyć w autentyczność tej opinii, ale to na razie pominę. Nie ma czegoś takiego jak szybka nauka języka. Są metody, które dają wrażenie szybkiej nauki, bo w krótkim czasie mówimy pełne zdania, ale to zwykle ograniczony repertuar fraz czy sytuacji. Naukę języka liczy się w godzinach. Im więcej godzin, tym więcej wiedzy w głowie – to takie proste.

  • Pingback: Zmiany w systemie edukacji - pewnie nie miałeś o tym pojęcia.()

  • ja

    Pozwole sie nie zgodzic z powyzszym. Mialam ok 2 latka kiedy zaczeto oswajac mnie z jezykiem obcym. W wieku 2-6 ogladalam (trudno jeszcze wtedy dostepne) programy dla dzieci, w miare czasu moj tato na ile potrafil robil ze mna roznego rodzaju cwiczenia, czytalismy ksiazki…W podstawowce mialam jezyk rosyjski, jedynie przez jeden rok uczeszczalam na zajecia prywatne na terenie szkoly z jezyka angielskiego. Wiec wlasciwie z zerowym przygotowaniem (majac na mysli regularne lekcje z nauczycielem) dostalam sie na profilowanej klasy angielskiej w LO. Nigdy nie musialam wysilac sie i sleczec nad ksiazkami, nauka przychodzila mi niezwykle latwo a co najwazniejsze mam akcent, ktory zdecydowanie jest ponad przecietna (bardzo przydatna umiejetnosc – gdyz wiekszosc ocenia Twoj poziom wiedzy na kilka stopni wyzej niz w rzeczywistosci :D ).

    • Tylko się cieszyć, że masz takie zdolności językowe i że tak łatwo Ci to przychodzi. Naprawdę! Znaczna większość dzieci ich niestety nie ma albo ma przeciętne, więc w ich przypadku taka nauka nie miałaby sensu. Gratuluję postępów i akcentu, bo to prawda, że niewielu Polaków potrafi opanować wymowę zbliżoną do prawdziwego angielskiego. Pozdrawiam!

  • sara

    Ja posłałam dziecko do szkoły językowej empik school w wieku 5 lat. W takim wieku dziecko swobodnie pochałania całą wiedzę.Zwłaszcza jak zajęcia prowadzone są w formie ruchowej i zabaw

  • Natalia

    To może ja też się wypowiem, jako osoba, która sama była uczona od dziecka. Rodzice zapisali mnie na pierwszy kurs w wieku 7 lat, oczywiście przez pierwsze 5 lat oponowałam i twierdziłam, że nic mi to nie daje (po części też ze względu na nauczyciela, który nie pomagał), i chociaż sama bardzo tego nie chciałam, czegoś się tam nauczyłam. Dodam też, że całkiem gładko idzie mi nauka języków. Później zmieniłam nauczyciela i od tego czasu wręcz pokochałam język angielski. Chłonęłam słowa nauczycielki i na każdą lekcję przychodziłam chętnie. Aby jeszcze bardziej się oswoić z językiem wyjeżdżałam za granicę, gdzie byłam zmuszona się nim posługiwać. Zaczęłam oglądać filmy po angielsku, czytać książki. Cała ta nauka dała niesamowite efekty i nie wiem jak mam dziękować rodzicom że byli głusi na moje prośby. Ale wiadomo, u każdego jest inaczej z nauką. Pozdrawiam :)

  • elpol3

    Powyższy tekst chciałbym dedykować wszystkim, którzy (w Krakowie) koniecznie chcą wysłać wszystkie, nawet najmłodsze dzieci, na 5 godzin języka angielskiego w szkole. Projekt był przedmiotem głosowania w ramach budżetu obywatelskiego, ale przepadł (zachłanni pomysłodawcy chcieli zgarnąć wszystko i… przejechali się). Teraz temat znowu powraca jako przedwyborcza papka prezydenta, który mami obietnicami angielskiego z budżetu miasta. Na rodzicach uczniów wywiera się niedwuznaczne naciski, że mają się zgodzić, „jak jeden mąż”. Ja się nie zgodziłem, gdyż uważam, że jest to marnowanie publicznych pieniędzy, z bardzo mizernym skutkiem. I co się okazało? Że pani wychowawczyni zadzwoniła, że jestem jedyny… przerażające.

    Nawet za komuny język obcy (wtedy rosyjski) wprowadzano dopiero w 5. klasie, i to było bardzo mądre podejście. Dziś jednak zakompleksieni rodzice (zwykle krzyczą najwięcej ci, co ani me ani be po angielsku…) nie chcą nawet słyszeć, że nauczanie języka obcego, gdy dziecko nawet po polsku duka (ledwo czyta i pisze), jest bardzo nieefektywne. I te same owoce przyniesie konkretna nauka w starszych klasach, np. począwszy od 4-tej.

    • Katarzyna

      Sądzę, że jeśli osoby prowadzące zajęcia były fachowcami, a ich wynagrodzenie było wyższe niż proponowane- dzieci byłyby przezadowolone. Liczy się podejście. Człowiek.

  • Romano

    Ciekawy tekst. Posiadam dzieci, które uczą się w przedszkolu angielskiego, potrafią liczyć, trochę prostych słówkek. Z jednej strony cieszy mnie to, ale faktycznie gdyby wysyłac dzieci na prywatną nauke to trochę strata pieniędzy.
    Dlaczego? Dorośli, których znam uczyli sie w podstawówce, na kursach, w liceach i na studiach i ich angielski jest mizerny! Jeśli taka osoba nie ma styczności z językiem i uczyła się aby tylko zakuć i zdać, to ten język ma strasznie niski poziom. nawet czytanie im nie idzie, a co mówić o rozmowie…
    Ja sam, nie ucząc się wogóle języka do trzydziestki nauczyłem się dobrze języka, bo miałem motywację. Zaplanowałem wyjazd do GB, słuchałem masy kaset dołączanych do książek w bibliotece. Byly to książki przygotiowujące do egzaminów, podczas pracy przerobiłem kursy eskk (bo były łatwe i moglem ich słuchać w pracy i w aucie). Później wyjazd do GB, słuchanie radia (lbc.co.uk – mądre i prawie tylko dysksje), oraz nauka w collegu. Dodatkowo trochę pracy z Anglikami, czytanie gazet po angielsku i mój angielski jest naprawdę niezły. Zarówno w czytaniu, pisaniu i mowie (choc mowa chyba najsłabiej).
    Teraz po powrocie do PL dalej słucham tego radia, czytam blogi po ang i planuję czytać książki, ale ciągle brak na to czasu…

    • Marta

      „posiadam dzieci” – okropna forma opisania rodzicielstwa…

  • ala

    Cieszę się, że trafiłam na ten wpis. Również zawodowo zajmuję się nauczaniem (mam doktorat z glottodydaktyki), uczę niemieckiego, znam także dobrze angielski. Ale ku zaskoczeniu moich znajomych, nie uczę mojego prawie czteroletniego syna żadnego z nich. Postawiłam na język ojczysty. Syn codziennie słucha bajek, jak skończył 6 miesięcy wprowadziłam czytanie. Czytamy mu codziennie, co najmniej 20 min, uwielbia to. Efekt: pięknie mówi, tworzy zdania złożone, potrafi wymyślać ciekawe nazwy i imiona (np. Trombajek, budownik itp.). Panie w przedszkolu nie mogą wyjść z podziwu. Moje próby uczenia go słówek w języku obcym spełzły na niczym, reaguje tak samo jak opisana wyżej dziewczynka „Nie mów do mnie tak”. Ale nie przejmuję się tym, wierzę, że świetnie opanowany język ojczysty pomoże mu w przyszłości równie dobrze opanować język obcy. A tak na marginesie, jak uczyłam w klasach 1-3 szkoły podst. rodzice chcieli zapisywać maluchy do mnie na korepetycje (nie przyjmowałam tak małych uczniów). Dziwiło mnie to, zwłaszcza, ze niektóre z nich potrzebowały pomocy w zakresie czytania i pisania w języku polskim. Ale tą potrzebę rodzice niestety bagatelizowali.

  • Domki nad morzem Balfala

    Zgadzam się w 100%! U mojego młodszego dziecka także był angielski w przedszkolu, dzieciom słówka tak samo szybko wpadały do główiek, jak im umykały. Gdybym używała słów, które się uczyły, na co dzien, podejrzewam że rzeczywiscie wygladałoby to trochę inaczej – zapewne by sie utrwaliły w pamięci dziecka. Starsza córka języka w przedszkolu nie miała, zaczełam jea posyłąc na lekcję w drugiej klasie podstawówki, kiedy wiedziałam, ze zapisze sobie to, co wazne w zeszycie. I jest jedną z najlepszych dzieci w klasie.

    • Dziękuję! Cieszy mnie, że są rodzice (nie tylko nauczyciele), którzy to rozumieją. Brawo!

  • Katarzyna

    Bzdury!!!!! Polecam lektury książek językoznawczych, np. Agnieszkę Rzewólską!
    To prawda, że rodzic decyduje o tym, w jaki sposób dziecko spędza czas wolny. Jeśli widać, że ma predyspozycje językowe- dlaczego nie spróbować nauki języka obcego? Jestem nauczycielem i animatorem dziecięcym. Dzieci nie skażone edukacją szkolną mają o wiele więcej możliwości!!!!!!

    • Nie musisz krzyczeć, słyszymy Cię dobrze. Możesz się oczywiście nie zgadzać. Ja swojego dziecka nie będę wysyłać na angielski wcześniej, niż ma to sens. Pozdrawiam!

      • Kasia Socash

        Sens ma to dużo wcześniej. Pisać mogą nauczyć się w wieku 8-9 lat, ale mówić mogą już od wieku trzech-czterech lat. Wychowuję 2 dzieci, które posługują się trzema językami – polskim, angielskim i hiszpańskim. Aparat mowy wykształca się do ok 10 roku życia tzn. dzieci do lat 10 mogą nauczyć się poprawnej wymowy tak jak native speaker więc dlaczego czekać?

        • Hekima

          Żeby miały no nie wiem dzieciństwo?

  • Pingback: Angielski dla dorosłych – da się? | wittamina - najzdrowszy rozsądek()

  • Marta

    Wydaje mi sie, że im wczesniej nasze dziecko rozpocznie naukę języka angieskiego czy innego tym lepiej – małe dzieci o wiele szybciej chloną wiedze niż te starsze i dorośli. Nie musisz od razu szukać szkoły językowej, możesz za pomocą https://needaschool.com/pl/ znaleźć nauczyciela z okolicy, który raz w tygodniu pomoże Twojemu dziecku z poznawaniem nowych angielskich słów;) naprwdę warto!

  • Monika

    Świetne! Akurat dzisiaj usłyszalam od znajomej, że dzień w dzień 2h uczy dziecko polskiego, matemtyki i angielskiego. 6-latkę! Mała się buntuje i płacze bo chce się bawić. Ale jak usłyszałam od matki: „Wiesz, nie ma innego wyjścia”. Ręce mi opadły. Dziecko jest w zerówce a nie w 1 klasie.

  • josos

    A jeśli już chcecie posłać dziecko (lub wybrać się same) do szkoły językowej, jednak wujek google trochę przekłamuje wyniki, polecam wyszukiwarkę Langzie (www.langzie.pl). Szukałam czegoś w Poznaniu blisko naszego nowego miejsca zamieszkania i oczywiście wyświetlały się najbardziej piastowane przez specjalistów SEO stronki… Dopiero później doczytałam o tej możliwości no i nagle znalazły się inne opcje ;)

  • Marta

    Hej, ciekawy wpis. Zdziwiło mi tylko, że zalecasz zapisywanie wymowy „po polsku”. Ja sama kiedyś tak robiłam, ucząc się francuskiego i tylko było to przeszkodą do opanowania języka – przecież wystarczy kilka dni by nauczyć się poprawnie czytać i nie trzeba wówczas zapisywać wymowy. Kiedy później uczyłam języków (angielskiego i włoskiego) zarówno dorosłym i dzieciom radziłam, żeby jak najszybciej odeszli od zapisywania fonetycznego. Pozdrawiam.

  • anka es

    No ciekawe jak pójdzie mojej córce. Zapisałam ja na kurs do speak up, na razie bawią się, oglądają krótkie filmiki i rysują.

  • ewa

    Zapisywanie wymowy „po polsku” też mnie zdziwiło, w każdej szkole mnie przed tym przestrzegali i zawsze mówili, żeby tego nie robić, bo potem jest duży problem z ortografią w obcym języku. A co do kursów czy zajęć dla maluchów, to moje akurat chodzą do empik school bo mamy prawie pod domem, codziennie spotykam te panie i raz jedną podpytałam i wszystko mi wyjaśniła, chłopaki się bawią, uczą języka, poznają podstawowe słówka, śpiewają piosenki i nie mogę powiedzieć, zawsze wracają do domu cali happy ;)

  • Olka

    Moja córka wychowuje się w rodzinie dwujęzycznej, poniewaz mąż jest Anglikiem. Jego rodzice, to z kolei też ludzie z Wysp, ale teraz mieszkają w Niemczech. Mała ma 5 latek i zastanawiam się czy to jest dobry czas żeby zaczęła uczyć się też niemieckiego. Nie jestem jakąś przeambitną matką, ale pomyślałam, że skoro ten angielski wchodzi jej z taką łatwością, to można ją zapisać na jakieś zajęcia dla dzieci z niemca. Co o tym myślicie?

  • milka

    To wszystko zależy od tego czy ona chce, może po prostu z nią porozmawiaj, ale zazwyczaj takie zajęcia dla dzieci są i godzinowo i rozwojowo bardzo dostosowane do ich możliwości, a skoro tak łatwo wcina angielski to z drugim też nie powinna mieć problemu. Mój syn chodzi tylko na angielski jak na razie, ale do empik school i tam się bawi, opowiada potem w domu o tym jak o przyjemności, więc nie widzę powodów żeby miał nie uczyć się skoro jest mu tam dobrze.

  • nysa

    Witam,
    To moze ja zaskoczę wszystkich. NIE CHCĘ by moje dziecko UCZYŁO SIĘ angielskiego. Chcę by angielski NABYŁO jak nabywa sie język rodzimy. W zwiazku z tym, wbrew temu co napisała autorka bloga (wybacz Wittamino:)) mówię TYLKO w jezyku angielskim do mojego dziecka od urodzenia. Jestem anglistką, a mąż polonistą. Mieszkamy w Polsce. Potomek ma obecnie 16 miesiecy i porozumiewam sie z nim wyłączne po angielsku. Jest to typowa komunikacja, a nie spiewanie piosenek czy wierszyków. Oczywiscie te ostatnie wykonujemy rowniez ale w sposob naturalny jak kazdy rodzic spedza czas na przyjemnosciach z dziecmi. Mąż mowi wyłącznie po polsku, choc w domu jest mase angielskiego gdyz filmy ogladamy w oryginale, a wszystkie bajki (np. Pepa pig) po angielsku. Ksiązki sprowadzam z UK. Jezyk polski otacza nasze dziecko rownie naturalnie: mamy polskie piosenki, ksiazeczki itp, dziecko ma polska nianię i dziadkow. Jest zanurzone zarowno w polskim jak i angielskim. Zapewne ciekawi jestescie efektow? No coz – przechodza moje oczekiwania:) Oczywiscie potomek jeszcze nie mowi ale z rozumieniem u niego nie ma zadnych problemow. Tak wiec komunikację typu:” kochanie, idz i przynies książeczkę ktora chcesz ze mna poczytac”, albo” zobacz czy tata jest w lazience, sciagaj kapcie i bodziaka bo idziemy się kąpać i biegnij do niego”, albo „chcesz pomidora, czy yogurt”, „odjedz, nie dotykaj, przynies, wyrzuc do kosza” i milion innych „pogawedek” dziecko traktuje jak rodzimą. A co z polskim? Jest identycznie! Nie wazne czy tata, czy ciocia czy babcia mowi. Dziecko jarzy wszystko w dwoch jezykach. Ono nie wie co to angielski, a co to polski:) I spokojnie! BEDZIE ROZROZNIAŁO KODY JĘZYKOWE. Bedzie kojarzyc angielski ze mna, a polski z ojcem i calym swiatem:)
    Tak wiec DA się. Dla mnie angielski jest tak naturalny jak polski. Ja sie nie męczę, nie wysilam, nie nastręcza mi on zadnej trudności. Poza domem tez opowadam mu co sie dzieje po angielsku, „omawiamy” kazda sytuację. Angielski traktuję jak polski. nie uciekam sie do prostych zdan. Wręcz przeciwnie.
    I powiem na zakonczenie ze jest to moj zyciowy eksperyment. Sama ucze w przedszkolu, podstawowce, gim i technikum i widze jak jzyk kuleje. A najbrdziej zadziwiają mnie anglisci, ktorzy swiadomie nie mowia do swych pociech w tym pieknym jezyku skazujac je na zmudną naukę ;/////
    pozdrawiam:)

    • Nysa

      Ach i jeszcze chcialam dodac, iż jestem w pełni świadoma iz moje dziecko nie bedzie w pełni bilingwalne. Niemniej oferuję mu cudowny dar naturalnego chłonięcia języka angielskiego, bez kucia na pamięć, zapamietywania reguł gramatycznych, powtarzania itp. W przyszłości planuję zajcia z nativem. Chcę by poszli razem na spacer, oglądneli film, pokłócili się:), czy przeczytali cos ciekawego. Czyli chcę najzwyklejszej w swiecie realcji kumpelskiej a nie nauczyciel-uczen. Chcę by moje dziecko nie bało sie mowic (to mu pewnie nie grozi:)) i zeby śniło w tym języku. Dam wam kochani znać za 5, 6 lat:)

  • Mary Lou

    nysa super, że będziesz miała dwujęzyczne dziecko :) Niestety ja anglistką nie jestem, więc nie pokusiłam się o mówienie do synka tylko po angielsku, bo nie chciałam żeby ewentualnie coś źle się nauczył. Może jestem ostrożna, ale jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony :) Ponoć dzieciaczki dwujęzyczne zaczynają mówić później niż ich rówieśnicy. Syna posłałam podobnie jak inne dziewczyny do empik school, bo zależało mi na tym, żeby nie czuła nauki, ale własnie bardziej zabawę. I póki co się cieszy i marudzi, że zajęcia za krótkie. A myślałam, że te 30 minut będzie za długo :)

    • Joanna Joanna

      A w jakim wieku masz syna? Bo mój ma 4 latka i zastanawiam się, czy to nie jest za wcześnie. Nie chciałabym mu zabierać dzieciństwa, chociaż w sumie napisałaś, że Twój to głównie się w tej szkole na zajęciach bawi, a możesz napisać coś więcej, jak to dokładniej wygląda? Nie chciałabym też, żeby się zniechęcił bo wiadomo, że jak raz się zrazi to później ciężko nam będzie go przekonać, że jednak nauka języka może być fajna… Ehh nie wiem co robić :(

  • jankastrzela

    Myślę, że już trzylatki mogą stawiać swojej pierwsze kroki w krainie angielskiego :) Moja córeczka w sumie ma już prawie cztery lata, ale zauważyłam, że kiedy słucha angielskich piosenek to stara się powtarzać prostsze słowa. Mam siostrę, która uczy takie maluchy w empiku i wzięła też moją małą pod swoje skrzydła, bo tam zajęcia to bardziej taka zabawa z językiem niż sucha nauka. Ja się cieszę, bo mała potrafi coraz więcej i mam trochę więcej czasu dla siebie ;)

  • Sceptyczny

    Zgadzam się w całej rozciągłości. Ci rodzice, którzy tak wcześnie posyłają dzieci na angielski, to lenie, którym w w szkole się uczyć angielskiego nie chciało, a później, gdy są już dorośli, budzą się. Zaczynają zdawać sobie sprawę, że są niczym kosmici w świecie, gdzie angielski jest niemal na każdym kroku. Angielski w przedszkolach jest świadectwem desperackiego pragnienia zapewnienia swoim dzieciom lepszego życia.

    • Mary Lou

      Nie zgodzę się, że angielski w przedszkolach to desperackie pragnienie zapewnia dzieciom lepszego życia. Samo pragnienie, żeby dzieciom żyło się lepiej niż nam jest chyba czymś naturalnym. Nie trzeba od razu tego nazywać desperackim. Wiadomo, że jak rodzic przelewa swoje niespełnione ambicje na dziecko to jest źle, ale tak długo jak dziecko ma frajdę z nauki to ja nie widzę problemu żeby uczyło się już w przedszkolu. Sama moje dziecko wysłałam na kurs angielskiego dla maluchów, o czym już pisałam w poprzednim poście. Natomiast widzę, że się poza nauką to on się dobrze bawi i sprawia mu to radość. Jeżeli nie będzie chciał się uczyć, to na siłę go katować nie będę, ale póki co problemu nie mam. I ja sama uczyłam się języków od małego i dlatego chcę, żeby moje dziecko też się uczyło. Dużo podróżujemy, więc języki obce to podstawa!

  • Jaco

    Moim zdaniem można zacząć wcześnie, tak naprawdę im wcześniej tym lepiej, bo umysł młody, chłonny, wszystko łatwo przychodzi.Tylko nie można przesadzić z ilością nauki, najlepiej wychodzi nauka przez zabawę. My naszą małą wysłalśmy do empik school kiedy była jeszcze w przedszkolu i to była bardzo dobra decyzja :)

  • ninawieczorem

    Przeczytałam tekst i przyznam, że zmieniłam zdanie w paru kwestiach dotyczących nauki języka. Mam już ośmioletnie dziecko i właśnie zapisałam je do empiku na angielski. Sama tam chodzę, więc pomyślałam, że ustawimy tak grafik, żeby lekcje się jak najbardziej pokrywały, żeby Majka też już się uczyła. Myślę, że dziewczynka w tym wieku, która sama bardzo chciała iść do szkoły językowej, na pewno sobie poradzi z nauką. Nie chcę jej do niczego zmuszać, więc jeśli po kilku miesiącach się rozmyśli to ją wypiszę. Pozdrawiam!

    • sabinkaduchess

      Też jestem zdania, że nie ma co zmuszać dzieciaka do nauki. Ale jeśli samo się garnie to niech się uczy ;) Mój synek jeszcze nie chodzi do empik school, bo najpierw wysyłam go w wakacje z nimi na obóz językowy, jeśli mu się spodoba, to jesienią pewnie zapiszę go na regularny kurs.

  • She

    1. Dziecka 8-letniego nie zaczyna się uczyć gramatyki tylko komunikacji
    2. Nie zapisuje się wymowy po swojemu w kajecikach bo nigdy nie odda ona realnej
    3. Dziecko młodsze spokojnie można uczyć angielskiego
    także proszę o niesugerowanie się tym artykułem, choć autorka ma rację w niektórych kwestiach.
    English teacher

  • Ania Mirska

    Ja swoje dziecko posłałam do szkoły jezykowej już od pierwszej klasy podstawówki :) Żeby uczyło się języka, dzieci jak sa małe to chłoną najwięcej informacji o języku i łatwiej się uczą. Wiem sama po sobie a w empik school jeszcze dodatkowo jest przy tym mnóstwo zabawy co mnie cieszy. Bo moje dziecko zawsze zadowolone wraca do domu po zajęciach i przede wszystkim zna język angielski :D