18 lutego 2014

Najbardziej znienawidzony przedmiot w domu: budzik. Najbardziej znienawidzony dzień tygodnia: poniedziałek. Dlaczego? Bo nie robisz tego, co lubisz. Czas to zmienić, tylko jak? A może by tak praca w domu?

Tylko stres

Znasz to, prawda? Budzik dzwoni w poniedziałek. Zimą czeka Cię odśnieżanie auta i korki albo marznięcie na przystanku i zatłoczony autobus, jesienią deszcz i wiatr, latem upał i zapachy spod pachy, i wszystko szybko szybko! Potem jest tylko gorzej. W biurze kolejka do WC, zawsze skrzywiony szef i jeszcze ta koleżanka, co stale poprawia makijaż, ta druga, co ciągle dzwoni do domu pytać, jak tam dzieci i ten gość, co nic nie robi, tylko lata między kiblem a przerwą na papierosa. Nie masz kiedy zjeść śniadania, o obiedzie nie wspominając. Po pracy znów korki, trzeba coś załatwić, a urząd zamknięty i tak każdy kolejny dzień ucieka między palcami.

Bez stresu

A może być tak: wstajesz kiedy chcesz, nie musisz wychodzić z domu, pracujesz z kim chcesz, robisz co lubisz, gdy masz ochotę, robisz sobie dzień wolny. Niemożliwe?

Pomyśl o wszystkich rzeczach, które robisz przez internet – sprawdzanie poczty, siedzenie na fejsie, czytanie artykułów, oglądanie filmików, przeglądanie śmiesznych obrazków, lajkowanie sucharów, szukanie inspiracji, czytanie wiadomości, słuchanie radia, pisanie bloga, oglądanie seriali. A teraz pomyśl, że każda z tych rzeczy to może być Twoja praca. Tworzysz serwis ze śmiesznymi obrazkami albo zarządzasz fanpejdżem na Facebooku, albo kręcisz śmieszne filmiki, albo piszesz bloga, na którym zarabiasz, albo tworzysz grafiki czy strony www. Do tego potrzebny Ci jest komputer z internetem i… nic więcej. Nie musisz wstawać, gdy jeszcze jest ciemno, przedzierać się przez korki, marznąć na przystanku, spieszyć się do biura, użerać z szefem i wkurzającymi kolegami z pracy.

Budzikom śmierć

Niech rzuci kamieniem kto lubi wcześnie wstawać. Przecież człowiek zaczyna normalnie funkcjonować koło 10:00. Przynajmniej człowiek typu sowa, który lubi przeciągnąć wieczór do 1:00 czy 2:00, a potem pospać co najmniej do 9:00. Jak to było, że kiedyś ludzie zaczynali pracę o 7:00? Sklepy były czynne tylko w godzinach 10:00-18:00, w soboty tylko niektóre i to tylko do 14:00, a w niedzielę wszystko było zamknięte. Wszystko! Jak dziś w święta. Pamiętacie? Jak ludzie robili wtedy zakupy? Kiedy? Do dziś wiele urzędów pracuje tylko do 16:00 czy 17:00. Jak to? Dla kogo one są czynne? Studentów, emerytów czy bezrobotnych?

Pewnie wysypiasz się tylko w weekend albo na urlopie, prawda? A wiesz, że to niezdrowe? Jeśli na dłuższą metę brakuje Ci snu, grozi Ci nie tylko zmęczenie, ból głowy, poddenerwowanie czy zwolnienie reakcji, ale też pogorszenie wzroku, tycie, zaburzenia mowy, przeziębienia, problemy żołądkowe, obniżenie libido, cukrzyca, problemy z pamięcią, rak, depresja, a ostatecznie śmierć. Tu to wszystko wyjaśniają.

Za to gdy śpisz tyle, ile trzeba, na co dzień po prostu jesteś szczęśliwszy. Dzień mija przyjemniej, masz więcej energii. Chce się żyć i już. Chyba właśnie tak to powinno wyglądać, co nie?

Ja pracuję w piżamie. Ty też możesz.

Pamiętam, jak budzik dzwonił w poniedziałek o 6:30, a moja pierwsza myśl to była „Jeszcze tylko 4 razy”. 4 razy wstać wcześnie i weekend. We wtorek myślałam „Jeszcze tylko 3 razy”. Dziś jest inaczej.

Pracuję w domu. Przez internet. Tłumaczę, koryguję teksty, uprawiam copywriting, uczę angielskiego, piszę bloga. Zlecenia dostaję mailem, tak samo je wysyłam razem z fakturą, a potem już tylko #czekamnaprzelew. Gdy mam ochotę, robię sobie przerwę. Spotykam się z ludźmi kiedy chcę. Planuję urlop kiedy chcę – nie muszę uzgadniać go z koleżanką, szefem, krewnymi i znajomymi królika. Wychodzę z domu kiedy chcę – zwykle poza szczytem, więc nie stoję w korkach. Jest mi wszystko jedno, czy jest poniedziałek, środa czy piątek, bo pracę układam sobie sama, a przede wszystkim robię to co lubię.

Nie muszę też wcale siedzieć w domu. Czasem biorę komputer czy tablet i wychodzę na balkon, do ogródka albo do kawiarni. W przyjemnym otoczeniu pracuje się jeszcze fajniej. Najlepiej jest wtedy, gdy sam nie wiesz, czy to już praca czy jeszcze przyjemność.

Co lubisz robić?

Spędzasz pół życia w pracy, często w pracy, której nie lubisz. A wiesz, kto to może zmienić? Ty. Zastanów się, co lubisz robić, jak spędzasz wolny czas, co Ci sprawia frajdę. Na pewno możesz na tym zarabiać. Lubisz oglądać śmieszne filmiki albo masz pomysł na własny? Załóż kanał na YouTube i jeśli Twoje materiały będą dobre, za jakiś czas będziesz mógł żyć właśnie z tego.

Lubisz oglądać telewizję? Pomyśl, który program lubisz najbardziej. Może ten o aranżacji wnętrz, który zainspiruje Cię do przemeblowania najpierw swojego domu, potem znajomych, a potem założysz własną firmę wnętrzarską.

A może lubisz grać w gry? Ludzie, którzy je tworzą, nie uczyli się tego w szkole. To pasjonaci – graficy, programiści, animatorzy, scenarzyści. Chodzą do pracy w T-shircie i trampkach i płacą im za granie. Żyć nie umierać.

A może lubisz wypieki? Załóż bloga kulinarnego, piecz ciasta i torty na zlecenie, może kiedyś założysz własną cukiernię albo całą sieć. Tak zaczynało wiele polskich firm.

A może lubisz to co ładne w internecie i śmigasz w Photoshopie? Załóż bloga o designie, doradzaj, podpowiadaj, pisz tutoriale. Projektuj strony www dla blogerów czy firm. Jeszcze minie dużo czasu zanim polski internet będzie ładny, więc przed Tobą sporo świetnie płatnej pracy.

YOLO

Szkoda marnować życia na to, czego się nie lubi. Skoro YOLO, to niech to jedno życie będzie chociaż przyjemne, a że pracować trzeba, niech ta praca sprawia frajdę. Thomas Edison powiedział kiedyś „Nie przepracowałem w życiu ani jednego dnia, to wszystko była przyjemność”.

Ty też pracuj tak, żeby po prostu dobrze się bawić. I śpij do której chcesz.

  • Dobry artykuł :) I pełno w nim racji :) Ja już wiedziałam, że nie dam rady być w pracy, której nie lubię 9 lat temu, jak poszłam na pierwszy staż. I nie dałam się wciągnąć w te społeczne gierki typu „nie ma na rynku pracy”, „w Polsce nie da się żyć, trzeba wyjechać” itp. Tylko po prostu założyłam swój biznes. Pewnie, że nie zawsze było różowo, ale dzisiaj jestem mega szczęśliwa!

  • Piotr P. Płuciennik

    Nie lubię pracować w domu. Zawsze mnie tysiąc rzeczy rozpraszało i produktywność spadała o ładne kilka stopni. Mam szczęście robić to, co lubię dzięki czemu nie przeszkadza mi praca w biurze i dla kogoś. Co więcej przetestowałem zarówno etat jak i freelance i wybieram to pierwsze. Ale może to tylko domena agencji reklamowych, tu po prostu jest fajnie.

    • Ważne, że spróbowałeś i pracy w domu, i poza domem, więc wybrałeś to, co Ci najbardziej odpowiada. Wiele osób, szczególnie młodych, nawet nie pomyśli, że można pracować w domu, robić to co się lubi albo założyć firmę. I znów: wcale nie trzeba fizycznie siedzieć w domu, można chodzić do biura coworkingowego, do parku czy do kawiarni. Gdzie się chce, byle był tam internet. :)

      • Piotr P. Płuciennik

        Chodziłem do pubu, może faktycznie kawiarnia byłaby lepsza do pracy :D

  • Joanna

    Kocham Cię za ten wpis, naprawdę!
    Jestem typową sową, która może siedzieć bez problemów do 5 nad ranem i to wieczorem i w nocy najlepiej mi się pracuje/uczy. Zmuszam się trochę do wstawania wcześnie rano, ale wiem, że to nie moja bajka… Dlatego kieruję swoim życiem tak, żeby pracować w godzinach wygodnych dla mnie.

    • Dziękuję! Miłość przyjmuję w każdej ilości. :)

  • MacAztek

    Dell :-(

    • A ja go lubię. Ludzie, którzy dzielą innych ze względu na system operacyjny, używane marki, modele telefonów, metki na ubraniach i czort wie co jeszcze, co nie ma żadnego znaczenia.

      • MacAztek

        byłem przekonany, że jedziesz na macu :-) bo takich fajnych tekstów nie piszą windziarze :-) ale teks fajny! pozdr.

  • Yooseph

    A jak awansujesz na wyzsze stanowisko skoro nikt nie patrzy czy sie wyrabiasz i znasz na robocie?

    • Jakie wyższe stanowisko? Przecież rządzę swoim światem – nie ma już wyższego stanowiska.

  • Artur 

    Kiedyś próbowałem pracować w domu, ale na dłuższą metę to niewykonalne, bo za dużo rzeczy mnie rozprasza, między innymi koty. Dodatkowo mojej pracy towarzyszy czasem stres, dlatego dom pozostaje miejscem wypoczynku i wszystkie negatywne emocje zostawiam w pracy. Nawet maila w telefonie nie używam, a tym bardziej go nie sprawdzam poza pracą, telefony odbieram tylko od najważniejszych osób.

    Ostatnio mam tak dużo pracy, że kilka tygodni temu musiałem przyjść w sobotę, właściwie to dlatego, że zapomniałem ładowarki, ale wciąż się liczy jako praca, ponieważ tam byłem. ELO.

    • To zależy od pracy i od upodobań właśnie. Mnie się sprawdza. Jak będę takim ważnym prezesem dużej firmy jak Ty, to może będę mieć tak samo. Oczywiście, że przyjście po ładowarkę liczy się jako praca. Chyba wiadomo.

  • Cholera, a mnie wstawanie wcześnie rano uszczęśliwia i pozwala mi się lepiej skupić. To niewyobrażalne, jak dużo jestem w stanie zrobić pomiędzy 6 a 12 :)

    • I spoko, widocznie jesteś skowronkiem. Trochę zazdroszczę, ale tego nie da się zmienić. Dla mnie 6-12 to pora nie na pracę a na spanie. Za to świetnie pracuję wieczorem. :)

      • Jestem zdania, że jednak da się to zmienić – tak jak każdy nawyk. Potrzeba na to tylko czasu. Kiedyś chodziłam spać o 2, teraz o 23. No ale jeśli wstaje się o 6, to już o godzinie 20 ma się wrażenie, jakby było bardzo późno ;)

        • OK, nie o to mi chodziło. :) Pewnie, że można się do wszystkiego przyzwyczaić, ale ja wstawałam o 5:30 przez 5 lat studiów prawie codziennie i nawet po 4,5 roku nie czułam się dobrze rano. W sensie takim, że nie stałam się przez to skowronkiem. To kwestia natury.

  • Ja pracuję zdalnie. Bielsko Poznań od 2 lat i chwale sobie. Mogę pracować na uczelni,w domu,w kawiarni,za granica byle był internet. Wiadomo w domu praca jest mało efektywna bo ktoś zawsze rozprasza. Czasem kawa potrafi rozpraszać :) @wittamina kolejny dobry,rzeczowy i trafny wpis ;)

    • Wielkie dzięki, Łukasz! :)
      To prawda, że nie każdy potrafi albo lubi – ważne, żeby spróbować, może akurat ten styl pracy się sprawdzi.

  • To ja podłączę się z moimi doświadczeniami.
    Od ponad roku pracuję w domu. Ponieważ muszę wypracowywać określoną ilość godzin, to mimo, że w domu, to zazwyczaj zaczynam prace o ósmej. Ale to mój wybór, nikt mi tak nie karze :) Jeśli zaimprezuję, śpię dłużej, jeśli jest coś do załatwienia, wychodzę i załatwiam. Stresu prawie nie ma, jest wygodnie, praca w kawiarnii też się zdarza. Taaa, tak mi dobrze.

  • Masz mnóstwo racji. Dla wielu ludzi jednak pracowanie w domu grozi brakiem dyscypliny i nie prowadzi daleko. Ale gdy tylko jest silna wola, czemu nie? Jak kto lubi, a u Ciebie jest świetny opis, że się da!

    • Tego po prostu trzeba spróbować, może akurat podpasuje. Mnie podpasowało. :)

  • BGN

    Fajny wpis ;-)
    Jak dokładniej możesz opisać tą naukę angielskiego z domu? Czy są to np. sesje mailowe czy skypowe?

    • Dzięki. :)
      Mam kilku uczniów, których uczę przez Skype – w różnym wieku i na różnym poziomie. Ale mam też uczniów, którzy przychodzą do mnie do domu. Na początku myślałam o tym, żeby umieścić ogłoszenie o lekcjach w internecie, ale wtedy zgłosiliby się ludzie z całego miasta, a to oznaczałoby dojazdy dla nich lub dla mnie. Dlatego wywiesiłam ogłoszenie na moim małym osiedlu, żeby wszyscy mieli blisko. Myślałam, że może zgłosi się jedna czy dwie osoby, a tu się okazało, że chętnych miałam więcej niż czasu. Tym sposobem wszyscy mają blisko i wygodnie. :)

      • BGN

        Wow, to się nazywa inteligentny life hacking ;-)
        Powiedz mi, jak wygląda nauka przez Skype? Ja podchodzę do tego jakoś sceptycznie bo przecież druga osoba może ściągać. Możesz powiedzieć o korepetycjach przez Skype coś więcej?
        Czy nauczanie mailowo ma w ogóle sens czy jednak mailowo warto się skupiać tylko i wyłącznie na zleceniach typu tłumaczenia czy korekta?

        • Mailowo nie wiem, jak by to miało wyglądać. Tak się chyba można uczyć jakiegoś pisania czy gramatyki, ale na pewno nie mówienia i słuchania. Niby oczywiste, ale trzeba pamiętać, że to tylko niektóre sprawności językowe. No i tłumaczenia i korekta jak najbardziej też idą przez maila.
          Lekcje przez Skype mam zwykłe, czyli normalnie uczę dzieciaki z podręcznika, czytamy czytanki, robimy ćwiczenia, słuchamy dialogów. One mi skanują swój zeszyt i zadania pisemne. Ja wysyłam im testy w PDF-ie, mamy też wspólny folder na Dropboksie, Pewnie, że mogą ściągać, ale liczę na uczciwość i ten rodzaj lekcji to w ogóle był ich pomysł, więc skoro im zależy, to mamy ustalone, że podchodzimy do tych lekcji poważnie.
          Drugi rodzaj lekcji to konwersacje z osobą dorosłą i zaawansowaną, więc to akurat jest logistycznie prostsze. Większość lekcji to rozmowa.

          • BGN

            Dzięki za wnikliwy insight. Co polecisz osobie, która obecnie udziela korepetycji chodząc do mieszkań osób, których uczy i osiągnęła już górą granicę tego ile osób może nauczać (nie jest to niestety na tyle dużo osób, żeby się z tego utrzymać)?

  • ”Najlepiej jest wtedy, gdy sam nie wiesz, czy to już praca czy jeszcze przyjemność.” Marzy mi się taka niewiedza : )

    • Życzę Ci tego, to bardzo fajne uczucie. :)

  • „Tworzysz serwis ze śmiesznymi obrazkami albo zarządzasz fanpejdżem na
    Facebooku, albo kręcisz śmieszne filmiki, albo piszesz bloga…”

    Wszystko spoko, ale kto niby będzie za to płacił? Skąd pieniądze? Ale tak konkretnie poproszę.

    • Proszę bardzo, już mówię. Serwisy ze śmiesznymi obrazkami zarabiają na wyświetlaniu reklam. I to niemałą kasę. Na tym samym zarabiają blogerzy, np. Kasia Tusk za wyświetlanie 3 reklam na głównej stronie bloga zarabia kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Tak, oczywiście, ona ma bardzo duży ruch, ale ktoś z popularnym blogiem, choć z mniejszym zasięgiem, też może zarobić tyle, by z tego żyć. Tylko to nie przychodzi od razu, na to trzeba czasu.
      Na YouTube zarabia się też na wyświetlaniu reklam, ale i na tym, że jako osoba rozpoznawalna dostajesz propozycje współpracy od firm. Mogą to być zlecenia reklamowe albo jakieś inne kreatywne akcje. Podobnie jest z blogerami czy właścicielami popularnych fanpejdży, np. Krzysiek Gonciarz wyjechał właśnie na miesiąc do Japonii, spędza tam miło czas, nagrywa filmiki, a sponsorzy za to płacą. Bloger Kominek nieraz był za granicą na sponsorowanym wyjeździe albo brał udział w reklamach. Właściciel fanpejdża Pieseł rozkręca swoją firmę w oparciu o memy z pieskiem.
      Nikt nie zrywa pieniędzy z drzewa, trzeba na nie zapracować, ale jeśli stajemy się popularni w internecie, klienci zgłaszają się do nas sami. Tak to działa.

      • Nie przecze, że to jest możliwe, ale to w kontekście „rzuć etat i zacznij zarabiać w internecie” to kompletnie nierealne. Rynek internetowy, poza realnymi usługami typu. tłumaczenie, grafika itd., w sferze gdzie liczy się popularność (yt, obrazki, blogi…) to typowy rynek o układzie „zwycięzca bierze wszystko”.

        Istnieje masa klonów kwejka i nie zarabiają tak jak pierwowzór.
        Kasia Tusk to córka premiera, która z tego faktu dostaje dużą uwagę mediów.
        Na Gonciarza przypadają tysiące youtuberów, którzy mają zerową monetyzację.
        Kominek bloguje od dobrych 10 lat (moge się mylić), a utrzymuje się z tego relatywnie od niedawna.
        Pieseł dopiero ma zamiar zarabiać – czy tak będzie faktycznie – nie wiemy.

  • Przemek Ratajczak

    Dla freelancera poniedziałek to najluźniejszy dzień w tygodniu (bo dedlajny są zazwyczaj na poniedziałek rano), więc kiedy większa część społeczeństwa doświadcza zespołu zmęczenia poweekendowego taki „cwaniaczek” może sobie spać do 13, a potem iść do kina w środku dnia i ma to wszystko gdzieś…
    …inna sprawa, że niedziela jest zazwyczaj dniem roboczym, ale kto by się tam przejmował ;)

    • Też tak często mam. :) Ale to jest fajne, bo wiesz, że to Ty ustalasz sobie ten czas na pracę i że chcesz pracować, bo jak pracujesz to zarabiasz. A u kogoś wiadomo jak jest – wypłata i tak przyjdzie, więc nie chce się robić.

  • Iza

    A ja mam takie pytanko, czy może ty lub ktoś z czytelników wie, gdzie można kupić taki zegarek klapkowy fioletowy jak na pierwszym zdjęciu??

  • W życiu kieruję się zasadą, że najważniejsze, żeby robić to co się lubi. Nigdy nie rozumiałam tych wszystkich ludzi, którzy narzekają na swój kierunek studiów. Bo mama kazała, albo bo tata był lekarzem, to ja też powinnam. Przez to, że uwielbiam moje studia, nie czuję się w żaden sposób zmęczona ani znużona.
    Ja też lubię pracować w domu. Tam są skupione wszystkie moje mysli. Moje łóżko to centrum mojej weny ;) Ale takie niewychodzenie z domu i siedzenie ma swoje minusy. Często zdarza mi się, że zasiedzę się np. nad tekstem na bloga, chcę się nim pochwalić, już, natychmiast, teraz, spoglądam na zegarek i jest dobrze po północy.
    I mimo, że uwielbiam długo spać, to czasami jestem na siebie zła, że przespałam tyle dnia, bo przecież przez te kilka godzin mogłabym zrobić tyle ciekawych rzeczy!

    • Adam

      Ziefffff.

      Studia =! praca.

      Ja studiuje kierunek, gdzie pierwsze dwa lata mozna sobie wsadzic w buty i jak na razie mialem tylko dwa ciekawe przedmioty. Reszta mnie ani ziebi, ani grzeje, trzeba zaliczyc i tyle. Przydatne w pracy rzeczy beda dopiero od III roku.

      A wiem jak wyglada praca ‚od kuchni’ i nie moge sie juz doczekac, az skoncze studia.

      • Wydaje mi się, że to wszystko zależy od kierunku studiów. Ja studiuję wzornictwo, więc mam dużo zajęć praktycznych, takich jak malarstwo, rysunek, rzeźba, a także np. szycie ubioru. Jest trochę do roboty. No i niestety nie da rady tylko pójść na wykład, posłuchać,a na egzaminie ściągnąć.
        Ale też nie mogę się doczekać, kiedy będę już po studiach. Teraz robię mnóstwo fajnych rzeczy, ale zawsze wpadnie przedmiot jeden czy dwa, które nijak mają się do tematu. A zaliczyć trzeba.

      • Michał Chęciński

        A jakie to studia? ;)

        • Adam

          Farmacja.

  • Bardzo motywujący tekst do podjęcia radykalnych kroków! Jak to mówią – jeśli chcesz szukasz sposobu – jeśli nie chcesz szukasz wymówki. Polecam i udostępniam Twój wpis na naszym fanpage :)

    Dla tych którzy myślą nad uwolnieniem się z etatu polecam ten oto cytat, który warto codziennie sobie powtarzać – chociaż w myślach, bo jeśli myślisz że nic nie możesz zmienić – zmień myślenie :)

    Trzeba być szalonym aby robić wszystko dokładnie tak jak robi reszta i oczekiwać zupełnie innych rezultatów. Trzeba być mądrym i posiadać odpowiednią wiedzę aby opierać się na wzorcach tych, którzy osiągają więcej niż cała reszta.

  • Bardzo przyjemny wpis, ale… Niestety aby pozwolić sobie na pracę w domu trzeba najpierw mieć trochę pieniędzy, aby wszystko zacząć. Zlecenia nie napływają od razu stertami. Trzeba czekać. Czasami rozwój własnej firmy trwa miesiącami. Można tez zaczynać tego typu pracę pracując gdzieś na etacie. Wtedy nie dość że pracujemy na etacie, to jeszcze i po etacie. Dodatkowym minusem dla mnie jest brak ludzi wokół ciebie. Akurat jestem na macierzyńskim już 9 miesięcy i doskwiera mi okropnie brak ludzi, bo wszyscy są w pracy. Dla mnie idealnym rozwiązaniem byłaby praca na pół etatu + własna firma w domu. Szkoda tylko, że wszystkie przepisy i podatki to taka masakra…

    • Nikt nie mówił, że to proste. Najlepiej jest tak jak mówisz – zacząć robić coś w wolnym czasie, żeby mieć bazę w postaci stałej pracy, a na swoje przejść wtedy, kiedy już wiemy, że pozwoli nam to się utrzymać, kiedy znajdziemy stałych klientów. To się naprawdę da, tylko trzeba wytrwałości.

      • berza

        o tym trzeba było napisać wcześniej. O tym, że takie szczęście nie przychodzi nigdy łatwo i jest konsekwencją morderczej pracy, wysiłku, potu, przelanej krwi, nerwów i dyscypliny. Polecam to przeczytać (nawet karzę) gdyż nie myśli pani, że pani to nie dotyczy: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/iluzja_lat_szcz.html

  • iCoffee69

    Świetny artykuł. Jestem dokładnie tej samej myśli :)

  • Świetny tekst – już 3 raz do niego wracam! ;)

  • Wstałem dziś przed 12 i przyznam… pocieszający tekst. :D

  • Pingback: Uziemieni na amen | Sloganopis()

  • Pingback: Dieta cud, czyli jak schudnąć z głową | wittamina - najzdrowszy rozsądek()

  • Anastasiia Borozniak

    Nauka japońskiego przez skype with native speaker! Polecam stronę http://preply.com/pl/skype/korepetycje-z-japo%C5%84skiego

  • zielam

    Jakbym przeczytał taki tekst 3 lata temu to prawdopodobnie odniósłbym takie w wrażenie jak większość tutaj. Dzisiaj jednak się tylko wierzyłem. Bo wiem, że dotyczy to tylko speceficznej grupy zawodów i zainteresowań.