11 marca 2014

Był kiedyś taki odcinek „Seksu w wielkim mieście”, w którym główna bohaterka straciła wszystkie dane z komputera, bo nie robiła kopii zapasowych. Bardzo się śmiałam z jej głupoty. Teraz śmieję się z własnej.

O tych magicznych kopiach zapasowych nasza bohaterka usłyszała dopiero po tragicznej śmierci jej płyty głównej, jakby wszyscy znajomi regularnie zabezpieczali swoje dane, nikomu o tym nie mówiąc. To był rok 2001, czyli czasy sprzed chmur, kiedy dane trzeba było trzymać gdzieś w domu, a jak sprzęt się zepsuł, to dane też wziął ze sobą na dno.

W chmurach

Teraz przechowywanie danych wydaje się takie proste – mamy całe mnóstwo rozwiązań w chmurze, dzięki którym nie stracimy plików, gdy sprzęt nam padnie. Ważne dokumenty, pliki związane z pracą czy prywatne notatki można wrzucić na Dropboksa, do Google Drive, na Copy czy wiele innych chmurzastych usług. Jeśli potrzebujemy więcej miejsca, możemy je dokupić. Ale problem zaczyna się wtedy, gdy mamy naprawdę dużo danych. Naprawdę dużo.

100 tysięcy zdjęć

Robię zdjęcia od 2004 roku, czyli od tego czasu zbieram pliki. Te pliki są coraz większe, bo mam coraz lepszy sprzęt, o coraz większej matrycy, a zdjęcia są coraz lepszej jakości. Staram się selekcjonować materiał, żeby nie trzymać niepotrzebnych danych, ale nawet tym oszczędnym sposobem udało mi się zgromadzić już prawie 600 GB zdjęć. To nie jest ilość, która nadaje się do chmury typu Dropbox. Gdybym przez ten czas zamiast zdjęć robiła filmy, materiału miałabym znacznie więcej. Gdzie to wszystko trzymać?

Przez pierwszych kilka lat archiwizowałam zdjęcia na płytach CD a potem DVD. Było to trochę uciążliwe, ale w miarę działało. Przez ten czas straciłam pliki tylko z jednej płyty, która się rozmagnesowała czy coś tam, co płyty robią po latach. Mój błąd: dane były tylko w jednym miejscu.

Dysk zewnętrzny, czyli wszystkie jajka w jednym koszyku

Dwa lata temu kupiłam dysk zewnętrzny. Seagate 1 TB. Mały, czarny, zgrabny i szybki, bo z USB 3.0. Wrzuciłam na niego wszystkie zdjęcia z płyt i dodałam aktualne. Alleluja! Wreszcie wszystko w jednym miejscu, w dodatku mogłam wreszcie edytować pliki na dysku, więc materiał nie był uwieczniony na stałe w niezmienionej formie. Zrobiłam sobie elegancki porządek, ponumerowałam foldery, pousuwałam niepotrzebne pliki, wróciłam do starych zdjęć i zaczęłam je obrabiać. Miód. Miałam taką chwilę zastanowienia, czy wyrzucić te stare płyty, z których zgrałam zdjęcia… A dobra, zostawię je. Czort wie, może akurat kiedyś się jeszcze przydadzą, ale śmiałam się z nich w myślach, że to taki starożytny i w zasadzie bezwartościowy nośnik. Przecież mało kto dziś w ogóle kupuje kompa ze stacją CD. Mówili, że taki dysk zewnętrzny żyje wiele lat, miał też gwarancję, więc co się może stać?

No i stało się. Od czas do czasu zdarzało się, że dysk sam się wypinał, gdy podłączałam go do laptopa. Jakby gdzieś nie było styku, ale działo się to nawet jak nic nie ruszałam. To było ostrzeżenie, którego nie potraktowałam poważnie. Któregoś dnia stracił łączność i nie odzyskał jej do dziś. Próbowałam go podłączyć do innego komputera, naprawić jego widoczność dostępnymi w systemie narzędziami, ale to go jeszcze tylko dobiło. Oddałam go w dobre ręce, które leczą, ale niestety nie pomogło. Po wielu tygodniach operacji na otwartej głowicy wypluł same zera i dziś uważany jest za nieżywy.

Zdjęcia z 10 lat poszły się czesać… Może nie do końca, bo przeprosiłam się z płytkami, które już nie wydają mi się takie bezwartościowe, ale one zawierały materiał tylko z 7 lat, bo potem przestałam wypalać DVD. Mimo wszystko mam teraz w swoim zbiorze lukę, bo zdjęcia z pewnego okresu były tylko na tym dysku. Biję się we wszystko. Na chwilę trochę odechciało mi się robić zdjęcia, bo przecież wszystko to tylko pliki, które mogą zniknąć ot tak [pstryk].

Co NAS nie zabije, to NAS wzmocni

Trzeba się wziąć w garść i nie ma co płakać nad rozlanym plikiem. Lepiej pomyśleć CO TERAS, żeby taka tragedia się już nie powtórzyła. Teraz mam kolejny dysk, więc znów zgrywam na niego wszystkie zdjęcia, ale tym razem nie będzie to mój jedyny magazyn. Na ratunek przyszedł mi NAS, który dostałam do testów od firmy Synology. Gdyby tylko był u mnie kilka tygodni wcześniej, uniknęłabym tego dramatu, ale widać tak miało być. Dziś go błogosławię.

NAS (ang. Network Attached Storage) to takie nieduże, czarne plastikowe pudełko wielkości dużej cegły, do którego wkładamy specjalne dyski i podłączamy do domowej sieci. Dostępne jest przez Wi-Fi i jeśli w środku są dwa dyski, jeden służy jako kopia zapasowa, a drugi to właściwe archiwum. Wrzuciłam na niego nie tylko zdjęcia, ale i filmy czy ważne pliki. Można go też skonfigurować tak, że wszystkie materiały, jakie ściągamy z torrentów, zapisują się od razu na tym dysku, a potem są dostępne z każdego urządzenia w tej samej sieci. Genialne.

Ma też inne bajery, bo można ustalić limity miejsca dla konkretnych użytkowników, przypisywać im dostęp do konkretnych aplikacji albo podłączyć do niego starszy sprzęt, np. starą drukarkę na USB, która będzie działać od tej pory jak drukarka podłączona przez Wi-Fi. Jedyna wada: nie było go u mnie 2 miesiące temu, gdy padł mój Seagate.

Lekcja na dziś

Niech to więc będzie nauka dla Was, drogie dziatki: nie popełniajcie moich błędów, róbcie kopie zapasowe (czyli minimum 2), a najlepiej zainwestujcie w NAS, bo to urządzenie może Wam uratować dużo pracy. Polecam bardzo.

_______________
Tekst zawiera lokowanie produktu i powstał na skutek współpracy z firmą Synology, ale żadna jego część nie została mi podyktowana. Zawsze piszę to, co myślę, a myślę bardzo. Najzdrowszy rozsądek przede wszystkim.

  • Jak dobrze rozumiem, to taki RAID tylko po WiFi?

  • Właśnie 15 minut temu podczas przegrywania zdjęć na dysk przenośny…nagle mi się dysk sam wypiął. Przypadek?

    • Smerfuj się kto może i przegraj je jeszcze gdzieś indziej. #protip

    • Jesse J Jamess

      Nie sądzę ;) Rób kopię, bo to teraz kwestia czasu. A dysk jak jest do serwisu. Niestety elektronika jest złowieszcza i tylko czeka aby spłatać nam ( użytkownikom ) psikusa. Zrób jej na złość i zabezpiecz się zawczasu ;)

      *kurna ale to zabrzmiało … hmmmmm

  • Bobo

    A jak się NAS popsuje? W środku są dyski, a te się psują. Podobny poziom bezpieczeństwa zapewnimy sobie kupując zwyczajne dwa dyski dwóch różnych producentów i co kilka lat przegrywając na nowe:)

    • Dlatego mam jeszcze jeden dysk zewnętrzny.

      • Dochodzimy tutaj do pewnej paranoi :) Posiadanie n dysków jest niezbyt dobrym rozwiązaniem, choćby ze względu, pożarów, zalania, wizyt służb bezpieczeństwa czy po prostu brak dostępności poza WiFi. Wszystkie dane są w jednym fizycznym miejscu. Nie lepiej po prostu mieć jeden dysk zewnętrzny, a resztę pieniędzy, za które byśmy kupili dwa kolejne dyski przeznaczyć na usługę backupu w chmurze? Chociażby od biedy Dropbox?

        • M.

          Może jestem dziwna, ale ja jednak wolę trzymać zdjęcia u siebie, nie u kogoś, szczególnie te prywatne.

          • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

            Szyfrowanie? ;)

    • I tu się mylisz NAS z reguły ma RAID co (w zależności od konfiguracji oczywiście) daje dużo wyższe bezpieczeństwo niż dwa osobne dyski różnych producentów nie mówiąc już o wygodzie robienia backupów.

      Aktualnie moim sposobem na backup jest NAS + dysk w chmurze bo dojrzali dostawcy rozwiązań chmurowych mają technologie niedostępne dla szaraków. Mam dzięki temu 2 niezależne kopie w 2 różnych lokalizacjach. W chmurze pewnym problemem jest kwestia poufności oraz czasów dostępu, ale na NAS też mogą się włamać a backup to nie archiwum tylko kopia bezpieczeństwa z której korzysta się z zasady rzadko.

      • GOŚĆ

        A co jak z dupczy się RAID? miałam taką sytuacje w maszynie cyfrowej gdzie dyski były na serwerowym RAID co się stało a no na płycie poszła ścieżka i dupa blada bo musisz mieć RAID z tym samym czipsetem jak nie znajdziesz jesteś w dupie bo ci dyski nie ruszą. MI udało sie sprowadzić konkretny model z chin bo mam tam znajomą.

        • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

          Dlatego zasadnicza większość konsumenckich systemów NAS używają RAID software’owego. Wtedy nie ma tego problemu.

  • Jesse J Jamess

    Jeśli NAS posiada dwie zatoki na dyski to najlepiej zakupić 2 identyczne dyski o tej samej pojemności np. 3 TB. Ustawić RAID 1 (tzw. lustrzany) wówczas zamiast 6 TB przestrzeni w NAS`ie, mamy 3 TB. Sztuczka polega na tym, iż informacje zapisują się na obu dyskach jednocześnie. Nawet jeśli jeden „wystawi raciczkę”, to możemy dalej pracować na drugim. Uszkodzony wymieniamy, montujemy i odbudowujemy RAID 1 tak aby znów wszystko było po równo na obu. Ot cała filogia Macierzy :) Niestety zapis i odczyt danych jest wolniejszy ale zdecydowanie bezpieczniejszy.

    Polecam Jesse J Jamess ;)

    btw: Wittamina łączę się bólach – bo nie znają goryczy ci, którzy nie stracili tego co zyskali.

    • Paweł MMR

      Gorzej, jeśli przypadkowo usuniesz dane. Wówczas kasują się z obu dysków i żaden RAID tu nie pomoże.

      Osobiście korzystam z serwera NAS Synology, do którego mam podpiętą jednostkę rozszerzającą, która go backupuje. Do tego jest Time Capsule plus dwa dyski zewnętrzne, przechowywane w różnych lokalizacjach co ogranicza ryzyko utraty danych w przypadku zdarzeń losowych, np. przepięcia w sieci czy kradzieży.

      Mimo tego, nie czuję, że dane są jakoś szczególnie bezpieczne, dlatego poszukuję dobrej chmury typowo backupowej (wystarczy mi pojemnosc 100GB).

      • Jesse J Jamess

        Cóż … wątek nie dotyczy gapiostwa bądź celowego działania. Jak wyrzucisz jakikolwiek dysk z czwartego piętra to tez nic nie pomoże ;)

        Rozwiązanie jakie opisujesz jest bardzo biznesowe i niestety dość kosztowne. Nie każdego stać na posiadanie dwóch macierzy NAS z systemem BackUp`u podpiętych do zasilaczy UPS. Zakładam, że aby było bezpieczniej masz podpięte po WiFi, skrętce UTP i UDP aby nie było strat pakietów jakie przechodzą ;)
        Bez przesady. Jeśli to nie jest Twoje źródło utrzymania i projekty za grube $. Na wszystko najlepszy jest zdrowy rozsądek i zimna głowa ;)
        No chyba, że będzie atak nuklearny – to wszystko pójdzie w piazdu ;)

        • Paweł MMR

          Nauczony doświadczeniem wiem, że prawdopodobieństwo gapiostwa bądź nie do końca celowego i świadomego działania na plikach również może spowodować utratę ważnych danych, dlatego w moim konkretnym przypadku stosuję takie a nie inne rozwiązanie.

          Rozwiązanie które opisałem, nie powstało od razu. Nie mogę określić siebie jako profesjonalisty, a mój stan konta nie pozwala na jednorazowe wyłożenie kilku tysięcy złotych na wymarzone rozwiązanie backupu, jednakże przez kilka lat złożyłem to co chciałem. Całość, złożona komponentów o typowo domowym przeznaczeniu kosztowała ok. 4 tys złotych. Dużo i nie dużo. Zależy jak na to spojrzeć. Gdybym utracił te dane i nie mógł ich odzyskać to z miejsca bym wyłożył te 4 tys złotych jeśli tylko mogłoby to cofnąć czas.

          Zdrowy rozsądek i zimna głowa zdecydowanie się przydają, ale wiesz jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony.

          P.S. Może nie jestem ekspertem w dziedzinie backupu, ale gdyby ktoś potrzebował porady, to chętnie coś doradzę.

      • domel

        CrashPlan – http://www.code42.com/crashplan/

        Mam od roku i jestem bardzo zadowolony.
        Dodatkowo pierwszy rok dostalem za free.

        • Paweł MMR

          Dziękuję bardzo.

    • Dzięki za zrozumienie.

  • Google Drive na maku

    Google Drive
    Dla zdjęć do 2048×2048 pikseli nieograniczona pojemność
    Tylko większe zabierają pojemność z darmowych 25 GB na Google Drive.

    • Robię zdjęcia lustrzanką, więc są większe. :)

      • gość

        Ja też mam lustrzankę, ale przechowuję obrobione zdjęcia do publikacji w sieci, taka rozdzielczość z Google wystarcza nawet na puszczenie foto do druku o ile nie jest na całą stronę lub okładkę.

        Te największe można trzymać osobno, a na większość przypasuje dysk w internecie.

        Dzięki za poradę z Google.

      • Dariusz D.

        Flickr daje 1TB za free, pojedynczy plik może mieć 200 MB

  • Google Drive na maku

    100 tysięcy zdjęć na Google Drive? To się będzie długo wgrywało, ale da radę.

  • NAS

    Straciłam zdjęcia, na szczęście całkiem przypadkiem miałam pod ręką NAS, który dostałam do testów, ponieważ współpracuję z firmą Synology. Wielka Ściema i Jeszcze Większy Sponsoring? :-)

    • Nie, spoko, Arletna straciła niestety jakiś czas temu i nie ma moich ładnych zdjęć, które kiedyś zostały mi ustrzelone :(

    • Straciłam zdjęcia łącznie z 2 i pół roku. Fajnie by było, gdyby to była ściema, niestety ich nie mam i ich nie odzyskam. Szkoda, że nie czytasz ze zrozumieniem, anonimowy człowieku. Nie życzę Ci stracić pracy z 2,5 roku, ale jeśli kiedyś Ci się to przytrafi, może wspomnisz moje słowa. Bywaj zdrów!

    • Jesse J Jamess

      Ok – sranie w banie na tapczanie. Mam pytanie.
      A czy nie dzieliłaś się tymi zdjęciami z jakimiś osobami, być może część tej galerii jest do odzyskania od innych osobników rodzaju ludzkiego ?

      Pomyśl o tym ;)

      • Jasne, że część tak, ale to miniatury. Chyba nie sądzisz, że wysyłałam komuś hi-reski 3000×4000 px. To co się dało, już odzyskałam, ale szacuję, że to ok. 0,5% całości, którą straciłam. Niestety. Lekcja bolesna, a więc skuteczna. Polak mądry wiadomo po czym. Jestem teraz mądra.

        • Jesse J Jamess

          Rozumiem i nie kopie już leżącego, lecz … lepsze to niż nic.

          Ave Satan ;)

  • W ogóle trzeba pilnować backupu danych.
    Mojej żonie, która nie korzysta ze smartfona, wczoraj wpadł telefon do wody, na szczęście dzisiaj odżył, ale backup kontaktów nie były robiony… nigdy.
    I to jest przewaga Androida czy iOSa – backup w chmurze z automatu :)
    Straty zdjęć współczuję, ja kupiłem NASa głównie z powodu backupu zdjęć syna – tego bym sobie nie wybaczył, gdybym je stracił.

  • MDW2

    Nie trzeba żadnych cudów, magicznych skrzynek. Wystarczy kupić najgorszy dysk twardy, obudowę do niego z kablem USB. Za cenę dosłownie 200 zł można sobie kupić święty spokój. Cyfrowy świat jest świetny ale trzeba mieć świadomość jego nietrwałości. Komputera bez backupu nie powinno się nawet włączać. Komputer bez backupu powinien być traktowany jak samochód bez hamulców. :)
    U mnie od lat codziennie same się backupują wszystkie komputery z systemami: MorphOS, iOS, OSX i nawet Windows (żeby nie było – nie mój, hee). Od czasu do czasu robię też (ale to już ręcznie) backup karty z Raspbmc (RaspberryPi podpięte do TV).

    Ważne jet to żeby backupowanie było niemal bezobsługowe. Jak trzeba będzie coś więcej robić (np. nagrywanie płyt) to nie będzie się nikomu chciało robić kopii. To ma być proste, szybkie, niezawodne, bezobsługowe (max. dwa ruchy ręką), najlepiej standardowo zintegrowane z systemem. Czyli jak np. Time Machine w OSX. :) Windows swój system backupów (jak zwykle) trochę skomplikował ale nie na tyle żeby się go nie dało używać. :)

  • RDF

    i właśnie przypadkowo przechodził pan z synology i dał NAS do testów….. z tragarzami.

  • mef

    Zawsze można oddać dysk do Kroll Ontrack lub Media Recovery. Usługa nie będzie pewnie tania, ale jeśli to twoja praca, to chyba warto.

  • MarcinKonrad

    Jakież to babskie: „główna bohaterka straciła wszystkie dane z komputera, bo nie robiła kopii zapasowych”. Otóż główna bohaterka straciła wszystkie dane z komputera – bo coś się zepsuło, najpewniej dysk. To, że się nie robi kopii jeszcze nie powoduje automatycznej utraty danych.

    A tak na poważnie ;-) Znałem kiedyś Arlenę Witt, która pstrykała zdjęcia Nikonem chyba … D300. Ale potem wyszła „zamonż” i zmieniła nazwisko. Spotykałem Ją od czasu do czasu w pracy w Sopocie ;-)))

  • „pudełko […], do którego wkładamy specjalne dyski”
    jeśli to pudełko faktycznie chce „specjalne dyski” to oddaj je natychmiast. Specjalne dyski zazwyczaj przestają być produkowane dość szybko i mają specjalną cenę. Lepiej kup NAS na zwykłe dyski, nie będziesz mieć problemów jak któryś dysk padnie i zaoszczędzisz przy okazji :)

    • mef

      Ale to promka, a ciężko z promek rezygnować, bo trzeba z własnych pieniędzy za coś zapłacić:)

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      Specjalne NASowe dyski tym się różnią od zwykłych nieNAS, że mają niższy pobór energii, a przy tym mniej się grzeją. Cała seria WD Red np. I nie, nie przestają być produkowane dość szybko, ceny dużo wyższej też nie mają, za to awaryjność ich jest znacznie niższa przy wykorzystaniu w NASie.

      • Krzysiek masz rację że dyski dedykowane dla NAS są lepsze. Nie wiem skąd masz informację o małej różnicy w cenie. Dlatego w mojej opinii jeśli brać NAS to nie wymagający wyłącznie „specjalnych” (choćby NAS-owych) dysków. Zaraz może się okazać że producent zaoszczędził np. ograniczając wydajność chłodzenia skoro dyski muszą być specjalne.

        Jeśli stać kogoś płacić dużo więcej za dyski, niech bierze te dedykowane dla NAS nie pożałuje, ale czy naprawdę warto każdy musi policzyć sam. Są też inne rozwiązania (mniej wygodne w dostępie) przykładowo office 365 na rok + chmura 1 TB kosztuje 300 zł a chyba się zgodzisz że ich chmurowy dysk jest bezpieczniejszy (w sensie utrzymania danych) niż takie pudełko stojące w domu. W polityce tworzenia małego archiwum takie dualne rozwiązanie tani NAS lokalnie + chmura ma zdecydowanie wyższy poziom bezpieczeństwa.

        Z opisu Witaminy nie wynika jakie to „specjalne” dyski mają iść do tej plastikowej obudowy, a znając pomysły marketingowców słowo specjalne może oznaczać krótką dedykowaną serię dla tego modelu obudowy.

        Sprawdziłem dzisiejsze ceneo, zgodnie z moją intuicją wskazał jednak sporą różnicę cen. Ten sam producent, ta sama pojemność, modele różnią się cache red ma więcej ale identycznych raczej nie chce mi się szukać…
        WD RE4 SAS WD1001FYYG 1TB SAS/ 6Gb/s, 7 200 RPM, 32MB za jedyne *141,59* zł
        i też 1 terabajt z serii RED
        WD WD10EFRX 1TB WD Red 64MB SATA III za jedyne *236,71* zł

        Jeżeli masz lepsze zestawienie wspierające tezę o małej różnicy w cenie z chęcią się zapoznam.

        • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

          Według strony producenta, różnica w cenie między serią WD Red (dedykowaną do NASów), a WD Green (najtańszą konsumencką) przy dysku 2TB to 24EUR. Przy czym, za te 24EUR dostajemy również dodatkowy rok gwarancji producenta (3 lata zamiast dwóch).

          Co ważniejsze, porównanie dysków, które zaprezentowałeś z Ceneo zawiera jeden POWAŻNY błąd merytoryczny. Porównujesz dyski na interfejsie SAS do dysków na interfejsie SATA. (Przy okazji wynorałeś ciekawą rzecz, ktoś ładnie pomylił się w cenie, albo ma genialną promocję)

          Wg Ceneo najtańszy WD Green 1TB kosztuje 205zł z wysyłką. WD Red 1TB – 248. Oprócz wspomnianej wcześniej różnicy w gwarancji dochodzi różnica wydajności – 5400 obrotów przy WD Green, a 7200 przy WD Red.

          Co do „specjalności” dysków w opisie Wittaminy, obstawiam, że to było przejęzyczenie, a nie celowy zabieg. Nie spotkałem jeszcze się z NASem, który wymagałby nietypowych, dedykowanych dysków. Takie rozwiązanie jest po prostu nieopłacalne dla producenta na dłuższą metę.

  • Łączę się w bólu… W zeszłym roku miałem podobną sytuację. 2 dyski zewnętrzne podpięte przez FW800. Myślałem, że dane mam bezpieczne, jeden dysk robił kopię drugiego, a na nich archiwum zdjęć od 2005 r. Najpierw padł pierwszy. Spokojnie, bez nerwów, mam kopię. Podpinam drugi dysk a tu… Jak się okazało kopii nie miałem bo drugi również umarł. Dyski po 750GB z 2008/2009 roku, z tej samej serii produkcyjnej. Jednym słowem: nie znasz dnia ani godziny. Teraz powoli przerzucam to co mi zostało na dysk w chmurze. Lokalnie mam już tylko jedną kopię. Według mnie szkoda pieniędzy na więcej.

  • Sue

    Sero jak można nie wpaść na to że dysk możne się spier wystarczy niewiele aby obecne dyski strzelił szlag ja mam baracude 6Gb ma chyba z 15 lat jak nie lepiej pamięta jeszcze czasy win 95 i działa. A robienie kopii zapasowych jest oczywiste i trzeba te płyty co jakiś czas od nowa nagrywać bo dvd i cd się utlenia a najlepiej jak masz foty to po prostu je wywołaj są w tedy bezpieczne w albumie to tylko wyłącznie skąpstwo bo wszystko chcemy mieć na płytach robimy 200 bezwartościowych zdjęć i wrzucamy na płytkę. Kiedyś te foty miały znaczenie teraz są fotkami.

  • Xavi’s Mum

    Zdjecia ktore robie telefonem automatycznie sa uploaded na google +. Mam do nich dostep z kazdego miejsca na swiecie, gdzie tylko jest internet. Z kamery trzeba manualnie, ale nie zabiera to duzo czasu. I nigdy nie musze sie martwic, ze strace zdjecia jak komputer mi padnie. Dyskietki nie dla mnie, bo badzmy szczerzy-leza sobie stare w szufladzie i nigdy ich nie przegladam. Te zas na google regularnie- ale to juz skrzywienie mlodego rodzica. Google + jest tez super jesli chcemy podzielic sie zdjeciami z bliskimi pomijajac facebook czy uciazliwe uploading na emailu. Dla mnie rozwiazanie idealne.

    • MDNA

      Może dla Ciebie Google+ to rozwiązanie idealne, ale są też na świecie ludzie (i jest ich całkiem sporo), którzy robią więcej zdjęć niż jedno na miesiąc, używają do tego celu aparatu fotograficznego zamiast telefonu, bo zależy im na dobrej jakości i nie chcą upubliczniać wszystkich zrobionych fotografii, a zwłaszcza tych prywatnych.

  • Współczuję. Mądry Polak po szkodzie ; ) W każdym razie dzięki za tego posta, postaram się być mądra przed.

  • Karolina Wójtowicz

    Ja byłam tą mądrą to mi dysk zewnętrzny zsunął się z łóżka..o 10cm za dużo. Cały okres studiów poszedł się….:/ Ach ten peszek :)

  • DRIZTEST

    A jak dostaniesz sie na szyfrowane dyski w macierzy czy to 2 czy 4 jak padnie zamiast dyskow urzadzenie? Przerabialem ten temat i kupienie nawet tego samego + ta sama konfiguracja nie dala mozliwosci dostania sie na dyski (chyba ze az tak poszli do przodu)

    • Andy

      Nie ma sensu włączać szyfrowania (z wielu względów, najważnieszy – spadek wydajności). A co do dysków to można się do nich dostać z każdego linuxa – to zwykły ext.

  • Jack

    Bardzo fajnym narzędziem do robienia automatycznych kopii jest Spideroak. Powiedzmy, że to taki Dropbox ale dużo bardziej dba o prywatność i pozwala na synchronizację i backup dowolnie wybranych folderów (w przeciwieństwie do dropboksa ).
    Spideroak wspiera linuxa, dba o prywatność użytkownika.
    Niestety ma też swoje wady np: upload plików odbywa się przez specjalną aplikację instalowaną na komputerze użytkownika.
    Istnieje również wersja online, dashboard, za pomocą którego możemy przeglądać i pobierać pliki z poziomu strony www.
    Takich informacji prawie nigdzie nie można znaleźć, a moim zdaniem są bardzo cenne.
    Polecam mimo wszystko spróbować i przetestować :)
    https://spideroak.com/download%5B…]7eb4dbc229a9507165b82065ac1299
    To jest link polecający przez który można się zarejestrować i dostać 1 GB gratis w porównaniu ze zwykła rejestracją.

    Szukam chmury, która byłaby podobna do spideroaka ale umożliwiałaby upload łatwy sposób, korzystając z obcego komputera np. na uczelni albo w pracy.
    Gdyby ktoś z was znał taki serwis, proszę odezwijcie się.
    Upload taki jak jest w dropboksie (przeciągnij plik do przeglądarki) to coś niesamowitego, szkoda tylko, że to właśnie dropboks, gdzie co chwilę następuje zmiana regulaminu i bezpieczeństwo schodzi na drugi plan.

    • Andy

      Polecam – tak jak autorka – NAS Synology. Włączasz Cloudstation i masz własną chmure ograniczoną pojemnością dysków, które są w urządzeniu. Do tego aplikacje na Androida, IOS, Windows Phone, PC, Mac, Linux.

  • Otworzyłaś mi oczy…też do tej pory trzymam wszystko na małym czarnym ustrojstwie na USB…gorzej by było gdyby padło..